Baba Jaga

REMANENT - felieton Jerzego Chromika

Jak to leciało?

– Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma? Czy raczej szczęśliwych, a może nawet uczciwych? Wiem, wiem, po omacku szukam w pamięci starych cytatów, obecnie już niepoprawnych. Teraz mamy tylko Romów. Uczciwych.

Ale może są także uczciwi sędziowie, ze szczególnym uwzględnieniem tych piłkarskich? Spotykałem ich w życiu raczej pojedynczo. Najpierw, w roku 1985, Longina Krzysztofa Czemarmazowicza. Powstał wywiad „Sufler w czerni”, a w nim był passus o 1000 dolarów amerykańskich za zgodę na ukartowanie wyniku meczu ligowego. Potem, wiele lat później, sporo prawdy o środowisku gwiżdżących opowiedział mi Mieczysław Piotrowski, ale pewnie tylko dlatego, że go skrzywdzono. Powstał wtedy demaskatorski tekst „Czarnoziem”. Ale tak naprawdę to dziś po drodze mi z Rafałem Rostkowskim. Mógłbym nawet chodzić z nim razem do fryzjera.

Nie po drodze mi na pewno z Arkadiuszem Kamilem Wójcikiem, a także bossem towarzystwa różnokolorowych, Marcinem Szulcem. I raczej mi tych kontaktów nie brakuje, bo śmieszy mnie ta ich rozgrywka o przewodnictwo w stadzie czarnych owiec, w którym coraz trudniej znaleźć tę jedną białą. I tak życie przyniosło nam najnowszą aferę esemesową.

Sporo w niej niejasności. Znamy dobrze tę podpowiedź: jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Ale pieniądze to prędzej lub później wpływy. Kiedyś Białystok był trampoliną Cezarego do skoku na centralę piłkarską. Teraz klub niekoniecznie chce być „kuleszowy”. Jego bratanek ma niby jeszcze jakieś tam akcje, ale najchętniej by go ich pozbawiono. Wygląda więc na to, że rykoszetem w rozgrywce klub – prezes PZPN i tej wewnątrz środowiska sędziów dostał Adi S. Oczywiście trener Jagi nie jest bez winy. Na wszelki wypadek wydobył więc z siebie „przepraszam”. Mocno spóźnione.

Wydaje się, że trener zdecydowanie za wcześnie uwierzył w swoją szczęśliwą gwiazdę. Najpierw zaczął za podszeptem białogłowy grzybobranie w klubie. A mógł po kolejnym sukcesie trenerskim kupić sobie wędkę i pójść na ryby. Ochłonąć po nadmiarze wrażeń, cieszyć się z olbrzymiej podwyżki i korzystnych dla siebie zapisów w kontrakcie, dzięki którym w dowolnym momencie może wyjechać i zarabiać w mocniejszej walucie. A nawet przyćmić sławą Kuleszę. Zamiast tego zaczął szukać wrogów nie tylko w swoim środowisku, a Al Capone powtarzał:

– Krowy trzeba bać się z przodu, konia stojąc za nim, a dziennikarza z każdej strony.

Z dzieciństwa pamiętam zabawę w chowanego i okrzyk:

– Raz, dwa, trzy, baba Jaga patrzy...

Na razie krzywo, bo zaczęła przegrywać. Także tak jak PZPN, wizerunkowo. To nie boli, ale nie jest też powodem do dumy.

A na koniec jeszcze coś po kolejnym remanencie obyczajowym. Nowym sponsorem strategicznym kadry została rozpychająca się przez naszą świadomość firma. Pamiętam z pięknej młodości skrót STS. Rozwijał się zaskakująco: Studencki Teatr Satyryków. Gwarantował nam dawki humoru najwyższej próby. Aż chciało się słuchać, aż chciało się oglądać. Teraz te trzy duże litery to mamienie łatwym zarobkiem, a tak naprawdę drenaż kont zakładników hazardu.

Dziś każdego bukmachera stać na dowolne twarze do reklam, wchodzą więc do nośnych klubów, nie tylko piłkarskich, a po cichu nawiązują do bałwochwalczego okrzyku z klasyka filmowego: teraz to możemy już robić wszystkie numery świata! Czy naprawdę wszystkie i czy naprawdę świata? Na naszym zapyziałym podwórku z fryzjerem na rogu to tylko te brudne, jak przez ostatnie pół wieku. 

Trener odwiedza też miasteczka... Fot. JCH

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się