Bądźmy cierpliwi

Kacper Janoszka

Nie mam wątpliwości, że decyzja o pozostawieniu Michała Probierza jako selekcjonera jest słuszna. Zastanówmy się – co by się zmieniło, gdyby po raz kolejny doszło do roszady na tym stanowisku? Znów pojawiłby się trener, który miałby swój pomysł na to, jak powinna grać nasza kadra narodowa (przypomnę, że od momentu zatrudnienia przez PZPN Jerzego Brzęczka w 2018 roku reprezentacja prowadzona była przez pięciu szkoleniowców). Znów musielibyśmy czekać na to, aż zawodnicy przestawią się do jego systemu. Po raz kolejny stanęlibyśmy przed pytaniem, czy w ogóle zmiana selekcjonera w czymkolwiek by pomogła. A prawda jest taka, że zmiany nigdy nie przynoszą nic dobrego w perspektywie długoterminowej, bo często, do tego długiego terminu trenerzy nie wytrzymują.

Czasem zmiany zresztą nie pomagają także w krótkoterminowym aspekcie, o czym mogliśmy się przekonać, gdy na początku 2023 roku zatrudniony został Fernando Santos. Zarząd PZPN widocznie nie znał powiedzenia, że lepsze jest wrogiem dobrego. A przecież Czesław Michniewicz wyszedł z grupy na mistrzostwach świata w Katarze. To widocznie było za mało. Gdy pojawiła się okazja, żeby zatrudnić uznanego w futbolowym świecie Fernando Santosa, Cezary Kulesza się nie wahał. Jak się okazało po kilku miesiącach współpracy, eliminacje do mistrzostw Europy musiał ratować Michał Probierz, co – jak dobrze wiemy – rzutem na taśmę, ale mu się udało.

Teraz PZPN nauczył się na błędzie. Jest cierpliwy. Po tym, jak drużyna narodowa spadła z dywizji A Ligi Narodów, nie ma mowy o tym, żeby kończyć współpracę z trenerem Probierzem. I bardzo dobrze. Selekcjoner potrzebuje czasu. Potrzebuje chwili na to, żeby poukładać zespół, żeby zbudować zgranie, żeby kibice mogli być zadowoleni. A zauważmy, że do tej pory Probierz nie miał spokoju. Gdy objął reprezentację, musiał zrobić wszystko, żeby reprezentacja awansowała na mistrzostwa Europy. Później był właśnie finałowy turniej, a następnie od razu zaczęły się mecze Ligi Narodów. W teorii są to ważne spotkania, które decydują o rozstawieniu w eliminacjach do mistrzostw świata. Natomiast w praktyce polski selekcjoner słusznie uznał, że musi w końcu zacząć przeprowadzać testy w reprezentacji. Z tego wynikały porażki i ostateczny spadek z dywizji A.

Ostatnie porażki oczywiście nie napawają optymizmem. Ale spróbujmy spojrzeć na sytuację polskiej reprezentacji przez różowe okulary. Teraz może być tylko lepiej. A czas będzie tylko selekcjonerowi sprzyjał. Nie od razu Rzym zbudowano, a kolejna zmiana na tym stanowisku tylko pogorszyłaby sytuację polskiej kadry. Poczekajmy na owoce pracy, które w pewnym momencie muszą się pojawić. Skąd to wiem? Bo najlepsze reprezentacje w Europie współpracują z selekcjonerami przez wiele lat. Tak było w przypadku wspomnianego wcześniej Santosa, gdy sięgał z Portugalią po mistrzostwo Europy w 2016 roku, czy w przypadku Lionela Scaloniego, który wygrał ostatnie mistrzostwa świata z Argentyną. I nie chcę sugerować, że za niedługo będziemy cieszyć się ze złotego medalu na dużej imprezie. Po prostu pokazuję, że sukcesy mogą przyjść po czasie. Oby tego czasu selekcjoner Probierz dostał jak najwięcej, bo to będzie oznaczać, że... dostaliśmy się na mistrzostwa świata i wyszliśmy na turnieju z grupy.