Arbiter dał się nabrać

Rozmowa z Rafałem Janickim, obrońcą Górnika Zabrze

W meczu z Lechem Rafał Janicki (z lewej) zobaczył czerwoną kartkę. Fot. Marcin Bulanda/PressFosus

W 60 minucie meczu z Lechem zobaczył pan drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną. Jak ta sytuacja wyglądała z pańskiej perspektywy?

- Zszedłem do szatni, oglądałem ją kilka razy i powiem tak - dla mnie nie było faulu. Rywal nie dostał w twarz. Sousa zwyczajnie przyaktorzył i arbiter dał się nabrać. Z panem sędzią Szymonem Marciniakiem rozmowa po meczu nie była konkretna, bo on uważał inaczej. Nawet zresztą zaraz po spotkaniu dziennikarze z Canal+ potwierdzili mi, że o żadnym faulu nie mogło być mowy. Tego się więc trzymam, a jako że mecz dobrze się dla nas skończył, sytuacji tej nie będę roztrząsał. Zdobyliśmy 3 punkty, wygraliśmy szóste z siedmiu ostatnich spotkań i rok kończymy z 30 punktami. Mamy być z czego zadowoleni.

Został pan w szatni do końca spotkania?

- 20 minut byłem w szatni, a ostatnie 10 w tunelu. Stres, stres zjadający. Lepiej być na murawie niż patrzeć na wszystko z boku. Człowiek się wtedy tak nie denerwuje.  

Wierzył pan, że w dziesiątkę utrzymacie to prowadzenie 2:1?

- Lech tak naprawdę nie miał 100-procentowych sytuacji, a groźnych może dwie. Chwała chłopakom, pewnie będę musiał coś postawić.

Jak pan oceni Josemę, który pana zastąpił, a nie grał kilku meczów?

- Szacunek i uznanie należą się wszystkim chłopakom, bo graliśmy bardzo blisko siebie. Pozamykaliśmy strefy i na nasze szczęście Lech był mało konkretny.         

Jaki był plan na spotkanie z „Kolejorzem”, najlepszym zespołem pierwszej części rozgrywek?

- Jak krótko przed meczem zobaczyliśmy skład drużyny z Poznania, to trener Urban skorygował pewne rzeczy. Na skrzydłach rywale mieli zawodników na tzw. motorze. Chcieliśmy się zabezpieczyć, żeby nie grali nam długich piłek za plecy, bo mają naprawdę szybkich zawodników. Nasz plan wypalił, dobrze kontrowaliśmy. Czekają nas fajne święta, a po zimowej przerwie planujemy kontynuować to, co robimy.   

30 punktów to dorobek, jakiego Górnik po pierwszej części sezonu nie miał w ostatnich latach. Jak będzie na wiosnę?

- Nie ma co teraz składać deklaracji. Czas pokaże. Pewnie niewielu widziało nas w czołówce, a my po cichu robimy swoje. Złapaliśmy dobrą serię i trzeba z tego korzystać. 2025 rok zaczynamy meczem z Puszczą u siebie (to spotkanie w niedzielę, 2 lutego o 12.15 - przyp. red.) i trzeba będzie wygrać, bo z tym zespołem nam nie idzie. Potem będziemy grać mecz za meczem, a końcówka pokaże, na który miejscu skończymy ten sezon.

Rozmawiał Michał Zichlarz

 Obóz w Turcji

Jak zdradził przed kamerami Canal+ Damian Rasak, piłkarze Górnika przed finiszem jesieni... założyli się z trenerem Janem Urbanem. - Mieliśmy zakład na trzy ostatnie mecze w tym roku. Zwycięstwo w jednym - wracamy do treningów 3 stycznia, w dwóch - 5 stycznia, wtrzech - 6 stycznia. Ale można chyba jeszcze negocjować – mówił z uśmiechem pomocnik „Górników”. Rok 2024 zabrzanie skończyli z aż czterema wygranymi z rzędu (Śląsk, Piast, Korona, Lech) i do pracy wrócą dopiero 6 stycznia. Przerwa potrwa więc aż miesiąc, co w poprzednich latach się nie zdarzało, bo liga kończyła znacznie później.

Po powrocie do treningów zabrzanie wezmą udział w Spodek Super Cup (11 stycznia), a następnie wylecą do Turcji, gdzie przebywać będą do 25 stycznia. Nad Bosforem przewidziane są trzy gry kontrolne. Wszystko jest już zapłacone. Jak usłyszeliśmy w klubie, choć zimowe miesiące w klubach ekstraklasy są trudne, to o bieżące wypłaty w grudniu i styczniu - dla znakomicie spisującej się w ostatnich miesiącach drużyny -nikt nie musi się martwić.

(zich)