Bawcie się dobrze na wielkiej scenie
Lokaty w biegu pościgowym bardzo umocniły nasze reprezentantki przed sztafetą.
Natalia Sidorowicz z jednym z atrybutów, od którego zależeć będzie w środę bardzo wiele. Fot. SPP/SIPA USA/PressFocus
BIATHLON
Trzy miejsca Polek w drugiej dziesiątce niedzielnego biegu na dochodzenie mają bardzo konkretne przełożenie na olimpijskie zmagania w Anterselvie. Choć przed wyjazdem na igrzyska niewielu wierzyło chyba w ten scenariusz, w sobotnim biegu masowym, wieńczącym biathlonową rywalizację na igrzyskach, zobaczymy właśnie trzy nasze reprezentantki: Kamilę Żuk, Natalię Sidorowicz i Joannę Jakiełę. Wcześniej – już w środę – cała trójka, uzupełniona o Annę Mąkę, wystartuje w sztafecie 4x6 km.
W poszukiwaniu atmosfery
Anterselva to zdecydowanie najbardziej odległa arena olimpijskich zmagań; od Cortiny dzieli ją ok. 50 km. - Trochę brakuje nam tego pełnego olimpijskiego uczucia, którego można doświadczyć, kiedy mieszka się w jednym miejscu z przedstawicielami innych dyscyplin – zaznaczał w rozmowie z Polską Agencją Prasową trener Tobias Torgersen. Aby poczuć nieco lepiej czar igrzysk, w jeden z wolnych dni żeńska część kadry, w towarzystwie członka misji olimpijskiej Marcina Dorosza, pojechała na wycieczkę do Cortiny. Wszystko po to, by znaleźć równowagę między koncentracją na treningach i występach, odpoczynkiem i umiejętnością cieszenia się atmosferą. - Powiedziałem dziewczynom: „Nie zapominajcie, że lubimy biathlon, że mamy wspaniałą arenę, bawcie się dobrze w tej atmosferze, na tej wielkiej scenie” - tłumaczył szkoleniowiec. Z miejsca jednak zaznaczał: - Trzeba jednak też umieć szybko przełączyć się na tryb pełnego skupienia.
Fighterka i duch bojowy
To skupienie będzie oczywiście arcyważne na strzelnicy. Na razie bowiem nasze zawodniczki biegają szybko, gorzej bywa z celnością. Może wyjąwszy Natalię Sidorowicz, która w niedzielę wpakowała w cel wszystkie 20 pocisków. - Czy jestem fighterką? Pewnie tak! - cieszyła się zawodniczka AZS-u AWF-u Katowice, która w biegu pościgowym awansowała aż o 28 lokat, na 13. miejsce! - Byłam bardzo skupiona na sobie i na tym, co mam do wykonania na strzelnicy – mówiła w niedzielę.
- Najważniejsze było to, by nie wpaść „w dołek” po biegu indywidualnym – zaznaczała z kolei Joanna Jakieła, która poprawiła się o 12 lokat w stosunku do sprintu. - Niedzielne wyniki dodały nam dużo pewności siebie. Pokazały, że jesteśmy mocne i w dobrej formie – dopowiadała.
- Z telewizyjnych wypowiedzi dziewcząt widać było, że naprawdę nastawione są bardzo bojowo i że znają swoją wartość – ocenia były długoletni trener naszej kadry, Adam Kołodziejczyk. - Na dodatek mamy jednych z najlepszych serwismenów, którzy przyszli do nas jeszcze z teamu Justyny Kowalczyk. Robią genialną robotę, może najlepszą w świecie – podkreśla.
„Czarny koń” zaatakuje?
Środowa sztafeta będzie znakomitą okazją, żeby tę pewność siebie naszych zawodniczek przełożyć na dobry rezultat. Jaki? - Patrząc na obecne okoliczności: dziewczyny są zdrowe, w dobrym stanie psychicznym, mają dobrze przygotowane narty, czyli wszystko jest tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Ale... nie przystępujemy do sztafety jako kandydat do medalu. Świadczy o tym nasz numer startowy, prawdopodobnie 11. On odzwierciedla nasz dotychczasowy poziom przez cały sezon – przypomina trener Torgensen. To nie jest tylko „gra na alibi”. W tym sezonie w czterech biegach sztafetowych Polki zajmowały miejsca dość odległe (10., 12., 9. i 12.), przy czym tylko raz, w pierwszym starcie w Oestersundzie, pobiegły w obecnym olimpijskim składzie, jednak w pozostałych trzech biegach w ekipie była też doświadczona olimpijka, Monika Hojnisz-Staręga. - Podstawowym celem jest to, żeby być lepszym niż dotychczas – deklaruje opiekun Biało-czerwonych. - Ale nie narzucajmy sobie zbyt dużych ambicji; spróbujmy być „czarnym koniem” tej rywalizacji.
- Sztafeta zawsze rządzi się swoimi prawami. Najważniejsze to... po prostu zachować spokój na trasie i na strzelnicy – podsumowała receptę na ewentualny sukces Joanna Jakieła.
Rywalizacja pań w sztafecie 4x6 km rozpocznie się w środę o godz. 14.45.
Dariusz Leśnikowski
