Babskim okiem

Babskim okiem

Lidia Nowakowa

Całkiem nowy… 2024

Jaki będzie? Tego nie wiemy. Oby był jak najlepszy. Ale pierwszy dzień Nowego Roku sportowo kojarzy się nam przede wszystkim z narciarskimi skokami. To sport, który zyskał w Polsce ogromną popularność. Trudny, ryzykowny i pewnie dlatego tak się nam podoba. Bo każdy z nas chciałby być tak odważny jak skoczkowie i móc - tak jak oni - pofrunąć i popatrzeć sobie na wszystko z góry. Podobno śpiewać każdy może. Ale skakać? Biało-czerwoni brylują na światowych skoczniach nie od dziś. Sukcesy Adama Małysza wywołały słynną Małyszomanię. Wszyscy mu kibicowaliśmy. Pod skoczniami gromadziły się tłumy, miliony przed telewizorami. Orzeł z Wisły stał się naszym dobrem narodowym. Za nim poszli inni… Dziś ściskamy kciuki za Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę czy Kamila Stocha… Pokochaliśmy skoki jak chyba żaden inny naród na świecie. W pierwszy dzień nowego roku oglądamy więc oczywiście Turniej Czterech Skoczni, który tego dnia gromadzi najlepszych z najlepszych w niemieckim Garmisch-Partenkirchen. Ale narciarskie skoki były popularne w Polsce na długo przed Małyszem. Naszym zaś bohaterem na światowych skoczniach był wówczas Stanisław Marusarz. A jego nazwisko w szczególny sposób związane jest właśnie z Ga-Pa. To tam - niesiony ułańską fantazją - oddał ten wyjątkowy, noworoczny skok. Jak na skoczka wykazał się Marusarz elegancją wręcz niezwykłą. Skakał bowiem w… garniturze. Było to w roku 1966. Miał wtedy 53 lata i - jak sam powiedział - chciał w ten sposób pokazać, że jeszcze żyje. Jego skok zainspirował reżysera Marka Bukowskiego do nakręcenia filmu o losach tego niezwykłego człowieka, który był nie tylko znakomitym sportowcem, ale i wielkim patriotą. Zasłynął z tego, że w czasie II wojny światowej, będąc porucznikiem Armii Krajowej, aktywnie działał w Państwie Podziemnym i jako kurier regularnie przedzierał się na Węgry. A jego ucieczka z krakowskiego więzienia na Montelupich - 2 lipca 1940 roku - stała się niemalże legendarna. W rolę Marusarza, wielokrotnego mistrza Polski i czterokrotnego olimpijczyka, w filmie „Marusarz - Tatrzański Orzeł” wcielił się Mateusz Janicki. A dzięki temu filmowi poznaliśmy losy nie tylko Stanisława Marusarza, ale i jego siostry, znakomitej narciarki, Heleny Marusarzówny. A bez sukcesów tego człowieka może i popularność narciarskich skoków nie byłaby u nas aż taka. Bo skoki są dziś przecież naszym sportem narodowym. I bez niego nie byłoby pewnie sukcesów Wojciecha Fortuny czy Adama Małysza. Stanisław Marusarz - Tatrzański Orzeł był jedną z największych gwiazd polskiego sportu w okresie międzywojennym. Startował przez ponad 30 lat. W tym czasie oddał ponad 10 tysięcy skoków i przeleciał ponad 700 kilometrów! No i szczęśliwego Nowego Roku. I wszystkiego naj… naj… najlepszego!