Barcelona nie zasnęła
Obrona tytułu mistrzowskiego to bardzo dobry powód do tego, żeby balować przez całą noc.
Po zejściu z murawy z pucharem drużyna Dumy Katalonii ruszyła w miasto. Fot. PAP/EPA
HISZPANIA
Stało się to, co stać się musiało. Barcelona została mistrzem Hiszpanii. Robert Lewandowski zdobył 33. trofeum w karierze. Wszystko to po El Clasico, w którym Duma Katalonii ośmieszyła Real Madryt, wygrywając 2:0. Królewscy zagrali fatalnie, nie mieli żadnych argumentów, żeby zwyciężyć. Barcelona z kolei zagrała dojrzale, zdobyła dwa gole, bezproblemowo kontrolowała mecz. Wszystko to na oczach kibiców na wciąż remontowanym Camp Nou.
Zaraz po ostatnim gwizdku rozpoczęła się impreza, która trwała do późnych godzin nocnych. Brali w niej udział nie tylko kibice, ale także piłkarze, którzy wyszli na ulice stolicy Katalonii. Marc Casado, jeszcze w koszulce meczowej, został zauważony jak chwiejnym krokiem razem z fanami świętował sukces. Wojciech Szczęsny razem z kibicami wykrzykiwał piosenkę „Szczęsny – fumador” (Szczęsny – palacz). W rozmowie z Eleven Sports polski golkiper powiedział żartobliwie, że wielu będzie miało trudności w profesjonalnym przygotowaniu się do środowego meczu z Deportivo Alaves. I – biorąc pod uwagę nagrania z Barcelony – rzeczywiście może być to prawda.
Bawili się jednak nie tylko zawodnicy. Prezydent klubu Joan Laporta nie mógł nacieszyć się sukcesem, a emocje postanowił rozładować w tańcu. Trafił do klubu nocnego, gdzie bawił się do piosenki Despecha autorstwa hiszpańskiej gwiazdy Rosalii. Z kolei 81-letni Joan Gaspart, sternik Barcelony w latach 2000-03, dotrzymał słowa i w nocy wykąpał się w Morzu Śródziemnym, celebrując wygraną.
Sposobów na świętowanie było mnóstwo. Powściągliwy był z kolei Hansi Flick, który w ciągu dwóch lat pracy po raz drugi wygrał Primera Division. W dniu meczu poinformował piłkarzy, że zmarł jego ojciec. Po zakończonym spotkaniu nie błyszczał więc w świetle reflektorów. Otrzymał natomiast ogromne wsparcie od zawodników, którzy traktują go jak członka rodziny. Flick jest architektem obecnych sukcesów Dumy Katalonii. Wyciągnął Barcę z dołka i stworzył maszynę do wygrywania. Nic więc dziwnego więc, że – jak podaje Mundo Deportivo – Barcelona już przygotowała dla szkoleniowca nową umowę, która ma obowiązywać do czerwca 2028 roku.
Jakże ten obraz Barcelony kontrastuje z tym, co dzieje się w Realu Madryt. Królewscy nie są monolitem. Nie są rodziną. Są zgrają gwiazdeczek, które w nieusystematyzowany sposób biegają po boisku lub – jak w przypadku Kyliana Mbappe – pozują paparazzim do zdjęć podczas wypraw do Włoch i Paryża ze swoimi partnerkami. Każdy jest z każdym pokłócony, Fede Valverde i Aurelien Tchouameni biją się w szatni, piłkarze w nosie mają trenera Alvaro Arbeloę, który z klubowej legendy stał się popychadłem.
Wkrótce do Madrytu zawitać ma nowy trener. Podobno ma nim zostać Jose Mourinho. To ostatnia deska ratunku. Jeśli człowiek o tak silnej osobowości nie opanuje w przyszłym sezonie chaosu w szatni Los Blancos, oznaczać to będzie, że drużyna potrzebuje gruntownego remontu.
Kacper Janoszka
LA LIGA
PROGRAM 36. KOLEJKI
Wtorek: Celta – Levante (19.00), Real Betis – Elche (20.00), Osasuna – Atletico Madryt (21.30)Środa: Villarreal – Sevilla (19.00), Espanyol – Athletic (19.00), Deportivo Alaves – Barcelona (21.30), Getafe – Mallorca (21.30)
Czwartek: Valencia – Rayo Vallecano (19.00), Girona – Real Sociedad (20.00), Real Madryt – Real Oviedo (21.30).
