Asy Francuza

Barkom Każany Lwów sensacyjnie ograł ekipę z Warszawy. Gościom nie pomógł Jakub Kochanowski.

Mousse Gueye „odpalił” w odpowiednim momencie. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

PLUSLIGA

Warszawianie wydawali się pewniakami do zwycięstwa. Należą do głównych faworytów do złota, mają wielkie doświadczenie, do Elbląga przyjechali podrażnieni ostatnią porażką z Asseco Resovią, a ponadto do meczu przystąpili z Jakubem Kochanowskim. Reprezentacyjny środkowy z mistrzostw świata wrócił z urazem i powoli wdrażał się do gry. Przeciwko Barkom Każany po raz pierwszy w sezonie wyszedł w pierwszym składzie.

Goście od początku grali jednak bardzo nierówno. Potrafili zagrać genialnie, by po chwili popełnić wręcz szkolny błąd. Przykład? W jednej z akcji Bartosz Bednorz świetnie zagrał, by po chwili dostać piłkę w kontrze i choć miał przed sobą tylko pojedynczy blok, uderzył w aut. Takich sytuacji było sporo. Podobnych szans nie wykorzystali choćby Linus Weber i Kevin Tillie. Jedynie Kochanowski przez całe spotkanie trzymał wysoki poziom. Co dostał piłkę, to skończył. Zagrywką również sprawił wiele problemów gospodarzom.

Lwowianie od pierwszej piłki mocno postawili się faworytom. Też byli nieprzewidywalni, ale znacznie bardziej dokładni od rywali. Mecz był rwany, drużyny zdobywały punkty falami. Najpierw PGE Projekt wywalczył trzy punkty przewagi, po chwili dwukrotnie na dwa „oczka” odskakiwał Barkom Każany, by w końcówce to znów warszawianie byli bliżej triumfu (23:21). Seta jednak nie wygrali, bo ich trener Tommi Tiilikainen postanowił przeprowadzić podwójną zmianę. Pomysł kompletnie nie wypalił, bo każde dotknięcie piłki Bartosza Gomułki i Michała Kozłowskiego kończyło się błędem. Stołeczni praktycznie sami oddali partię gospodarzom.

Nieoczekiwany sukces podbudował zawodników ze Lwowa. Poczuli, że mogą pokonać faworytów. Kapitalnie rozgrywał Lukas Kampa, a Mousse Gueye, Ilia Kowalow i Lorenzo Pope zdobywali kolejne punkty. Nawet słabsza postawa lidera Barkomu Każany, Wasyla Tupczija, nie przeszkadzała im w dominacji. Cały czas prowadzili, w drugim secie nawet 22:17, a w trzecim 21:18. Niewiele jednak brakło, a roztrwoniliby przewagę. Końcówki były bardzo dramatyczne. W pierwszym przypadku bohaterem okazał się Kampa. Niemiecki rozgrywający nieoczekiwanym atakiem dał gospodarzom piłkę setową, a potem świetnie rozegrał do Gueye, który mocnym atakiem zdobył decydujący punkt.

W trzecim secie popis dali Pope i Gueye. Ten pierwszy przy setbolu dla PGE Projektu w pojedynkę zatrzymał Webera. Francuz natomiast popisał się wielką odpornością na stres. Było 24:24, gdy poszedł na zagrywkę i… zagrał dwa asy. Ustrzelił nie byle kogo, bo Tilie, kolegę z reprezentacji Francji i specjalistę od przyjęcia.

(mic)

◼  Barkom Każany Lwów – PGE Projekt Warszawa 3:0 (25:23, 25:23, 26:24)

LWÓW: Kampa (2), Pope (13), Szczurow (4), Tupczij (10), Kowalow (16), Gueye (9), Pampuszko (libero) oraz Rogożyn, Firkal, Kuts. Trener Ugis KRASTINS,

WARSZAWA: Firlej, Bednorz (4), Kochanowski (8), Weber (11), Tillie (10), Semeniuk (6), Wojtaszek (libero) oraz Kłos (1), Gomułka (1), Koppers (5), Kozłowski. Trener Tommi TIILIKAINEN.

Sędziowali: Mariusz Gadzina (Strzyżów) i Damian Lic (Żołynia). Widzów 1621.

Przebieg meczu

I: 9:10, 12:15, 10:19, 25:23.

II: 10:8, 15:12, 20:17, 25:23.

III: 10:8, 15:14, 20:17, 26:24.

Bohater – Ilia KOWALOW.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się