Blade „Pasy”

Decyzja o pozyskaniu Kamila Glika (z prawej) na razie się nie broni… Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
Blade „Pasy”
O jesieni w wykonaniu Cracovii nie można napisać, że była tak dobra, jak jej ostatni mecz.
W zespole Jacka Zielińskiego czasem razem, a czasem wymiennie, szwankowały obrona i atak. Pod koniec roku „Pasy” wpadły, a potem uciekły ze strefy spadkowej, jednak na wiosnę nie mogą tak igrać z ogniem. Z ekstraklasową rzeczywistością twarde zderzenie zaliczył Kamil Glik. 35-latek w formie z jesieni może myśleć o powrocie do reprezentacji, ale tylko w celu pożegnania się z drużyną, której tak wiele dał. Środkowy obrońca nie zatrzyma czasu, a tym bardziej go nie cofnie, ale trzeba mu dać jeszcze jedną szansę. Na wiosnę, po przepracowaniu pełnych przygotowań, będzie mógł udowodnić, że zsyłanie go na sportową emeryturę jest przedwczesne. Jeżeli jednak się nie poprawi, jego ważna do połowy 2025 roku umowa będzie dla „Pasów” problemem. Na razie historia Glika przypomina sprowadzenie Jewhena Konoplianki, który też miał znane nazwisko. I tylko z tego powodu wciąż pamiętamy, że niedawno grał pod Wawelem.
Końcówka roku bez wątpienia należała do Benjamina Kallmana. Fiński napastnik strzelił w grudniu 3 gole, w tym 2 wyjątkowej urody, i dołożył 2 asysty. Z 5 trafieniami ratuje honor ofensywnych zawodników, których w klasyfikacji strzelców wyprzedzali środkowy obrońca Virgil Ghita oraz defensywny pomocnik Karol Knap. Przedzierając się przez zasieki obronne Ghita udowodnił, że nie bez przyczyny trener nazwał go kiedyś czołgiem, który niszczy wszystko, co spotyka na swojej drodze. 25-latek miewał jednak wiele meczów, w których irytował, nie trafiał przez 4 miesiące, a czasem przeszkadzał pod swoją bramką. Podobne problemy ze skutecznością miał Patryk Makuch, któremu również nie można było odmówić mrówczej pracy, ale walką nie da się zatuszować wszystkich braków. Zieliński w takich sytuacjach często powtarzał, że jego drużyna jest bezzębna. Najlepszym dowodem na to stwierdzenie był mecz ze Śląskiem Wrocław przegrany 0:1, choć od 52 minuty rozgrywany w przewadze zawodnika, a od 78 minuty przeciwko dziewięciu rywalom! Przed startem sezonu szkoleniowiec „Pasów” nie dostał ani jednego nowego zawodnika. Dopiero przed zamknięciem okna transferowego pozyskano dwóch obrońców, z których żaden nie okazał się wzmocnieniem. Wąska kadra, do tego przedłużające się problemy piłkarzy, na których powrót liczył Zieliński, sprawiły, że Cracovia była w ostatnich miesiącach nieprzewidywalna. Nie zawsze pierwsze skrzypce potrafił grać Michał Rakoczy, co było widoczne zwłaszcza na ostatniej prostej, gdy był już bardzo zmęczony.
Przed startem rozgrywek Zieliński mówił: „jeśli nie wydarzy się nic typu kartki, kontuzje, to damy sobie radę”. To naiwne myślenie, bo na dłuższą metę problemów nie da się uniknąć, nawet jeżeli bardzo się chce, by nic się nie wydarzyło. Cracovia dość boleśnie się o tym przekonała - piłkarze dłużej wracali po urazach lub pojawiały się nowe, które komplikowały plany sztabu. Mimo to, drużyna powinna zgromadzić kilka punktów więcej i przerwę zimową spędzać w nieco lepszych nastrojach. W niektórych meczach brakowało zaangażowania, jak przykładowo z Ruchem Chorzów. Krakowianie nie wykorzystywali też atutu swojego boiska, na którym wygrali tylko dwa razy na 10 ligowych pojedynków. Michał Knura
