Autostrada do Rakowa
Rozmowa z Dariuszem Klaczą, trenerem trzecioligowej Skry Częstochowa
Jerzy Napieraj jest najlepszym dowodem na to, że z III ligi można awansować od razu do ekstraklasy. Fot. Skra Częstochowa
Jeszcze dwa tygodnie i się zacznie. Skra jest już gotowa na rundę wiosenną?
– Po to teraz ciężko pracujemy, aby za chwilę znowu grać o stawkę. Ktoś kiedyś powiedział, że okres przygotowawczy to bardzo przyjemny czas dla trenera, bo wtedy nie zwalniają... Brakuje nam już jednak czegoś takiego, co towarzyszy meczom mistrzowskim, takiej większej adrenaliny, lepszej organizacji w grze, całej tej otoczki. Czujemy, że jest to już bardzo blisko.
Zagraliście dotąd sześć meczów kontrolnych, bilans to 2-1-3. Jakby je pan podsumował?
– Pierwsza część okresu przygotowawczego miała na celu wdrożyć zawodników i sprawdzić tych, którzy mieli nas potencjalnie wzmocnić. Ten czas już się skończył. Teraz krystalizujemy kadrę, dajemy więcej minut zawodnikom, na których najprawdopodobniej postawimy w pierwszym meczu o punkty. Wiadomo, że w sparingach wynik jest na dalszym miejscu. Ważniejsza jest rozmowa o tym, jak funkcjonujemy w poszczególnych fazach meczu, jakie liczby zbieramy. Wierzymy, że właściwe wyciągnięcie z tego wniosków odda nam w lidze. Same zwycięstwa w sparingach bez konkretnych liczb nas nie interesują.
Pierwszy wyjazd ligowy macie od razu dość daleki, bo do Gorzowa Wielkopolskiego...
– Już teraz szykujemy się, żeby ten weekend dobrze zaplanować. To z pewnością będzie kosztowny wyjazd, potrzebujemy do tego solidnego wsparcia osób zarządzających klubem. Wierzymy, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Pojedziemy w piątek, a w sobotę po meczu będziemy wracać.
Jak bardzo zmieni się Skra w stosunku do jesieni?
– Zmiany będą raczej kosmetyczne, na niektórych pozycjach. Poszliśmy w kierunku młodości jeszcze bardziej niż do tej pory, więc było co robić, jeśli chodzi o wdrożenie nowych zawodników. Utrzymaliśmy doświadczonych graczy, piłkarze priorytetowi z nami zostają. Wokół nich budujemy cały zespół.
Jerzy Napieraj, który wyróżniał się w Skrze jesienią, usiadł na ławce w ostatnim meczu Rakowa z Radomiakiem. Myśli pan, że w tej rundzie doczeka się debiutu w ekstraklasie?
– Jestem o tym przekonany, bo po 18 dniach obozu w Turcji z pierwszym zespołem Rakowa Jurek wrócił jako lepszy piłkarz. To dało się od razu zauważyć w treningu czy meczu sparingowym. Będąc w tak mocnym piłkarsko środowisku, prędzej czy później doczeka się swoich minut w ekstraklasie. Znając trenera Łukasza Tomczyka i wiedząc, że nie ma on żadnych problemów z postawieniem na młodego zawodnika, utwierdzam się w tym jeszcze bardziej.
Raków ze Skrą współpracują od lata ubiegłego roku. Coś się zmieniło, gdy Łukasz Tomczyk zastąpił Marka Papszuna?
– Z trenerem znamy się już dość długo, wymienialiśmy od jakiegoś czasu inspiracje... Jako trenerzy rywalizowaliśmy też w II lidze (trener Klacza prowadził Rekord Bielsko-Biała, a Tomczyk Polonię Bytom – dop. red.), więc nasza relacja nie jest świeża. Łukasz na pewno jest zainteresowany tą współpracą, o czym świadczy choćby nasz niedawny mecz kontrolny. Poza tym cały czas prowadzona jest wymiana zawodników pomiędzy klubami. To wszystko na pewno dobrze wróży, przede wszystkim dla zawodników, którzy teraz są w Skrze, bo mają okazję zobaczyć, jak to wygląda w ekstraklasie.
Została panu w głowie jakaś historia, anegdota z czasów waszej rywalizacji trenerskiej?
– W meczu z Polonią Bytom zobaczyłem dwie żółte kartki. Pierwszą za negowanie decyzji sędziego, drugą za ironiczne klaskanie po jego decyzji. Wylądowałem wtedy na trybunach i przegraliśmy 1:5. Wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem. Ta nasza już wcześniejsza relacja powodowała, że każdy pewnie chciał coś w tym meczu udowodnić i to ja nie wytrzymałem ciśnienia. Dziś mogę się na to wspomnienie uśmiechnąć, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Na pewno nauczyło mnie to, aby trzymać nerwy na wodzy. Wydaje mi się, że ta lekcja była dla mnie korzystna.
Widzi pan kolejnych zawodników, którzy za chwilę mogą trafić ze Skry do Rakowa?
– Jasne, że tak, aczkolwiek teraz nie chciałbym wskazywać nazwisk, bo mógłbym kogoś pominąć, a wymienienie potencjalnie większej grupy chyba nie ma sensu. Wierzę głęboko, że zawodnicy dostaną taki impuls, że nie tylko 16- czy 17-latek ma szansę być tym perspektywicznym, ale także kilka lat starszy. Jurek Napieraj w wieku 21 lat pokazał, że można. Ta droga dołączenia do Rakowa dotyczy prawie wszystkich zawodników. Nie mówimy tylko o roczniku 2008, bo szansę może dostać również starszy zawodnik. Ważne, żeby wierzyli w liczby, że one naprawdę mają znaczenie. Oczywiście do tego potrzebny jest również trening, praca sztabu, plan na danego zawodnika. Jeśli będą powtarzalni, będą dostarczać argumentów, to myślę, że miejsce w Rakowie na nich czeka. Na bazie tego, jak trener Tomczyk obserwuje piłkarzy, skautuje ich, tak jak robił to w Polonii Bytom, może to napawać optymizmem.
Rozmawiał Mariusz Rajek
Dariusz Klacza z dużym optymizmem patrzy w kierunku współpracy dwóch częstochowskich klubów. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
