Bardzo chcę wrócić!

Rozmowa ze szpadzistką Martyną Swatowską-Wenglarczyk, brązową medalistką turnieju drużynowego podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu

Martyna Swatowska-Wenglarczyk i Sun Yiwen podczas konfrontacji Polska - Chiny na igrzyskach w Paryżu. Fot. Zhang Hongxiang/Xinhua/PressFocus

Podczas ostatnich igrzysk olimpijskich w Paryżu zdobyła pani medal, ale od tamtego czasu wiele się zmieniło. Rozmawiamy na spacerze, pani córeczka Matylda jest z nami, śpi w wózku. 

- Wiedziałam, że po igrzyskach chcę zajść w ciążę. Matylda to moje pierwsze dziecko, ma trzy miesiące i tydzień. Urodziłam 11 stycznia i... jestem szczęśliwa (uśmiech).

Wiedziała pani, że chce wrócić do sportu? 

- Wiedziałam i... wróciłam. Po sześciu tygodniach od porodu miałam pierwszy trening. Byłam u lekarza, zrobiłam specjalistyczne badania i okazało się, że nie ma przeciwwskazań żebym wznowiła treningi. Na razie jestem na etapie, nazwijmy go, wdrożeniowym. Trenuję na siłowni, powoli zaczynam też robić treningi indywidualne z moim mężem, Janem Wenglarczykiem. Dwa razy już nawet walczyłam. Zdążyłam się więc przekonać, że zanim dojdę po pełni formy trochę czasu musi upłynąć.  Ciało się zmienia i trzeba to brać pod uwagę. Jeszcze trochę czasu minie.  

Ile więc czasu poświęca dziś pani szermierce?

- W tej chwili mało... Raz, dwa razy w tygodniu, w kwietniu będzie już na poważnie. No i odezwały się jakieś stare kontuzje, choćby problem z kostką, która zawsze była tylko zaleczana. Dlatego wiem, że będę potrzebowała dużo czasu, żeby wrócić i te obciążenia wyrównać.  

Wspomniała pani, że obecnym trenerem jest pani mąż. To piękna, romantyczna wręcz historia!

- Janka poznałam na zgrupowaniu kadry juniorów. Byliśmy razem na mistrzostwach świata juniorów. Parą zostaliśmy kiedy byłam w trzeciej klasie liceum. Janek jest z Gliwic. Też szedł ma studia w tym samym czasie co ja. Wcześniej zastanawiałam się, którą uczelnię wybrać - AWF w Katowicach, czy w Warszawie, ale miłość zdecydowała, że wybór jednak padł na Katowice (uśmiech). Oboje rozpoczęliśmy studia w tym samym roku, oboje reprezentowaliśmy AZS AWF Katowice, ale mąż szybciej skończył karierę, bo miał kontuzję nadgarstka... Został trenerem szermierki. A rok po igrzyskach w Tokio, trzy lata przed Paryżem - również moim. Zmiana okazała się dobra, rozwijająca. Janek jeszcze jako zawodnik obserwował moje walki, kibicował i pomagał. Tak samo ja jemu. Szermierka to jego pasja, na studiach rozwijał się jako trener. To, że zna mnie tak dobrze, to zaleta. Miał na mnie pomysł, ale i trenerską świeżość, dopiero co był zawodnikiem. 

Skoro pani wraca, i nie decyduje się po urodzeniu dziecka kończyć kariery, to znaczy, że są dalsze marzenia. 

- Spełniłam je w poprzednim cyklu olimpijskim, ale są kolejne (uśmiech). Zdobywałam medal igrzysk, mistrzostw świata i Europy. Jestem zawodniczką spełnioną więc wracam nie w szybkim tempie, na zasadzie, że już od razu muszę coś udowodnić. Daję sobie czas. Chcę odczuwać przyjemność, bawić się tym sportem i na nowo go pokochać. Przygotowania do igrzysk, a i sam start w nich były bardzo trudne i obciążające. 

Fizycznie i psychicznie?

- Dokładnie. Rok do siebie po igrzyskach dochodziłam (uśmiech). Teraz chcę trenować szermierkę, bo przepadam za nią, kocham ją, dobrze się bawię.  Jeśli uda mi się wrócić na poziom na którym byłam, czyli reprezentacyjny - wtedy będziemy zastanawiać się co dalej.  Nie snuję dalekosiężnych celów, jak choćby udział w igrzyskach olimpijskich w Los Angeles. W tej chwili moim celem jest powrót do formy. Wierzę, że się uda, choć nie będzie to łatwe. Forma, którą miałam w Paryżu, a wcześniej na mistrzostwach świata była efektem pracy przez wiele lat. Wiem, że ciężko na to pracowałam, było wiele wyrzeczeń.  Łatwo nie jest - małe dziecko, praca męża, który jest trenerem... Pochodzę ze Szczecina i tam jest cała moja rodzina. Tutaj na Śląsku mieszka moja teściowa, która nam pomaga.  Jeszcze jedno: pierwszy rok dziecka jest bardzo ważny, chcę się temu poświęcić. Na zbudowanie szermierczej formy daję więc sobie czas, wkrótce skończę 32 lata. Spokojnie... Na szczęście w szermierce karierę sportową można kontynuować długo (uśmiech). To nie jest tak, że muszę się śpieszyć. 

A jeśli pani mówi dziś o tych igrzyskach, to jakie wspomnienie przychodzi pani do głowy?

- Pierwszy raz byłam na takiej imprezie. Była przygotowana, ale wiedziałam, że będzie ciężko. Cały tamten dzień był dla mnie zarazem fajny i bardzo trudny. Byłam niezwykle skupiona od samego rana, towarzyszyły mi wielka presja i stres, a to bardzo wysysa energię. Ale wiedziałyśmy, że jesteśmy w stanie ten medal zdobyć, nie pojechałyśmy tam na wycieczkę. Czułam wręcz, że będziemy miały ten medal! Ale w związku z tym presja docierała do mnie nie tylko z zewnątrz, miałam ją w sobie. Na igrzyskach jest już tylko osiem drużyn, więc komuś niezorientowanemu mogłoby się wydawać, że ten medal to nie taka wielka sztuka. Ale to osiem drużyn z całego świata, które przez cztery lata twardo walczyły o tę możliwość startu, o to żeby tam się znaleźć. Nie ma słabego zespołu i nie można sobie w związku z tym pozwolić na moment słabości! Mecze były trudne i wyrównane. Wspominam mecz z USA, który decydował o wejściu do czwórki. Wiedziałam, że będzie bardzo trudny i tak było.  Kończyłam tamten mecz: wchodziłam przy stanie -1 i  wygrałam. To były niezwykle wyczerpujące chwile, ale i niezwykle satysfakcjonujące.  Mecz z Chinkami o brąz także był dla mnie bardzo trudny, bo ciężko mi się z nimi walczy, chodzi o sposób ich walki i tempo - nie jest to dla mnie proste. Wolę walczyć choćby z Włoszkami czy Francuzkami. A Chinki wcześniej długo nie jeździły i nie miałam doświadczenia w walce z nimi. Ale wygrałyśmy...

Z Paryża pamiętam jeszcze piękne miejsce, w którym odbywały się nasze walki: Grand Palais robił wrażenie (hala zbudowana na wystawę światową, która odbyła się w Paryżu w 1900 roku - red.)! Na walkę o trzecie miejsce schodziłyśmy po schodach z balkonu. Odczuwałam wtedy bardzo pozytywne emocje, to było wręcz wrażenie takie trochę artystyczne! To był dla mnie moment wręcz wzruszający....

Porozmawiajmy chwilę o specjalistycznych szczegółach. Mówiła pani w jednym z wywiadów, że walcząc francuską rączką, lubi pani trafiać przeciwniczki w stopę lub w rękę. 

- To prawda (szpada z rączką francuską to klasyczny, długi uchwyt, który umożliwia szermierzowi trzymanie broni dalej od gardy, co zwiększa zasięg - red.). Na początku kariery dostałam broń z rączką francuską, tu nie tylko chodzi o kształt rączki, ale i  o sposób walki. Pasowało mi to ze względu ma fakt, że zawsze byłam szczupła, szybka i dynamiczna.. Moją dobrą stroną zawsze były refleks, szybkość i precyzja. Trafiałam w rękę lub stopę, bo te są najbardziej wysuniętymi częściami ciała.  Z kolei rączka belgijska pozwala na styl walki bardziej siłowy. A ja, trzymając dobrze odległość, potrafiłam to wykorzystać. Te elementy były moją mocną stroną, oczywiście poświęcałam im mnóstwo uwagi i ćwiczyłam je bardzo dużo na indywidualnych zajęciach i w trakcie walk treningowych. Można więc rzeczywiście powiedzieć, że najłatwiej trafia mi się w stopę lub w rękę. 

Rozmawiał Paweł Czado



Martyna Swatowska-Wenglarczyk

Ur. 8 lipca 1994 roku

Szpadzistka AZS-AWF Katowice. Ma na koncie wiele sukcesów: dwukrotnie stawała na podium w turnieju drużynowym na mistrzostwach świata - w 2022 roku w Kairze wywalczyła z koleżankami brąz, a rok później w Mediolanie złoto. Latem 2024 roku -  razem z Aleksandrą Jarecką, Alicją Klasik i Renatą Knapik-Miazgą - sięgnęła po brązowy medal na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Krążek tego samego koloru zdobyła w turniejach drużynowych na Uniwersjadzie w Tajpej (2017) i Neapolu (2019).

Indywidualnie była młodzieżową mistrzynią Europy w 2017 roku, brązową medalistką mistrzostw Europy w 2022 roku, wicemistrzynią Igrzysk Europejskich w Krakowie w 2023 roku i brązową medalistką Igrzysk Olimpijskich Młodzieży w Singapurze w 2010 roku. Siedmiokrotna medalistka mistrzostw Polski.

MM

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się