Będzie się działo!
Nowy sezon EHF Champions League oficjalnie rozpoczął się w środę wieczorem, gdy rozegrano siedem meczów fazy grupowej.
O jedną bramkę więcej rzucił Dylan Nahi z kieleckimi kolegami szwajcarskim debiutantom w Lidze Mistrzów. Fot. Tomasz Fąfara/ PressFocus
LIGA MISTRZÓW
Już po tych pierwszych meczach widać, że w zmienionej formie – w turnieju uczestniczą 24 drużyny podzielone na sześć grup, a promocję do fazy zasadniczej po ostatnim meczu fazy grupowej zdobędą zespoły z 1. i 2. miejsca, a 3. i 4. trafi do Ligi Europy – rywalizacja będzie bardzo ciekawa, emocjonująca, wyrównana, i trzymająca w napięciu. Oznacza to też, że o punkty walczyć trzeba od pierwszego do ostatniego spotkania, czyli jedna porażka maksymalnie zwęża margines błędu.
Barca już wygrywa
Obrońcy tytułu z Barcelony potrzebowali chwili, żeby się rozgrzać, by 11 trafieniami pokonać SAH-Aarhus, podczas gdy pozostali uczestnicy EHF FINAL4 z poprzedniego sezonu zanotowali mieszane rezultaty. Mistrzowie z 2023 i 2025 roku, SC Magdeburg, zgarnęli punkty kosztem Kolstadu (w najbliższą środę podejmie Kielczan), natomiast Aalborgowi nie udało się wygrać, bo ekipa z Paryża uratowała remis (33:33) w ostatniej sekundzie; 3 bramki dla PSG zdobył nasz reprezentacyjny obrotowy, Kamil Syrzpak. Nantes, czyli druga francuska drużyna, musiała czekać do samej końcówki, aby pokonać Wisłę Płock. Najskuteczniejszym strzelcem wieczoru (11 bramek), choć nie zapobiegł przegranej swojej drużyny w Zagrzebiu, był Aljusz Anżic z Celje.
Ze zmiennym szczęściem
Niestety, nasze eksportowe teamy celujące w wyjście z grupy rozpoczęły rywalizację ze zmiennym szczęściem. Orlen Wisła Płock była przygotowana na ciężką przeprawę we Francji z wicemistrzem Liqui Moly Starlique, jednak w meczu, w którym każdy wynik był możliwy, Nafciarze przegrali 25:26 (11:11) i z Nantes wyjechali na tarczy. Gospodarze zwycięską bramkę zdobyli w ostatniej sekundzie z rzutu karnego!
Owacje dla prezesa
W Kielcach inauguracja sezonu przyniosła kibicom ogromne emocje. Mistrzowie Polski pokonali w Hali Legionów szwajcarskiego debiutanta HC Kriens-Luzern 30:29, prowadząc do przerwy czterema bramkami. Szwajcarzy walczyli jednak ambitnie i na 13 sekund przed końcową syreną po rzucie Nilsa Eppa zdobyli kontaktową bramkę. Na doprowadzenie do remisu i sprawienie sporej niespodzianki zabrakło im - na szczęście - czasu. Dodajmy, że przed meczem owacyjnie został przywitany nowy sternik kieleckiego klubu, Karol Bielecki. – Gwarantuję wam, że ten zespół może nie zawsze będzie wygrywał, ale zawsze będzie grał do końca – powiedział do kibiców jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy ręcznych.
Zwycięstwo brali w ciemno
- Może nie zagraliśmy perfekcyjnie, ale liczy się przede wszystkim wynik – powiedział trener Industrii, Krzysztof Lijewski. Dla niego był to debiut w roli pierwszego trenera w Lidze Mistrzów. Były reprezentant kraju podkreślił po meczu, że tę wygraną zapamięta na długo. Przyznał również, że przed spotkaniem jednobramkowe zwycięstwo wziąłby w ciemno. - To nie był perfekcyjny mecz z naszej strony. Były momenty lepsze, były też gorsze, natomiast na końcu liczy się wynik – podsumował Lijewski, zwracając uwagę na pewien niuans. - Po przerwie gdzieś zgubiliśmy rytm w ataku, jeżeli chodzi o wykończanie sytuacji, bo okazji sam na sam z bramkarzem było dużo – przyznał wicemistrz świata z 2007 roku. Mimo to pochwalił zespół za rozwagę. - Cieszę się, że popełniliśmy tylko 6 błędów technicznych. W ostatnich dwóch meczach było ich znacznie więcej - 17 w Superpucharze z Płockiem i chyba 12 w Kaliszu, więc pod tym względem zrobiliśmy bardzo duży postęp - dodał „Lijek”.
Ojcowie sukcesu
Ojcami sukcesu kieleckiej ekipy zostali bramkarz Dejan Milosavljev (14 udanych interwencji przy 43 rzutach) oraz Aleks Vlah, zdobywca 8 goli. - W drugiej połowie bramkarz Kristian Pilipović był świetny. Cieszymy się, że wygraliśmy ten mecz, bo mógł potoczyć się inaczej. Najważniejsze są pierwsze 2 punkty – podkreślił Słoweniec. Vlah przyznał również, że drużyna wciąż się dociera. - Uczymy się gry, mamy wielu nowych zawodników, dla niektórych był to debiut w Lidze Mistrzów. Straciliśmy dużo bramek, ale też skuteczność w ataku była słaba – nie ukrywał 29-latek, mając na myśli 62 procent w tym elemencie.
Głowy do góry!
Szkoleniowiec HC Kriens-Luzern, Andi Schmid, nie krył dumy ze swoich podopiecznych. - Przegrywanie nigdy nie jest zabawne, ale możemy być dumni z naszej gry. To był historyczny, bo pierwszy dla naszego klubu mecz w Lidze Mistrzów. W składzie mamy pięciu zawodników, którzy występowali w tych rozgrywkach, dla innych to był debiut. Graliśmy przeciwko trudnemu, utytułowanemu rywalowi, a gdybyśmy mieli więcej szczęścia, to moglibyśmy powalczyć o lepszy wynik. Pokazaliśmy jednak, że możemy walczyć nawet z najlepszymi zespołami. Głowy do góry! To będzie ekscytująca grupa i już nie możemy się doczekać kolejnych meczów w Lidze Mistrzów – mówił świetny przed laty szczypiornista.
Bohater mógł więcej do przerwy
Bohaterem gości był bramkarz Kristian Pilipović, który zaliczył 13 skutecznych obron. Z uznaniem odniósł się do kieleckiego klubu. - Każdy w Europie wie, że Industria to wielki zespół, a atmosfera w Hali Legionów jest wyjątkowa. Jesteśmy szczęśliwi, bo zagraliśmy dobry mecz, zwłaszcza w drugiej połowie i możemy być z siebie dumni – komplementował swój zespół Chorwat, dodając z samokrytyką: - Mogłem zrobić więcej w pierwszej połowie i obronić więcej piłek. W drugiej już było lepiej.
Nie ma już czasu na błędy
Musimy wyciągnąć wnioski z tej minimalnej, ale jednak porażki. Mamy tydzień, by dobrze przygotować się do następnego spotkania – wicemistrzowie Polski bili się z myślami po stracie punktu w ostatniej sekundzie meczu w Nantes. Gospodarze potrzebowali aż... 9 minut, żeby zdobyć pierwszą bramkę, a do tego czasu Nafciarze Christoffera Bonde pokonali już 5 razy! Ale to nie oznaczało, że miejscowi zamierzali im ustąpić.
Pokazali charakter
Gdy Bonde zaczął prezentować fantastyczne, kluczowe wręcz parady, a Ian Tarrafeta (9 bramek) zrobił decydującą różnicę, „Le H” jeszcze przed przerwą wrócili do gry. W drugiej odsłonie mecz nadal pozostawał wyrównany, a wszystko rozstrzygnęło się w ostatniej akcji, gdy Noam Leopold wykorzystał rzut karny, pomagając swojej drużynie dosłownie o włos, pokonać wicemistrzów Polski 26:25. - Byliśmy bardzo skoncentrowani. Pokazaliśmy dużo charakteru i świetną mentalność. To był naprawdę mocny występ naszego zespołu. Nie wszystko było perfekcyjne, ale w nowym formacie każdy punkt się liczy, więc bierzemy to zwycięstwo z wielką radością – przyznał Nicolas Tournat, francuski obrotowy Nantes, a w przeszłości Industrii.
Decydowały szczegóły
W innym nastroju był naturalni jego rodak Melvyn Richardson, prawy rozgrywający Nafciarzy. - Jesteśmy w bardzo trudnej grupie i było dla nas ważne, żeby dobrze rozpocząć Ligę Mistrzów. Mieliśmy mocny start, ale Nantes to drużyna, która potrafi szybko się adaptować. Mecz przez cały czas był bardzo wyrównany, a przeciwko najlepszym drużynom wszystko rozstrzyga się w szczegółach, tak jak dzisiaj. Musimy skupić się na pozytywach. Zagraliśmy mocny mecz na trudnym terenie.
Żal dyrektora
Dyrektor sportowy Orlen Wisły Adam Wiśniewski już przed meczem podkreślał, że obie drużyny prezentują podobny poziom, co oznacza, że kibiców czeka obserwowanie wyrównanego pojedynku. A jednak pierwsze 10 minut zdecydowanie należało do płockiej drużyny, która prowadziła 5:0. - Tak niewiele brakowało, byśmy zdobyli punkt... Straciliśmy ostatniego gola w ostatniej sekundzie z rzutu karnego – żałował, ale i podkreślał, że nie był to zły występ w wykonaniu płockiej drużyny. - Przegraliśmy jedną bramką z wicemistrzem Francji. Zgodnie z zapowiedziami mecz był wyrównany. Już po losowaniu mówiliśmy, że nasza grupa jest bardzo trudna, zespoły prezentują podobny poziom i w każdym meczu czeka nas walka do ostatniej sekundy. Musimy wyciągnąć wnioski z tej minimalnej, ale jednak porażki. Mamy tydzień, by dobrze przygotować się do następnego spotkania. Takiego błędu jak w Nantes, czyli porażki bramką, nie możemy powtórzyć w czwartek w Orlen Arenie przeciwko Melsungen. Teraz nie ma już czasu na błędy – zapowiedział były świetny skrzydłowy.
Zbigniew Cieńciała
3 POLAKÓW wystąpiło w meczu HBC Nantes - Orlen Wisła Płock. Na wyróżnienie zasłużył obrotowy Dawid Dawydzik, zdobywca 7 bramek (100% skuteczności). Poza nim grali doświadczeni skrzydłowi, Michał Daszek i Przemysław Krajewski.
