Będzie opcja atomowa?
Jeśli Raków wygra z Górnikiem, Dawid Szulczek ma szansę popracować w Częstochowie dłużej niż do najbliższego poniedziałku.
Takich obrazków - radość ich ulubieńców po zdobytym golu - kibice Rakowa w ostatnim czasie nie mieli zbyt wielu okazji oglądać... Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Przy Limanowskiego nie byli przygotowani na tak szybką zmianę trenera. Dawid Kroczek, który w końcówce poprzedniego sezonu uratował Częstochowianom awans do europejskich pucharów oraz poprawił styl gry zespołu, był nadzieją na dłuższą współpracę. Seria czterech porażek w lidze, do tego w kiepskim stylu, w połączeniu z brakiem kwalifikacji do fazy ligowej Ligi Konferencji zmusiła jednak działaczy do nieplanowanych ruchów.
Jak odchodził Kroczek
W niedzielę Raków przegrał 2:5 z Jagiellonią, a gdyby Białostoczanie wykorzystali tylko wszystkie stuprocentowe okazje, porażka mogła być wyższa niż słynne 1:8 z GKS-em Tychy przed dziesięcioma laty. Po takim blamażu oczekiwano, że trener poda się do dyspozycji zarządu już podczas pomeczowej konferencji. Ten jednak wybrał inną strategię. Postanowił wrzucić kamyczek do ogródka osób zarządzających, w zawoalowany sposób zarzucając im brak satysfakcjonujących transferów. A potem miał schować się w swoim gabinecie i nie rozmawiać z działaczami o przyszłości. Starał się unikać kontaktu z przełożonymi, aż decyzję o zwolnieniu w poniedziałkowe popołudnie przekazał mu Michał Świerczewski.
Tym razem miała ona być podjęta nie jednoosobowo (jak w przypadku Łukasza Tomczyka), a przedyskutowana z Wojciechem Cyganem oraz Dawidem Krzętowskim. Wszyscy byli zgodni: dalsza misja Kroczka w Rakowie nie przyniesie niczego dobrego. Jego mowa ciała oraz słowa wypowiedziane w szatni tuż po meczu świadczyły bowiem jednoznacznie, że wywiesił białą flagę i - wbrew temu, co przekazywał mediom - nie miał już pomysłu, jak pomóc drużynie. Na razie skończyło się tylko na pożegnaniu z pierwszym trenerem, choć wiele wskazywało na to, że zmiany w sztabie będą daleko bardziej posunięte.
Szansa Szulczka
O tym, że przy Limanowskiego nie zakładali takiego scenariusza nawet po odpadnięciu w kiepskim stylu z Hajdukiem (2:3) najlepiej świadczy fakt, że rozmowy z kandydatami tak naprawdę dopiero się rozpoczynają. Obowiązki pierwszego trenera zostały przekazane jednemu z asystentów - Dawidowi Szulczkowi i wszystkim byłoby na rękę, aby drużyna w meczach z Górnikiem oraz Lechem wypadła na tyle korzystnie, żeby klub po niedzieli nie musiał szykować kolejnego komunikatu o zmianie na ławce trenerskiej.
Po pierwsze - przy Limanowskiego chcą mieć więcej czasu na wyselekcjonowanie odpowiedniego kandydata. Po drugie - ważnym czynnikiem jest w tym momencie ekonomia. Realia są bowiem brutalne, Raków będący poza europejskimi pucharami, na ostatnim miejscu w tabeli, nie jest ani wymarzonym miejscem pracy dla trenerów „z nazwiskiem”, ani w klubie nie przewidywali takiej pozycji w budżecie. Szulczek natomiast i tak znajduje się na liście płac, jako „pierwszemu” trzeba będzie dać mu jedynie podwyżkę.
Czy ma szansę zostać na dłużej? Jest trenerem z zupełnie innej bajki niż Kroczek i w klubie mają nadzieję, że jego świeże spojrzenie pobudzi zespół. Nie jest nazywany trenerem tymczasowym, bo… w Rakowie marzą o tym, aby dostarczył silnych argumentów za tym, aby pracować dłużej niż do meczu w Poznaniu (6 września). Nikt tego nie mówi głośno, ale w Rakowie bardzo po cichu liczą na cztery punkty w dwóch najbliższych grach. To gwarantowałoby pracę Szulczkowi co najmniej do reprezentacyjnej przerwy, a kto wie, czy nie dłużej.
Feio rzuci granat?
Biorąc jednak pod uwagę obecną dyspozycję Częstochowian oraz jakość najbliższych rywali trzeba liczyć się z tym, że w niedzielny wieczór Raków nadal będzie mieć zero punktów, a perspektywa rychłego wydostania się ze strefy spadkowej stanie się jeszcze bardziej mglista.
Co wtedy? Wedle doniesień medialnych w Rakowie wybierają pomiędzy Goncalo Feio a Dawidem Szwargą. Nam udało się jednak ustalić, że nazwisk potencjalnych kandydatów jest więcej. Nie ma wśród nich jednak na pewno Pavola Stano czy Jerzego Brzęczka, którzy też pojawiali się w tych spekulacjach. Nie jest też w ogóle w tym momencie brany pod uwagę szkoleniowiec z zagranicy (Feio traktowany jest jak trener krajowy). Nie da się ukryć, że w sytuacji podbramkowej (a taką będzie sześć ligowych porażek z rzędu) najbliżej będzie do zastosowania „opcji atomowej”, czyli zatrudnienia furiata Feio, którego zadaniem będzie „wrzucenie granatu” do szatni i wywrócenie wszystkiego o 180 stopni.
W Rakowie doskonale zdają sobie sprawę, jakie ryzyko niesie za sobą zatrudnienie szkoleniowca, który dał się niejednokrotnie poznać jako człowiek niestabilny emocjonalnie – i to najłagodniejsze z określeń, jakie można wobec Portugalczyka zastosować. Niemalże w każdym klubie zostawiał za sobą spaloną ziemię, a jego pożegnanie to mniejszy bądź większy skandal. Zresztą przy Limanowskiego mieli się okazję przekonać o tym empirycznie, gdy odszedł z klubu po bójce z kierownikiem drużyny Kamilem Waskowskim, będąc jeszcze asystentem Marka Papszuna.
W częstochowskim klubie sytuacja robi się jednak na tyle podbramkowa, że jego kandydatura jest poważnie rozpatrywana nawet z wszystkimi wiążącymi się z tym ryzykami. Te w razie zdecydowania się na Portugalczyka, będą chcieli zresztą zminimalizować odpowiednimi zapisami w kontrakcie na wypadek jego kolejnego napadu furii. Nikt nie ma wątpliwości, że na Feio nie można opierać długoterminowego projektu. Raków potrzebuje jednak dźwignięcia natychmiastowego, a do tego Portugalczyk nadaje się doskonale, bo jedyne, czego nie można mu zarzucić, to braku warsztatu trenerskiego. Gdyby nie jego destrukcyjne zachowania, z pewnością nie byłby obecnie wolnym szkoleniowcem. – Kupimy garść tabletek uspokajających dla wszystkich pracowników, pochowamy tacki i jakoś to będzie – słyszymy trochę śmiesznie, trochę strasznie w częstochowskim klubie.
Szwarga? Tak, ale nie teraz
Zatrudnienie Feio jest bardziej prawdopodobne niż Szwargi, bo ten choć cieszy się ogromnym zaufaniem Świerczewskiego, to jest raczej projektem długofalowym. Na pewno jest w tym momencie lepszym trenerem niż w momencie, gdy odchodził z Rakowa po sezonie 2023/24, za kilka lat może być topowym trenerem w Polsce, cały czas się rozwija, ale nie daje gwarancji poprawy wyników tu i teraz. Poza tym wcale nie takie łatwe (i tanie) mogłoby się okazać wyciągnięcie go z GKS-u Katowice, gdzie pełni funkcję asystenta Rafała Góraka. - Dobrze przygotowany merytorycznie, z bagażem doświadczeń i autorskim pomysłem. Zawodnicy muszą zobaczyć, że wszedł gość z wizją, którą oni kupią. Tego potrzebuje teraz Raków – słyszymy w klubie odpowiedź na pytanie, jaki powinien być nowy trener Medalików. W eksperymenty nikt w tym momencie nie chce się bawić. Dopuszczalna jest również zmiana systemu 3-4-2-1, w którym Raków gra od ponad dziesięciu lat.
W klubie nikt nie chce dopuścić do siebie myśli, że Raków może mieć realny problem z utrzymaniem. Panuje przeświadczenie, że gdy drużyna zdobędzie pierwsze punkty, „pójdzie z górki”. Choć racjonalnych przesłanek za takim scenariuszem obecnie brakuje, to faktem jest, że odkąd Michał Świerczewski zainwestował w klub, cele ma ambitne. Raków nie drżał o utrzymanie nawet jako beniaminek w sezonie 2019/20. Już w kolejnym sięgnął po wicemistrzostwo oraz Puchar Polski. Zdobycie tego ostatniego ma być jednym z celów postawionych nowemu trenerowi. Czy realnym? Najbliższe tygodnie powinny wskazać kierunek, w którym zmierzają Częstochowianie.
Mariusz Rajek
NIE PRZEGAP!
PKO BP Ekstraklasa – 5. kolejka (zaległy)
◼ Raków - Górnik
czwartek, 18.00 – Canal+ Sport 3
sędziuje Paweł Raczkowski (Warszawa)
