Bęcwał!

POWRÓT DO KORZENI, cotygodniowy felieton Michała Listkiewicza

Z zasady nie używam epitetów pod adresem innych, teraz jednak nie mogę się powstrzymać. Wojciech Kowalczyk, swego czasu całkiem obiecujący napastnik Legii i reprezentacji Polski, przekroczył granice posuwając się do oskarżenia o czyny korupcyjne... Kazimierza Górskiego. Przy okazji wymienił też Kazimierza Deynę, Zbigniewa Bońka i parę mniej znaczących postaci ze mną włącznie. Żyjący mogą się bronić korzystając z drogi prawnej i medialnej, ale umarli już nigdy nie przemówią. Kowalczyk był modelowo demoralizowany jeszcze w czasach gry w reprezentacji olimpijskiej. To nie była szatnia pełna grzecznych chłopców i układnego trenera. Nie będę się pastwił nad Januszem Wójcikiem, on - podobnie jak Górski - nie jest już w stanie bronić się, ani wyjaśniać. „Kowal” pokazał złą twarz w pierwszej reprezentacji, prowadzonej przez Antoniego Piechniczka. To rzucił jedzeniem na ziemię, to apelował o zwolnienie z funkcji prezesa PZPN Kazimierza Górskiego (słynne „zmieniamy szyld i jedziemy dalej”) , to znowu nazwał Piechniczka najgorszym trenerem z jakim pracował. A przecież mógłby temu wielkiemu trenerowi buty czyścić i to permanentnie.

Dlaczego media stoją otworem przed człowiekiem tak pozbawionym skrupułów? Kilka jest tego przyczyn. Pierwsza: zbieranie lajków od zachwyconej gawiedzi. Im ich więcej, tym większa szczodrość reklamodawców. Druga: upadek zasad obowiązujących w naszym zawodzie, napływ ludzi pozbawionych moralności i przyzwoitości. Trzecia: bezguście i otaczająca nas tandeta, nie tylko w sportowym wymiarze. Choćby w kulturze, kiedyś wysokiej, dziś dołującej. Przykładem ogólnonarodowa dyskusja wokół serialu „Lalka” obrazująca stan rozedrgania nastrojów w polskim społeczeństwie. Od zachwytów po oburzenie, głosów emocjonalnie neutralnych praktycznie nie ma. Nie jestem krytykiem filmowym, nie będę się tu wymądrzał. Mam jednak wielki sentyment do klasycznych adaptacji wielkich dzieł literackich a „Lalka” jest nim niewątpliwie. Mariusz Dmochowski i Jerzy Kamas w roli Wokulskiego oraz Tadeusz Fijewski i Bronisław Pawlik jako Rzecki to była aktorska Liga Mistrzów, perełka.

Jakiś mądraliński - jeden z powstających jak grzyby po deszczu piłkarskich portali internetowych - wymyślił, by zlikwidować rozgrywki niższych klas, pozostawiając tylko trzy zawodowe ligi i ewentualnie czwartą dla półamatorów. Co z zawodnikami? Autor absurdalnego pomysłu proponuje by przenieśli się do gry w socca, czyli sześciu na sześciu, takiego lekko powiększonego futsalu. Zminiaturyzowane wersje gier zespołowych są teraz w modzie, przykładem zawrotna kariera jaką zrobiła koszykówka 3x3. Jednak nie mogę się przekonać do socca mimo wielu starań mojego przyjaciela Mateusza Borka, by tę grę wypromować. Mógłbym samemu w to pograć, ale oglądać już niekoniecznie. Zdecydowanie wolę amatorskie niższe ligi w klasycznej formule. Większe szanse na dotarcie do kibicowskich serc daję futsalowi, który może liczyć na fanów z wielkiego futbolu, gdyż czołowe polskie kluby mają też „małe” zespoły w elicie. Futsal odgrywa też niebagatelną rolę w mniejszych ośrodkach, integrując lokalne społeczności od średniej wielkości Przemyśla czy Leszna po maleńką Kamienicę Królewską na Kaszubach. Ten klub - rozgrywający ligowe mecze w pobliskich Sierakowicach - przypomina mi bardzo Bruk-Bet Termalicę Nieciecza w wersji „L”. Z tą różnicą, że w Niecieczy trenują setki dzieciaków na pięknych boiskach a We-Met z Kamienicy musi się tułać po wynajętych obiektach.

Uczestniczyłem w ciekawej naradzie o dyplomacji sportowej zainicjowanej przez Dariusza Mioduskiego, właściciela Legii i wiceprezesa PZPN. Co ciekawe do piłkarskiego grona dołączyli przedstawiciele innych dyscyplin z dużym dorobkiem na arenie międzynarodowej. Marta Zawadzka to uznana firma w hokeju na lodzie, a Grzegorz Bachański w koszykówce. W dyplomacji sportowej liczy się soft power czyli relacje międzyludzkie, zaufanie, kontakty. Dużo mówiło się o Rosji w kontekście coraz szerszego uchylania drzwi przed reprezentującymi ją sportowcami. Krok po kroku, dyscyplina po dyscyplinie putinowcy wracają do międzynarodowej rywalizacji. To było do przewidzenia, ale skoro sankcje ekonomiczne są dziurawe jak sito, to dlaczego sport ma być jak skała ?

Nie zamierzam dociekać, czy informacje o alkoholowych wyczynach prezesa PZPN i o podsłuchiwaniu go przez podwładnego są prawdziwe w całości, w części czy wcale. Problem w tym, że ich autorzy sami za kołnierz nie wylewają, środowisko dziennikarskie nie jest ani lepsze ani gorsze od innych pod względem życia zgodnie z przykazaniami. Cezary Kulesza stał się wrogiem publicznym numer jeden, a atakowanie go za sam fakt istnienia staje się nudne. Połajanki i klapsy tracą na znaczeniu, gdy rozdawane są w nadmiarze, tak samo jak herbata smak, gdy się ją przesłodzi. Czytam regularnie piłkarskie analizy Mirosława Tłokińskiego, niegdyś gwiazdy łódzkiego Widzewa, oraz Piotra Tyszkiewicza z ekstraklasowego wtedy Stomilu Olsztyn. Dużo w nich krytyki polskiej futbolowej rzeczywistości, układów i układzików, kiepskiego szkolenia. To są faceci z dużym dorobkiem na boisku i w życiu. Na miejscu włodarzy PZPN zaprosiłbym obu panów do jakiegoś grona doradczego, wysłuchał i wykorzystał to, co warto.

Zbyt często Wojciech Kowalczyk (z lewej) plecie co mu ślina na język przyniesie. Fot. Adam Starszyński/PressFocus.pl

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się