Big chance zamiast crazy shots

Daniel Myśliwiec barwnie opowiada o zmianie priorytetów w budowaniu akcji ofensywnych swej drużyny.

Andreas Katsantonis (z lewej) wykorzystał big chance, więc Patryk Dziczek mógł zapomnieć o swym crazy shot z rzutu karnego. Fot Krzysztof Porębski/Press Focus

PIAST GLIWICE

Piast, niedawny outsider tabeli, wiosną ograł już mistrza Polski. W poniedziałek zagra z rewelacją tego sezonu z Płocka. Wysoka pozycja Wisły – przed rozpoczęciem 20. kolejki „Nafciarze” plasowali się na czele – nie jest przypadkowa: mają najszczelniejszą defensywę w całej stawce. - Wisła jest bardzo dobrze zorganizowana – komplementuje najbliższego rywala swych podopiecznych trener Gliwiczan Daniel Myśliwiec. - Widać, że jej piłkarze mają jasno określone zasady. A jedna z nich wydaje się co prawda niemierzalna, ale za to jest bardzo odczuwalna: mam na myśli ofiarność, szczególnie we własnym polu karnym.

„Dziku” wolał zaczekać?

To ta ofiarność – połączona ze wspomnianą organizacją gry defensywnej – pozwoliła Płocczanom zachować czyste konto w niemal 1/3 dotychczasowych gier ligowych. Gliwiczanie z kolei niespecjalnie imponują do tej pory skutecznością; w siedmiu z 19 meczów nie zdołali strzelić gola. Tym bardziej więc – niezależnie od ostatecznej wygranej – boleć muszą takie okazje, jak zmarnowany rzut karny. Szkoleniowiec z Okrzei niewykorzystaną „jedenastkę” Patryka Dziczka obraca jednak w anegdotę. - Żartowaliśmy, że jeśli w meczu z takim rywalem, jak Lech, strzelisz zbyt wcześnie bramkę, o wiele wcześniej będziesz musiał nastawić się na potężną obronę, będziesz w niej musiał pracować dużo więcej i mocniej. Być może Patryk „odwinął sobie” w pamięci te nasze rozmowy i uznał, że to nie jest jeszcze dobry moment, by „napocząć” przeciwnika – uśmiechał się Myśliwiec.

Z większą kulturą

Potem jednak – tłumacząc zmianę priorytetów w grze podopiecznych – przeszedł już do poważnej analizy. - W tamtym roku uderzaliśmy bardzo często na bramkę przeciwników. Czasami nawet z 30 metrów, gdy szanse na powodzenie takiego uderzenia były bardzo niewielkie. Ja wobec takich prób używam pojęcia „crazy shots”. Nie lubię uderzeń na alibi; takich żeby pokazać, że coś robimy - przypominał styl gry wprowadzony jeszcze przez Maxa Moeldera. Po czym kreślił różnicę stylu, jaką wciąż stara się wprowadzać do zespłołu. - Teraz weszliśmy w większą kulturę gry, bo ta drużyna ma odpowiednią jakość, żeby kreować ofensywę w sposób bardziej systemowy. Przenosimy piłkę pod bramkę rywali płynniej niż w poprzedniej rundzie. Wiemy, gdzie chcemy dostarczyć piłkę. Kiedy będziemy bardziej konsekwentni i bardziej stabilni na pozycjach i w określonych sektorach, piłkarze częściej będą dochodzić do czystych, klarownych sytuacji. Intensywnie pracowaliśmy zimą nad, żeby podnieść wskaźnik „big chance”, czyli uderzeń takich, które mają wysokie szanse powodzenia. Stąd mniejsza liczba uderzeń, bo wolę, żeby piłkarz wyczekał na ową „big chance”!

Czasem szaleństwo się opłaca

Ile „dużych okazji” uda się gliwiczanom stworzyć w poniedziałek? I – co ważniejsze – ile ich wykorzystają? Z Wisłą łatwo nie będzie ani o jedno, ani o drugie. Natomiast akurat jesienny mecz obu ekip w Płocku pokazał, że czasami „crazy shots” bywają skuteczne. Wie coś o tym Dominik Kun: po jego uderzeniu z dystansu piłka odbiła się najpierw od poprzeczki, a potem... od pleców frunącego w powietrzu Frantiska Placha, i wpadła do gliwickiej siatki! W ten sposób znakomity skądinąd golkiper ma w CV zapisanego – przypadkowego i pechowego - „samobója”...

Dariusz Leśnikowski

20. kolejka
◼ Piast Gliwice – Wisła Płock
dziś, 19.00 – Canal+ Sport 3, Canal+ Sport 5

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się