Blamaż w lidze, klęska w pucharze

Po kompromitującej porażce 1:5 z Resovią zespół z Sosnowca pożegnał się z Pucharem Polski już na etapie rundy wstępnej.

Damian Śliwa (z prawej) był wczoraj za szybki dla Andrzeja Niewulisa i pozostałych defensorów Zagłębia. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

Przed meczem w Krakowie trener Marek Gołębiewski mówił, że szuka optymalnego ustawienia i przeciwko Hutnikowi wystawi najsilniejszy skład. Tymczasem szkoleniowiec Zagłębia dokonał prawdziwej rewolucji. W podstawowej jedenastce znalazło się tylko dwóch graczy, którzy wybiegli na murawę od pierwszego gwizdka w ligowym starciu z Resovią (Linus Ronnberg i Adrian Gryszkiewicz). Jakby tego było mało, trener sosnowiczan dokonał także zmiany ustawienia. Zamiast 1-4-5-1 Zagłębie zagrało trójką środkowych obrońców oraz wahadłowymi. 

Nie pomogły jednak ani roszady personalne, ani zmiana taktyki. Ekipa z Sosnowca znów rozegrała słabe zawody i zasłużenie pożegnała się z rozgrywkami Pucharu Polski już w rundzie wstępnej. Analizując jednak pomeczowe stwierdzenie trenera Gołębiewskiego, że plan był taki, aby oszczędzić trochę zawodników, śmiało można wysnuć tezę, że na pucharowej batalii Zagłębiu niezbyt zależało. To żenujące podejście do sprawy, podobnie jak fakt oszczędzania graczy, którzy mają za sobą... dwie ligowe kolejki. Nieco ironicznie rzecz ujmując, rozgrywki Pucharu Polski nie będą w tym sezonie przeszkadzać Zagłębiu w walce o awans do Betclic 1. Ligi.

Goście od początku grali chaotycznie, popełniali błędy w defensywie. Do przerwy miejscowi skarcili przyjezdnych dwukrotnie. Najpierw po prostej stracie Jakuba Pawłowskiego Kacper Prusiński zagrał sprytnie między dwóch stoperów do Damiana Śliwy, a ten ze stoickim spokojem objechał Mateusza Kosa, który próbował interweniować poza polem karnym i było 1:0 dla krakowian. Po raz drugi Kos kapitulował tuż przed końcem pierwszej połowy, gdy nie poradził sobie z niezbyt groźnym uderzeniem Artema Motrycza. Zagłębie przed przerwą miało jedną okazję bramkową, ale po dograniu Igora Dziedzica z kilku metrów skiksował Bartosz Boruń, który głową próbował skierować piłkę do bramki.

W przerwie trener Gołębiewski wymienił aż czterech graczy, ale te roszady ani trochę nie wpłynęły na zmianę gry prowadzonego przez niego zespołu. To Hutnik był stroną dominującą, w pełni kontrolując to, co działo się na murawie. W końcówce miejscowi postawili kropkę nad „i”, a zanim rezerwowy Karol Szablowski posłał piłkę do siatki, wkręcił w murawę Borunia.

– Cóż mogę powiedzieć po takim meczu? Pozostaje mi przeprosić kibiców, którzy tak licznie nas dopingowali. Przegraliśmy w lidze, teraz polegliśmy w Pucharze Polski. Na pewno chcieliśmy trochę oszczędzić piłkarzy, ale celem była wygrana. W przerwie dokonałem kilku zmian, choć liczyłem, że będę je przeprowadzał przy korzystnym wyniku. Już w niedzielę czeka nas kolejny mecz u siebie. Trzeba wziąć się garść i zapunktować – powiedział szkoleniowiec Zagłębia, mając na myśli konfrontację z beniaminkiem, Unią Skierniewice.

Krzysztof Polaczkiewicz

◼  Hutnik Kraków - Zagłębie Sosnowiec 3:0 (2:0)

1:0 - Śliwa, 30 min, 2:0 - Motrycz 44 min, 3:0 - Szablowski 79 min

HUTNIK: Zagrodnik - Burka, Bracik, Gandziarowski (83. Kopyściański) - Kieliś (80. Gałek), Jopek, Urbańczyk (83. Halo), Słomka, Motrycz (63. Szablowski) - Prusiński, Śliwa (63. Sowiński). Trener Krzysztof ŚWIĄTEK.

ZAGŁĘBIE: Kos - Boruń, Niewulis (46. Matras), Chęciński, Gryszkiewicz, Dziedzic (73. Szot) - Ronnberg (46. Agbor), Wasiluk, Pawłowski, Rakels (46. Gogół) - Snopczyński (46. Szykawka). Trener Marek GOŁĘBIEWSKI.

Sędziował Sylwester Rasmus (Toruń). Widzów 700.

Żółte kartki: Słomka, Gandziarowski, Bracik - Gryszkiewicz.