Bez Brunesa ani rusz...
Raków przegrał 0:1 w Częstochowie pierwsze spotkanie z Maccabi Hajfa i mocno skomplikował sobie kwestię awansu. Porażka może mieć bardzo duże konsekwencje dla wicemistrza Polski.
Maccabi wyżej niż Raków. Główkuje Trivante Stewart. Fot. PAP / Waldemar Deska
ELIMINACJE LIGI KONFERENCJI
Choć w Rakowie specjalnie nikt nie chciał emanować presją, stawka rywalizacji z Maccabi była wielka. Nieudaną inaugurację ligową można było puścić w niepamięć tylko w przypadku awansu do decydującej rundy eliminacji Ligi Konferencji. Trzecia drużyna poprzedniego sezonu izraelskiej Premier League wydawała się przeszkodą jak najbardziej do przejścia. Tym bardziej że w ekipie rywali przed sezonem doszło do zmiany na ławce trenerskiej – zespół przejął Argentyńczyk, Diego Flores.
Wielki nieobecny
Na dobrą sprawę rywalizacja z Maccabi rozpoczęła się trzy kwadranse przed pierwszym gwizdkiem. Wtedy pojawiły się oficjalne składy i ku ogromnemu zaskoczeniu w Rakowie zabrakło obchodzącego w czwartek urodziny Brauta Brunesa – zarówno w wyjściowej jedenastce, jak i na ławce rezerwowych. Zapytany o to przed meczem szkoleniowiec częstochowian przekazał, że to uraz mięśniowy z porannego treningu, ale – co naturalne – od razu pojawiły się teorie spiskowe. Tym bardziej że kuzyn Haalanda latem mocno naciskał na zagraniczny transfer, a wedle nieoficjalnych informacji pomiędzy Papszunem a Norwegiem miało dojść na wspomnianym treningu do ostrego spięcia. W konsekwencji mecz na szpicy rozpoczął Patryk Makuch. To największe zaskoczenie w składzie, ale nie jedyne. Na pierwszy występ po bardzo długiej przerwie szansę otrzymał Bogdan Racovitan. Mimo nie najlepszego występu w Radomiu miejsce w jedenastce zachował również Tomasz Pieńko.
W podstawowym składzie Maccabi wyszedł Kenny Saief, kiedyś zawodnik Lechii Gdańsk. W kadrze Izraelczyków znajduje się również Nahuel Leiva (w przeszłości Śląsk Wrocław), ale nie mógł wystąpić w czwartek z powodu kary otrzymanej przez UEFA w zeszłym sezonie.
Trener Papszun podjął spore ryzyko, ale pierwsze minuty zdawały się go bronić. Raków nacisnął rywali od pierwszych minut, a niezwykle aktywny był szczególnie Fran Tudor, który w krótkim czasie kilkukrotnie zagroził bramce Gieorgija Jermakova. Chorwat słynie z tego, że lubi strzelać gole w szczególnie ważnych meczach i chciał wrócić do tej dobrej tradycji. Później rywalizacja się wyrównała, Maccabi próbowało atakować głównie skrzydłami i szukać swoich szans po stałych fragmentach gry. Dużo wiatru z przodu robił szczególnie Severina Xander. W Rakowie wyróżniali się Oskar Repka i Zoran Arsenić, który w Radomiu zagrał wyjątkowo słabo i miał się za co rehabilitować. Mimo zdecydowanie lepszej gry Rakowa niż w poprzednich meczach mina Papszuna schodzącego na przerwę sugerowała, że raczej nie był zadowolony z obrazu pierwszej połowy. Pierwszą „ofiarą” padł Pieńko zmieniony w przerwie przez Jesusa Diaza.
Marne pocieszenie
Druga połowa rozpoczęła się od celnego uderzenia Xandera. Raków szybko przejął jednak inicjatywę, przez długie minuty praktycznie nie oddawał piłki rywalom, prowadził atak pozycyjny, ale nie potrafił udokumentować przewagi. Najbliżej gola w 55 minucie był Repka, który sześć minut później przepuścił między nogami uderzenie Ethane Azoulaiego. Powiedzenie o mszczeniu się niewykorzystanych sytuacji boleśnie cisnęło się na usta.
W 73 minucie Djordje Jovanović mógł podwyższyć prowadzenie, ale klasę kolejny raz potwierdził Trelowski. Im bliżej było końca meczu, tym trener Papszun decydował się na coraz większe ryzyko. W 82 minucie w miejsce Repki wpuścił Marko Bulata, dla którego był to debiut w czerwono-niebieskich barwach. W 88 minucie wyrównać powinien Lamine Diaby-Fadiga. W doliczonym czasie gry piłkę meczową miał Diaz, ale będąc sam na sam z Jovanoviciem, uderzył za wysoko. Rakowowi tego dnia zabrakło skutecznego napastnika. Mówiąc wprost – zabrakło im Brunesa...
Wliczając mecze ligowe, to trzecia porażka częstochowian z rzędu, która może mieć ogromne konsekwencje dla wicemistrza Polski. Na pocieszenie można jedynie stwierdzić, że Raków nie przegrał z byle kim. Maccabi to 15-krotny mistrz Izraela, 6-krotny zdobywca krajowego pucharu, a także 5-krotny triumfator Superpucharu Izraela. W przeszłości 3-krotnie klub ten występował w fazie grupowej Ligi Mistrzów (sezony 2002/03, 2009/10 i 2022/23). W 2007 roku drużyna z Hajfy zagrała w 1/8 finału Pucharu UEFA, co do tej pory jest największym sukcesem Maccabi w europejskich pucharach.
0:1 – Azoulay (61)
RAKÓW: Trelowski - Racovitan, Arsenić (78. Amorim), Svarnas - Tudor, Barath, Repka (82. Bulat), Otieno - Ameyaw (60. Diaby-Fadiga), Pieńko (46. Diaz) - Makuch (78. Rocha). Trener Marek PAPSZUN.
MACCABI: Jermakov - Bataille, Seck, Eissat, Comud - Saief (64. Kassa), Naor, Azoulay (78. Mohamed) - Xander (87. Podgoreanu), Jovanović (78. Melamed) - Stewart (64. Khalaili). Trener Diego FLORES.
Sędziował Rob Harvey (Irlandia). Widzów 5500. Żółte kartki: Eissat, Azoulay, Cornud, Seck, Melamed, Kassa.
Mariusz Rajek
