Belgowie atakują
„Tour de Pologne nie powinien być Word Tourem”.
Kolarstwo jest sportem dla twardych ludzi. Fot. PAP
Tour de Pologne zbliża się do końca, ale nie do takiego, jakiego chcieliby… dziennikarze z Belgii. Ich nieoficjalnym rzecznikiem jest Benji Neasen. Przypominając, że 6 sierpnia minęła 6. rocznica śmierci belgijskiego kolarza Bjorga Lambrechta, który zmarł na skutek tragicznego upadku podczas 76. edycji Wyścigu Dookoła Polski, a do tego dorzucając informację o kraksie na 3. etapie tegorocznej imprezy organizowanej przez firmę Lang Team, zaapelował w Lanterne Rouge Media: „Tour de Pologne nie powinien być Word Tourem”.
Po takim komentarzu do kraksy, w której Filippo Baroncini został poważnie ranny, doznając licznych obrażeń twarzy, łącznie ze złamaniem kręgu szyjnego (bez następstw neurologicznych), złamaniami kości twarzy i obojczyka, w kolarskim światku zawrzało. Przeciwnicy przypominają także fatalną kraksę na finiszu w Katowicach 5 sierpnia 2020 roku.
- Jest tylko 9 państw na świecie, które mają takie wyścigi – powiedział nam wczoraj przed startem etapu Katowice - Zakopane Czesław Lang. - Jesteśmy w jednym rzędzie z: Tour de France, Giro d’Italia, Vuelta a Espana, Paryż-Nicea, Tirreno-Adriatico, Tour de Romandie, Tour de Suisse czy Deutschland Tour, więc zazdrośników nie brakuje. Jest wielu, którzy chcieliby nam przypiąć łatkę, ale my nie mamy sobie nic do zarzucenia. Robimy wszystko najlepiej jak możemy, troszcząc się o zdrowie i życie każdego uczestnika naszej imprezy. A na pytanie, czy za rok Tour de Pologne będzie organizowany i znajdzie się w UCI World Tour, odpowiadam krótkim „TAK”.
jaD
