Bez sztyla do flagi
Pierwszy raz na meczu na Stadionie Śląskim byłem, kiedy miałem 12 lat. Wrażenie? Niesamowite, nie do zapomnienia. 80 tysięcy ludzi na trybunach, dobra majowa pogoda, no i rywal…
Zbigniew Boniek w meczu eliminacji Polska - ZSRS w maju 1983 roku. Zdobył wtedy bramkę na 1:0. Fot. PAP
Były transparenty, „Dziś Orzeł wygra z Miszką”, były niecenzuralne okrzyki, ale nic pozasportowego się nie wydarzyło. Sporo działo się za to na murawie. Dla nas był to mecz o być albo nie być, bo miesiąc wcześniej niespodziewanie zremisowaliśmy na Stadionie Dziesięciolecia z Finlandią, a jeszcze wcześniej - przegraliśmy z Portugalią.
Z Ruskimi było nawet nieźle: prowadziliśmy, ale potem nieszczęśliwa interwencja Romana Wójcickiego. Do dziś mam przed oczami tą sytuację, bo akurat w tym sektorze stadionu z ojcem siedzieliśmy. Wyciąga w ślizgu swoją długą nogę po dośrodkowaniu rywala z lewej strony (Anatolija Demianienki), piłka zmienia kierunek i wpada do siatki. Józef Młynarczyk pewnie złapałby futbolówkę, bo piłka leciała wolno... Jest 1:1, do końca nic już się nie zmienia, tracimy kolejne punkty i przegrywamy eliminacje.
Potem, w ramach „zemsty”, pomogliśmy Portugalii awansować do finałów ME, przegrywając z nią rewanż we Wrocławiu 0:1. Kiedy rywal strzelił bramkę, kilka tysięcy widzów na prawie pustym Stadionie Olimpijskim krzyczało pod adresem piłkarzy „Jeszcze jeden!”. Ruskie nie zagrały na francuskim turnieju...
Michał Zichlarz
