Bez Brunesa ani rusz...

Mimo momentami dużej przewagi Raków tylko zremisował bezbramkowo z Radomiakiem i coraz bardziej komplikuje sobie sytuację.

Patryk Makuch (z prawej) miał być godnym następcą kontuzjowanego Brauta Brunesa, ale zabrakło mu skuteczności. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

Piłkarze Rakowa nie mają w tym roku szczęścia do pogody. Przed tygodniem w Płocku (1:2) musieli rywalizować w przenikliwym mrozie (odczuwalna temperatura sięgała nawet -20 stopni), w niedzielę z kolei miasto świętej wieży nawiedziły intensywne opady śniegu. Zawodnikom specjalnie nie przeszkadzały ze względu na podgrzewaną płytę, ale odbiły się na frekwencji – kameralny obiekt przy Limanowskiego nie zapełnił się w trenerskim debiucie Łukasza Tomczyka w Częstochowie.

Niespodziewane zmiany

Po przegranej z Wisłą zmiany w składzie częstochowian wydawały się nieuniknione, ale raczej nie takich spodziewali się kibice wicemistrza Polski. Ariel Mosór nie przekonał trenera i na obronie zastąpił go powracający po pauzie za kartki Fran Tudor. Największą niespodzianką i stratą był jednak brak Jonatana Brunesa, który skarżył się na ból pleców. Wydawało się, że w tej sytuacji szansę gry przeciwko byłemu klubowi otrzyma Leonardo Rocha, ale szkoleniowiec zdecydował się na przesunięcie na szpicę Patryka Makucha. Jego miejsce na dziesiątce z kolei zajął Tomasz Pieńko. - Sprawdzamy go, leczymy, przechodzi badania. Wierzę, że będzie gotowy na kolejny mecz – przekazał wieści na temat Norwega szkoleniowiec Rakowa.

Postawa Radomiaka pozostawała sporą niewiadomą, ponieważ ich ubiegłotygodniowe spotkanie z Arką zostało odwołane ze względu na awarię prądu na stadionie. Faworytem musiał być Raków, ale pierwszą naprawdę groźną okazję w spotkaniu stworzyli sobie przyjezdni. W 13 minucie Capita Capemba trafił w poprzeczkę w zamieszaniu podbramkowym. Była to dobitka po wcześniejszym uderzeniu Adriana Diegueza. Miejscowi przez długi czas nie stwarzali sobie sytuacji godnej odnotowania. Może jedynie przejęcie w pobliżu pola karnego piłki przez Jeana Carlosa w 21 minucie. Brazylijczyk wystawił ją Lamine'owi Diaby-Fadidze, ale ten na razie nie prezentuje formy z rundy jesiennej. Niezłe wejście z prawej strony miał jeszcze Patryk Makuch, ale wystawionej przez niego piłki nie miał kto domknąć.

W 40 minucie fani Rakowa w końcu mieli okazję, żeby poderwać się z krzeseł, gdy wspomniany wcześniej Fadiga przewrotką umieścił piłkę w bramce. Radość trwała jednak tylko chwilę, bo sędzia dopatrzył się faulu Francuza na Dieguezie. W doliczonym czasie ten sam zawodnik groźnie przymierzył jeszcze z rzutu wolnego, ale Filip Majchrowicz nie dał się zaskoczyć.

Żal straconych szans

O ile pierwszą połowę można było uznać za wyrównaną, tak od początku drugiej części Raków mocno nacisnął rywala. W 58 minucie wrzutkę Michaela Ameyawa ekwilibrystycznie chciał na gola zamienić Makuch. Gdyby uderzenie piętką skończyło się w bramce, mógł być to gol kolejki, skończyło się jednak na salwie śmiechu i zmianie na Rochę. Trzy punkty Rakowowi mógł zapewnić Diaby-Fadiga, ale miał rozregulowany celownik przy rzutach wolnych. Momentami gospodarze mieli przygniatającą przewagę, ale w najczarniejszym scenariuszu mogli nawet przegrać. W końcówce nieznacznie pomylili bowiem Elves Balde oraz Christos Donis. - Zawsze mi się tu miło przyjeżdża, Częstochowa jest ważnym punktem w moim życiu. Mecz był bardzo wyrównany, graliśmy z drużyną, która minimalny błąd przeciwnika potrafi zamienić na swoją korzyść. Potrafiliśmy jednak nie tylko zablokować drogę do naszej bramki, ale i pierwsi stworzyć sobie doskonałą okazję. Zbyt rzadko jednak graliśmy tak, jak byśmy chcieli. Obie te drużyny stać na lepszą grę, ale musimy brać pod uwagę różne czynniki, takie jak stan boisk o tej porze roku – powiedział po meczu Goncalo Feio, który w przeszłości pracował jako asystent Marka Papszuna.

Mało piłki w piłce

Raków na pewno miał dobre momenty, ale nadal nie zachwyca, a punkty uciekają. Goście, podobnie jak płocczanie przed tygodniem, nad wyraz łatwo rozczytywali grę wicemistrza Polski po obwodzie. - Zagraliśmy dobrą pierwszą połowę, mieliśmy sytuacje, strzały celne, strzeliliśmy nawet bramkę kontrowersyjnie nieuznaną. Można powiedzieć, że graliśmy na swoich zasadach. Druga połowa to mecz faz przejściowych, taki trochę szarpany mecz, mało było w tym piłki nożnej, na co wpływ miały warunki. Każdy był czujny w swojej strefie i jeśli w to nas zostanie, to przyjdą zwycięstwa – podsumował spotkanie Łukasz Tomczyk. W sobotę Raków zagra w Lubinie z Zagłębiem.

Mariusz Rajek

OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐

◼ Raków Częstochowa – Radomiak 0:0

RAKÓW: Zych 7 – Tudor 6, Racovitan 5, Svarnas 6 – Ameyaw 6, Bulat 5 (65. Struski 5), Repka 5, Silva 6 – Pieńko 5 (80. Mircetić niesklas.), Diaby-Fadiga 6 – Makuch 5 (60. Rocha 6). Trener Łukasz TOMCZYK. Rezerwowi: Trelowski, Czeremski, Mosór, Napieraj, Struski, Ilenić, Brusberg.

RADOMIAK: Majchrowicz 7 – Quattara 6, Kingue 6, Dieguez 6, Grzesik 6 – Baro 5 (70. Alves 5), Donis 6, Wolski 6 (70. Balde 5) – Capemba 6 (60. Lopes 5), Luquinhas 5 – Tapsoba 5 (60. Maurides 5) Trener Goncalo FEIO. Rezerwowi: Koptas, Jerke, Camara, Esbrand, Blasco, Cichocki, Żabicki, Kaput.

Sędziował Łukasz Kuźma (Białystok) – 4. Asystenci Jakub Winkler (Toruń) i Piotr Podbielski (Białystok). Czas gry 95 min (47+48). Widzów 4981. Żółte kartki: Repka (56, faul) -Tapsoba (48, faul).


MÓWIĄ LICZBY
RAKÓW    RADOMIAK
50  posiadanie piłki  50
5  strzały celne 1
10  strzały niecelne  10
3  rzuty rożne 2
1  spalone 1
12  faule  13
1  żółte kartki  1

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się