Belgijskie wyzwanie Szewczyka
Czołowy polski trener odnosi teraz sukcesy w klubie z Walonii.
Krzysztof Szewczyk chwali sobie pracę w Castors Braine. Fot. FIBA
FIBA EUROCUP KOBIET
W styczniu kibiców żeńskiej koszykówki czeka bardzo ciekawe wydarzenie. Pucharowe starcie belgijskiego Castors Braine z AZS-em UMCS Lublin będzie okazją do spotkania z trenerem Krzysztofem Szewczykiem. Ten szkoleniowiec doprowadził lubelski klub do największych sukcesów – mistrzostwa (2023) i wicemistrzostwa kraju (2022), Superpucharu (2023) oraz Pucharu Polski (2016). Ten były zawodnik wrocławskiego Śląska (rocznik 1977) po zakończeniu zawodniczej kariery pracował najpierw z koszykarkami Wisły Kraków, a potem prowadził właśnie akademiczki z Lublina (2014-2017, 2019-2025).
Belgijskie wyzwanie
Latem tego roku Szewczyk zdecydował się na zagraniczny wyjazd i jest obecnie jedynym obcokrajowcem, który prowadzi zespół w lidze belgijskiej. – Na rynku pojawiła się oferta, w Castors Braine szukali trenera o określonym doświadczeniu, także w europejskich pucharach, a ja te wymogi spełniałem. W Krakowie i w Lublinie rywalizowaliśmy na międzynarodowej arenie z niezłym efektem. Złożyłem aplikację, przebrnąłem przez sito kwalifikacji i z grona kandydatów zostałem wybrany – opowiada w rozmowie z PAP. – Cieszę się, że mogłem podjąć takie wyzwanie. Podpisałem kontrakt na rok, na razie obie strony są zadowolone ze współpracy i zaczęliśmy z prezesem wstępne rozmowy o przedłużeniu umowy. Nasza miejscowość jest mała (Braine-l'Alleud leży w Walonii, niedaleko stamtąd do Brukseli – przyp. red.), wszyscy żyją drużyną i meczami. Fani są praktycznie wszędzie, w hali jest świetna atmosfera, na najważniejsze spotkania przychodzi po tysiąc osób – dodaje.
Kilkanaście dni temu jego drużyna po dwumeczu wyeliminowała mistrzynie Polski z Gdyni. Nasz zespół szczególnie upokarzającej porażki doznał we własnej hali, gdzie ekipa Szewczyka wygrała aż 91:54! – Budżety czołowych polskich klubów są wyższe, nie ulega wątpliwości, że nasza liga jest silniejsza. Gdyby Castors grał w Polsce, to naszym celem byłby awans do „czwórki”, o mistrzostwo kraju byłoby bardzo trudno. Nie można się sugerować, że w 1/16 finału Pucharu Europy wyeliminowaliśmy aktualne mistrzynie Polski, bo VBW Gdynia ma problemy i to my byliśmy w tej konfrontacji faworytem – ocenia Szewczyk. Obecnie jego drużyna w lidze belgijskiej zajmuje drugie miejsce z bilansem 11-1, a na czele tabeli jest ekipa z Mechelen (11-0).
Dwumecz z podtekstami
Za niespełna dwa tygodnie odbędzie się pierwszy mecz 1/8 finału FIBA EuroCup z AZS-em UMCS Lublin. Zostanie rozegrany w Belgii, rewanż 22 stycznia w Polsce. – Chcemy oczywiście wygrać, ale wiemy, że nie będzie to łatwe. Nasz młody zespół nigdy się jednak nie poddaje i postaramy się sprawić niespodziankę. Lublin, Gorzów i Wrocław to drużyny prezentujące zbliżony poziom. Faworytem będą rywalki, ale pojedziemy bez kompleksów, tym bardziej że wychodząc z grupy, która nie była łatwa, wykonaliśmy plan. To było nasze podstawowe założenie, zatem już zrealizowaliśmy je z nawiązką – zapowiada.
Szewczyk w pojedynku z Lublinem będzie dobrze zmotywowany, wszak pracę stracił tam w mocno niespodziewanych okolicznościach. Po upadku klubu z Polkowic na rynku bez pracy znalazł się trener kadry Karol Kowalewski i władze AZS-u UMCS zdecydowały, że zwolnią dotychczasowego szkoleniowca, a na pokład wskoczy trener reprezentacji. W momencie zwolnienia AZS UMCS zajmował drugie miejsce w lidze. Kibice stanęli wtedy murem za Szewczykiem. „Stanowczo stwierdzamy, że nie popieramy zmiany trenera w tak ważnym dla drużyny momencie, a podane powody takich ruchów personalnych są nielogiczne” – grzmiał klub kibica w oświadczeniu ogłoszonym w mediach społecznościowych.
Kraj pełen talentów
Szewczyk, który pracował jako asystent trenera przy polskiej kadrze, obecnie jest znakomicie zorientowany w baskecie Belgii. Belgijskie Kocice (to przydomek reprezentacji kobiet) to aktualne mistrzynie Starego Kontynentu. – Mają bardzo dobrą generację, na czele z Emmą Meesseman, Julie Allemand i Kyarą Linskens. Co prawda to raczej już schyłek tego pokolenia, jednak o przyszłość Belgowie mogą być spokojni. W tym kraju jest wiele talentów, dziewczyny są bardzo pracowite. Trenują nie dlatego, że ktoś im każe, tylko dlatego, że chcą. Warto przychodzić na zajęcia indywidualne i się dla nich poświęcać, bo widać, że korzystają z każdej okazji, aby czegoś się nauczyć – uważa nasz szkoleniowiec.
(pp)
