Będzie tylko trudniej

Mieszane uczucia towarzyszą ocenie występów polskich reprezentantów w mistrzostwach Europy w Sofii.

Kinga Krówka, na zdjęciu w towarzystwie trenerów, zdobyła medal w kategorii olimpijskiej. Fot. PZB

BOKS

W porównaniu z poprzednimi mistrzostwami Europy w Belgradzie w 2024 roku tegoroczne w stolicy Bułgarii świadczą o dużym postępie. W Serbii nie było ani jednego medalu i tylko czwórka naszych reprezentantów w ćwierćfinałach. Z Sofii 19-osobowa biało-czerwona ekipa przywozi cztery medale brązowe i 11 miejsc w ćwierćfinałach. Trzeba jednak pamiętać, że dwa lata temu na ME zabrakło wielu naszych najlepszych, którzy przygotowywali się do kwalifikacji na igrzyska w Paryżu. Skoro przy porównaniach jesteśmy, to warto wspomnieć, że cztery lata temu z czarnogórskiej Budvy i ormiańskiego Erywania - panie i panowie rywalizowali wtedy w osobnych turniejach - polska reprezentacja przywiozła pięć medali. Srebrne krążki zdobyły Aneta Rygielska, Elżbieta Wójcik i Martyna Jancelewicz, a brązowe Jakub Słomiński i Tomasz Niedźwiecki.

Tyle tytułem wprowadzenia. Według sztabu szkoleniowego kierowanego przez Tomasza Dylaka mistrzostwa Europy w Bułgarii miały pokazać, że nasi reprezentanci aspirują do czołówki, a przede wszystkim potwierdzić, że mają potencjał do odegrania znaczącej roli w turnieju olimpijskim w Los Angeles. Czy tak się stało? Prawdę mówiąc - nie bardzo. Przede wszystkim zawiedli ci, na których najbardziej liczył trener Dylak. Wicemistrzyni świata, Aneta Rygielska, odpadła w kiepskim stylu, przegrywając przed czasem. Kolejna wicemistrzyni świata i olimpijska, Julia Szeremeta, przegrała już pierwszą walkę. Mistrzyni świata, Agata Kaczmarska, która zeszła dwie kategorie niżej (z +80 do 75 kg), żeby móc walczyć o olimpijską kwalifikację, wraca bez medalu. Wygrała pierwszy pojedynek, ale już w drugim o półfinał niejako zderzyła się ze ścianą, którą okazała się Irlandka Aoife O'Rourke, aktualna mistrzyni świata w wadze średniej. Polka walczyła ambitnie, przegrała tylko 2:3, ale przyznała, że nie zrobiła wszystkiego, żeby wygrać. W mediach społecznościowych napisała: „Bez wymówek. Z pokorą, jeszcze większą motywacją i świadomością, że przede mną dużo pracy. Ale tej pracy się nie boję...”.

Jakże inna to postawa w porównaniu z Szeremetą, która obwiniła sędziów, że skrzywdzili ją punktacją (1:4) w pierwszej rundzie, którą według niej wygrała, a to ustawiło całą walkę. To do nich skierowany był jej gest kciukiem w dół przy ogłaszaniu końcowego werdyktu. Niepotrzebny, będący objawem gwiazdorstwa. Mam nadzieję, że pani Julia obejrzała na spokojnie swoją walkę ze Stanimirą Petrovą i doszła jednak do wniosku, że po prostu była słabsza w tym pojedynku. To niepierwsza taka dotkliwa porażka, podobna przydarzyła się w turnieju Pucharu Świata w Brazylii z Węgierką Vladislavą Kukhtą. Nasza wicemistrzyni olimpijska musi zrozumieć, że teraz będzie tylko trudniej...

Wreszcie inny zdaniem trenera Dylaka kandydat do medalu, Damian Durkacz. To naprawdę świetny bokser, niepokonany w naszym kraju, ale bez międzynarodowych sukcesów, choć dwukrotnie wystąpił na olimpiadzie i kilkakrotnie w mistrzostwach Europy i świata. W Sofii rozpoczął kapitalnie od imponującej wygranej z Litwinem Aleksandrem Trofimcukiem. W następnej walce o ćwierćfinał z Irlandczykiem Johnem McConnellem miał wszystko w swoich rękach, bo po dwóch rundach był remis, ale w trzeciej to rywal był bardziej zdeterminowany i wygrał. To niepierwszy raz, kiedy Durkacz nie wytrzymuje presji.

Oczywiście, trzeba docenić medale Angeliki Krysztoforskiej (48 kg), Anety Kuczewskiej (51 kg), Kingi Krówki (65 kg) i Elżbiety Wójcik (+80 kg), ale pamiętajmy, że tylko Kuczewska i Krówka zdobyły je w kategoriach olimpijskich. Plusem jest to, że nasi reprezentanci zdobyli w Sofii sporo punktów rankingowych, medalistki po 300, a ćwierćfinaliści po 150, które będą się liczyły przy rozstawieniu w przedolimpijskich turniejach kwalifikacyjnych. Pierwszym będą przyszłoroczne mistrzostwa świata w Kazachstanie. Ale zwycięzcy dostali ich po 800, a finaliści po 500. To oznacza tylko tyle, że rywalizacja o olimpijskie paszporty będzie bardzo trudna.

Andrzej Wasik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się