Bo liczy się sport i dobra zabawa
Często mnie pytają, jak tu żyć z takim nazwiskiem! – mówi 20-latek, wybuchając śmiechem. Właśnie śmiech (i uśmiech) towarzyszył niemal każdej chwili trzeciej edycji turnieju w legendarnej katowickiej hali.
Katowickiego „Sportu” nie mogło zabraknąć na takim piłkarskim wydarzeniu! Fot. Andrzej Pisarek
„Bo liczy się sport i dobra zabawa” - od razu przypomniało się widzom słynne hasło z autokaru Biało-czerwonych, wożącego ich po turniejowych arenach. Tamtą ekipę Leo Beenhakkera reprezentował Marcin Wasilewski, grający w szeregach Reprezentacji Byłych Gwiazd. A że pokazali się w Katowicach także m.in. Sławomir Peszko, czyli długoletni „atmosferowicz” w polskiej kadrze, wciąż cieszący (siebie i publiczność) piłkarskimi „bajerami” na murawie Marek Citko, czy rozdający uśmiechy (i tysiące autografów) na lewo i prawo Szymon Marciniak, dobrego nastroju rzeczywiście nie brakowało.
Serducho i Wiara
Pora na wyjaśnienie cytatu ze wstępu. Jego autorem był D. Szpakowski. Konkretnie – Dawid Szpakowski; przesympatyczny i oczywiście uśmiechnięty od ucha do ucha fan obecnego mistrza Polski. No bo przecież wyłącznie tych gromadzi w swych szeregach wspomniany – czwartoligowy już – zespół Wiary Lecha. - Pewnie w setki idą już mecze Lecha, które zobaczyłem z trybun. Na pierwszym, między Lechem a Koroną, byłem chyba jako czterolatek – przyznawał Szpakowski, który pewnie akurat w tej dziedzinie wynik ma lepszy od swego sławnego „imiennika” z telewizyjnych ekranów. Przyznawał też, że choć przez chwilę marzył o karierze w barwach Kolejorza, dziś już nie ma złudzeń. - Ale teraz całe serducho oddaję drużynie Wiary Lecha. A swoje marzenie o poznaniu mojego idola, Jakuba Modera, i rozmowie z nim spełniłem! - wyznał.
Leżącego się nie kopie
Uśmiechał się też – bo jakżeby inaczej mogło być – jeden z najlepszych polskich stand-uperów, Piotr „Zola” Szulowski. Idziemy o zakład, że nie wszyscy jego fani wiedzą, iż ma za sobą przeszłość... futbolową – piłkę kopał m.in. w szeregach aspirującej do ekstraklasy Pogoni Grodzisk Mazowiecki! Emocjonalnie bliżej mu jednak do Legii, ale w rozmowie ze „Sportem” przyznał, że obecna sytuacja ekipy z Ł3 raczej nie jest dobrym materiałem na skecz. Dlaczego? – Bo nie kopie się leżącego – klarownie (choć z westchnieniem) wyjaśnił nam gwiazdor polskich scen stand-upowych.
„Daj mi kartkę!”
Słowo „gwiazdor” w jego przypadku jest jak najbardziej zasłużone, w końcu jakiś czas temu na widownię Spodka ściągnął publiczność nawet liczniejszą, niż wtorkowe zmagania piłkarskie. Prawdziwym celebrytą, skupiającym na sobie uwagę kibiców, był natomiast wspomniany już Szymon Marciniak. Prośby o autograf czy selfie to „normalka”; nieco bardziej egzotycznie brzmiały prośby o gwizdek czy... czapkę (jeszcze przed bramami hali). A najciekawiej – bo dwuznacznie – hasło dziarskiego kilkulatka: „Marciniak, daj mi kartkę!”.
Heros nad herosami
Sytuacji zabawnych, śmiesznych, wesołych było we wtorek bardzo wiele. Ale był też jeden dramat, który rozegrał się na boisku, na oczach tysięcy fanów. W gronie triumfatorów fetujących końcowy sukces zabrakło Mateusza Glińskiego, który w drugim turniejowym meczu – bez ataku ze strony rywala – doznał kontuzji. Fatalnej – dodajmy od razu. - Prawdopodobnie zerwany „achilles” - zdiagnozował na miejscu Zbigniew Kwiatkowski, lekarz Górnika, uznany specjalista w zakresie ortopedii i traumatologii narządu ruchu, który jako jeden z pierwszych pojawił się przy piłkarzu reprezentacji socca. Gliński zabrany został do szpitala, a jego koledzy zaszokowali nas opowieścią o jego niezwykłym harcie ducha. To był występ tego gracza po przerwie spowodowanej walką z poważną – i nawracającą – chorobą. Wygrał ją już dwukrotnie, i dwukrotnie – krótko po tym zwycięstwie – doznawał poważnego urazu. Rok temu doznał skręcenia kostki na zawodach w Kaliszu, teraz z nogą w gipsie wyjeżdżał z Katowic. Panie Mateuszu, trzymamy za pana kciuki!
Kawał dobrej roboty
Na koniec – już bez komentarza z naszej strony – głos głównego organizatora spodkowej zabawy. Grzegorz Górski: - Uff, „dowieźliśmy” po raz kolejny, mimo sytuacji (z zerwaniem kibicowskiej sztamy Górnika i GieKSy – dop. aut.), na którą nie mieliśmy wpływu. Najbardziej cieszą uśmiechy tysięcy dzieciaków, przybijających przy okazji turnieju piątki ze swymi idolami. To był kawał dobrej roboty, widzimy się... wkrótce.
Dariusz Leśnikowski
