Będą głosy za zwolnieniem Urbana
Rozmowa ze Sławomirem Majakiem, 22-krotnym reprezentantem Polski
Zdaniem naszego eksperta, reprezentanci Polski myślami są już na urlopach. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
- Biorąc pod uwagę styl gry i wynik – zgadzam się z tymi opiniami. Nigdy nie byłem zwolennikiem grania towarzyskich meczów w okresie urlopowym, bo one nigdy się nie sprawdzały. Rozumiem, że ten mecz był zaplanowany dużo wcześniej w związku z tym, że planowaliśmy pojechać na mundial i wtedy takie spotkania są niezbędne, aby pewne elementy dopracować. Widać było, że drużynie Ukrainy chciało się bardziej niż nam. Z mojej perspektywy, obojętnie kto by w naszym zespole w niedzielę zagrał, to myślami był już na urlopie.
Skoro mówimy o niefortunności terminów, to odbiegając na chwilę od piłki, nie było chyba gorszego momentu na granie akurat z tym rywalem, biorąc pod uwagę kontekst polityczno-dyplomatyczny…
- Na pewno podtekst polityczny w tym meczu był spory. Wiemy, co się działo tuż przed meczem, co powiedział prezydent Ukrainy, a w konsekwencji czego nasz prezydent chce mu odebrać Order Orła Białego. Siłą rzeczy jesteśmy wplątani w politykę i nie da się od tego uciec. Te wszystkie transparenty na stadionie nie stanowiły na pewno fajnego odbioru. Wyjątkowo niefortunnie dobrany przeciwnik w tym momencie. Myślę, że można było pomyśleć o zmianie rywala lub nawet odwołaniu tego spotkania z wiadomych względów.
Wracając już stricte do piłki: z czym Jan Urban ma dziś największy ból głowy?
- To jest bardzo trudne pytanie… Na pewno był taki moment, gdy wszyscy zauważyli poprawę w grze zespołu. Jan Urban potrafił scalić ten zespół, gdy został selekcjonerem. Ten najważniejszy mecz niestety nam nie wyszedł, ale widzieliśmy zalążki drużyny. To spotkanie w jakimś sensie zburzyło to, co wcześniej było budowane i przedstawiane jako dobry kierunek. Obawiam się, że wróciliśmy do punktu wyjścia. Jeżeli ten mecz miał służyć przeglądowi wojsk, to nie sprawdził się w żadnym elemencie. Ani zawodnicy, którzy byli blisko i pukali do kadry, ani ci z dalszych szeregów nie dostarczyli argumentów pozytywnych. Nie można się nie zgodzić ze zdaniem trenera Urbana, który mówi, że my często „powołujemy” piłkarza za jeden udany mecz. Widać to na przykładzie Oskara Pietuszewskiego, gdzie była duża presja na jego powołanie, a nie dał rady w barażu ze Szwecją. Nie każdy może się tak szybko w tej kadrze odnaleźć. Oczywiście, nowych twarzy nie będziemy obarczać za porażki, bo nie poradzili sobie również ci, którzy od dawna są motorami napędowymi reprezentacji. To był bardzo słaby mecz, kibicom ciężko było go oglądać. W przyszłości bym się takich meczów wystrzegał.
Widać też, że casting na bramkarza numer jeden trwa w najlepsze.
- Tak i do końca tego nie rozumiem. Akurat pod względem bramkarzy od co najmniej dekady nie mogliśmy narzekać, wręcz słyniemy z dobrych golkiperów. Nie powinniśmy mieć problemu, a cały czas coś kombinujemy, rotujemy i dalej nie wiemy, kto ma być numerem jeden. Mnie to dziwi, bo ta pozycja powinna mieć ustaloną hierarchię. Rotowanie bramkarzami nie daje stabilizacji zespołowi.
Myśli pan, że pojawią się zaraz głosy, czy Jan Urban to był dobry wybór i czy powinien dalej prowadzić kadrę?
- Na pewno! Jesteśmy takim narodem, który cały czas szuka czegoś innego, nowego. Nie potrafimy zaufać w dłuższej perspektywie. Trener kadry musi mieć zaufanie nie tylko ludzi, którzy go zatrudnili, ale przede wszystkim kibiców. Nie można po jednym meczu mówić, ze będziemy szukać czegoś innego, bo to nie ma najmniejszego sensu. Popatrzmy jak pracują inne topowe reprezentacje, ile lat tam pracują ci sami selekcjonerzy. Wcześniej czy później przekłada się to na wyniki. My potrafimy po jednym meczu piać z zachwytu, a po drugim nieudanym wieszać na tym samym człowieku psy. Apeluję o więcej zaufania do selekcjonera. Presja oczywiście będzie, bo to jest nierozerwalny element tej pracy. Jan Urban był w tamtym momencie najlepszym wyborem i tu się nic nie zmienia. Oczywiście, że pewne decyzje będą kontrowersyjne i będą się nie podobać, jak choćby brak powołania dla Bartosza Nowaka, który miał bardzo udaną rundę w GKS-ie Katowice. To są jednak niuanse.
Czego się pan spodziewa w środę z Nigerią?
- To zupełnie inny przeciwnik, z innego kontynentu, prezentujący całkowicie inny styl. Najważniejsza kwestia to jak podejdą piłkarze do tego meczu, bo w niedzielę sprawiali wrażenie nieobecnych. W jakimś sensie też im się nie dziwię. Gdybyśmy za chwilę jechali na mistrzostwa świata, to morale byłoby zupełnie inne. Na pewno będzie to inny mecz, bo do kadrowiczów dotrą wyrazy niezadowolenia w narodzie. Będą się chcieli w jakimś stopniu zrehabilitować. Zobaczymy też, jak poustawia to trener Urban, czy będzie bardziej chciał obronić wynik, czy dalej eksperymentować.
Rozmawiał Mariusz Rajek
Sławomir Majak
