Avia odfrunęła Polonii
Trzecioligowy zespół ze Świdnika nie zatrzymuje się - w środowe popołudnie wypunktował trzecią drużynę I ligi i zameldował się w ćwierćfinale!
Patryk Małecki właśnie przypieczętował sensacyjny awans Avii do ćwierćfinału i wprawił w ekstazę pół Świdnicy... Fot. Ireneusz Wnuk/PressFocus
Podobno nic dwa razy się nie zdarza, jak chciałaby noblistka, ale zapewne w tej literackiej logice są wyjątki. Jednym z nich na pewno jest rywalizacja piłkarzy Avii z Polonią Bytom. Przed rokiem trzecioligowiec ze Świdnika wyeliminował drużynę z Górnego Śląska już w 1. rundzie Pucharu Polski, a po 14 miesiącach, pomimo zaklęć i odgrażania się trzeciej drużyny I ligi, zrobił to ponownie - tym razem w 1/8 finału! Rewelacyjni piłkarze z lotniczego miasta zasłużenie pokonali kolejnego faworyta 4:2 - wszak we wrześniu to samo spotkało Ruch Chorzów (3:1) - i wiosną przyszłego roku zagrają w najlepszej ósemce Turnieju Tysiąca Drużyn. A bytomianie po raz kolejny wracali z Lubelszczyzny jak niepyszni… - Na pewno zrobiliśmy coś historycznego i na własnych zasadach - podkreślał 28-letni (!) trener Avii, Wojciech Szacoń.
Filmowy rajd Zubera
Czy jedenastka z Bytomia mogła w środę rozwiać fatum? I owszem, tym bardziej że mecz ułożył się dla niej pomyślnie. Już w 5 minucie Rafał Kursa w ciągu kilku sekund popełnił dubeltowy błąd: najpierw niecelnie wyprowadził piłkę spod bramki, ta wróciła jak bumerang w „szesnastkę”, dopadł jej Jakub Arak, a spóźniony kapitan Avii powalił napastnika Polonii. Po sugestii bocznego (albo VAR-u) sędzia z ociąganiem wskazał na „wapno”, a Kacper Michalski nie zmarnował okazji.
Z prowadzenia dominująca dotąd Polonia cieszyła się zaledwie 10 minut. Piłkę na połowie gospodarzy stracił Oliwier Kwiatkowski i ruszyło domino: Michał Zuber pognał na drugą stronę, z przecięciem spóźnił się Oskar Krzyżak i napastnik Avii uderzył precyzyjnie z 18 metrów; pomimo interwencji Axela Holewińskiego piłka wpadła tuż przy słupku. Rajd i gol na wagę filmu! - Jeżeli chcesz wygrać, nie możesz tracić tak łatwych bramek, zrobiliśmy przy niej wszystko inaczej niż trenujemy, rozmawiamy i analizujemy… Od pewnego momentu zeszło z nas powietrze, brakuje nam ikry - wzdychał po meczu trener Polonii Łukasz Tomczyk.
Konstrukcja jest krucha
Mecz - pomimo grząskiego boiska - nabrał rumieńców. Obie drużyny miały przed przerwą jeszcze okazje na objęcie prowadzenia: u świdniczan najbliżej szczęścia był Dave Assuncao, a po drugiej stronie próby Tomasza Gajdy i Konrada Andrzejczaka ofiarnie blokowali rywale.
Przed rozpoczęciem drugiej połowy konstrukcja bramki, w której stanąć miał Holewiński, okazała się... składana niczym Lego. Mimo to sędzia kazał wznowić grę, ale za chwilę golkiper Polonii sprawił, że słupek wymagał już interwencji „złotej rączki” zaopatrzonej w srebrną taśmę. Interweniował tak niefortunnie, że praktycznie sam wpakował sobie piłkę do siatki, a wieszając się na słupku wykazał od razu dwie rzeczy: że krucha jest nie tylko konstrukcja bramki, ale i defensywy Królowej Śląska. Wcześniej bowiem Andrij Remeniuk zabawił się z trójką polonistów i dośrodkował na przedpole Holewińskiego, gdzie Marcin Pigiel do spółki ze stojącym jak wryty Calaverą dali powód, by reprezentant Polski U-20 między słupkami bytomian miał okazję się pomylić…
Matić tu, Matić tam…
Euforia na stadionie przy Sportowej 2 była jeszcze przedwczesna, bo szybko zrobiło się 2:2. Z rzutu wolnego piłkę ostro wrzucił Gajda, Krzysztof Sobieszczyk wypluł ją wprost pod nogi Mateja Maticia, a Chorwat z 4 metrów omal nie rozerwał siatki.
Gospodarzy to jednak wcale nie zatrzymało i to oni byli stroną przeważającą. Jeszcze w 70 minucie Polonia uniknęła trzeciego gola, bo piłkę zmierzającą już do bramki wybił stojący na linii Jakub Szymański. Ale za chwilę goście się doigrali: Matić przy wyskoku w polu karnym uderzył łokciem Szymona Kamińskiego i tym razem sędzia nie miał wątpliwości - „jedenastka”! Paweł Uliczny wytrzymał wojenkę nerwów i ponownie dał gospodarzom prowadzenie.
Małecki wieńczy dzieło
Goście mieli jednak jeszcze ponad kwadrans i wydawało się, że realna jest powtórka scenariusza sprzed roku, czyli 3:3, dogrywka i być może seria „jedenastek”. Ale nic z tego - ataki bytomian były coraz bardziej rozpaczliwe, choć okazje zmarnowali Szymański i Lucjan Zieliński, a za linią boczną z ławki sędzia wyrzucił Tomczyka. - Podniosłem rękę i zapytałem, dlaczego gramy dłużej tylko o 6 minut, bo przerw w grze było więcej. Nie zasłużyłem na czerwoną kartkę - żalił się szkoleniowiec I-ligowca, którego dobił Patryk Małecki, trafiając do opuszczonej przez Holewińskiego bramki…
Tomasz Mucha
◼ Avia Świdnik - Polonia Bytom 4:2 (1:1)
0:1 - Michalski, 6 min (karny), 1:1 - Zuber, 15 min, 2:1 - Pigiel, 49 min, 2:2 - Matić, 57 min, 3:2 - Uliczny, 76 min (karny), 4:2 - Małecki, 90+7 min
AVIA: Sobieszczyk – Assuncao (54. Kalinowski), Zbozień, Kursa, Rozmus, Pigiel (79. Orzechowski), Małecki, Kamiński (79. Zawadzki), Uliczny, Remeniuk, Zuber (90. Maj). Trener Wojciech SZACOŃ.
POLONIA: Holewiński – Matić (85. Szymusik), Krzyżak, Szymański - Calavera (52. Zieliński), Łabojko, Gajda, Michalski (81. Terlecki) - Kwiatkowski (46. Wojtyra), Arak, Andrzejczak (81. Apolinarski). Trener Łukasz TOMCZYK.
Sędziował Piotr Urban (Warszawa). Żółte kartki: Zbozień, Małecki - Kwiatkowski, Łabojko, Matić.
