Arogancja ukarana
Falstartem zakończył się inauguracyjny mecz Biało-czerwonych w eliminacjach Euro 2026. Okazja do rehabilitacji w niedzielę.
Lider ekipy z Izraela Yoav Lumbroso był bardzo trudny do zatrzymania. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
Polacy całkiem dobrze rozpoczęli czwartkowe spotkanie z Izraelem. Szybko wypracowali sobie przewagą (5:2) i jeszcze w 21 minucie prowadzili (10:9). Gdy wydawało się, że są na dobrej drodze do „planowego” zwycięstwa, wszystko się posypało. Przestali bronić, popełniali błędy w ataku, błądzili po parkiecie. Nic dziwnego, że nieco speszeni na początku goście zreflektowali się, że są w stanie sprawić sobie nieoczekiwany, miły prezent.
Cud w Olsztynie
Odjechali naszym reprezentantom nawet na 4 bramki i trzymali ten dystans niemal do końca, bo jeszcze na 3 minuty przed syreną prowadzili 32:30. I wtedy w olsztyńskiej hali „Urania” stał się cud, bo Izraelczycy już nas nie trafili, zaś my ich dogoniliśmy. Remisową akcję na 30 sekund przed końcem wykończył Damian Przytuła.
- Źle weszliśmy w mecz, bez agresji, bez woli walki. Każdy robił co chciał, nie było dobrego ustawienia, asekuracji, nie wyprowadziliśmy żadnego kontrataku - nie krył rozczarowania trener Marcin Lijewski. - Mówiąc dyplomatycznie - arogancja jest z reguły karana. Pierwsza połowa była dramatyczna. Druga była trudna, ale udało nam się wyzwolić agresję i dzięki temu uratowaliśmy remis.
Sami sobie winni
Gorzkie słowa „Szeryfa” były za lekkie na podsumowanie nieudanego występu. W kraju „posypała się” ostra krytyka pod adresem kadry i jej selekcjonera, mówiące wręcz o kompromitacji czy blamażu. Z drugiej strony sami Polacy przyznawali, że zagrali bardzo źle, znacznie poniżej możliwości i oczekiwań. - Myślę, że najbardziej niewygodni byliśmy sami dla siebie. Śpieszyliśmy się też z rzutami jak juniorzy, nie obrażając juniorów. Nie zrealizowaliśmy założeń - bił się w piersi najlepszy w polskiej ekipie, zdobywca aż 10 bramek, Arkadiusz Moryto.
Nic do stracenia
Polacy będą mieli okazję do szybkiej rehabilitacji, bowiem już w niedzielę (18.00) rozegrają drugie spotkanie w kwalifikacjach ME. Tym razem w Buzau zmierzą się z Rumunami, którzy na starcie ulegli w Santo Tirso Portugalii 30:37. Wynik ten jest jednak mylący, ponieważ rozegrali dobre spotkanie, a nawet sensacyjnie prowadzili do przerwy 16:12. Zmiana stron sprawiła, że faworyci grupy z nawiązką odrobili straty. W tym meczu wyróżnił się u gości zdobywca 9 bramek, Tudor Botea. - Do Rumunii pojedziemy z myślą nie tyle odrobienia punktu straconego z Izraelem, ale wygrać. Nie mamy nic do stracenia - zadeklarował Moryto.
Dodajmy, że spotkanie Izrael - Portugalia - ze względu na napiętą sytuację w Strefie Gazy - zostało przełożone na 11 maja . Nie ustalono jeszcze miejsca rywalizacji.
Zbigniew Cieńciała
