Antyreforma

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Zniesmaczył, a właściwie bardziej rozśmieszył mnie apel Marka Papszuna o reformę Pucharu Polski. Pojawiły się ponoć „zmartwienia”, że trofeum mógłby zdobyć zespół z niższej ligi, który potem nie będzie w stanie rywalizować skutecznie w europejskich pucharach… Aha… A to jest obecnie jakiś polski zespół, który jest w stanie „skutecznie”? Dla mnie propozycję trenera Papszuna można określić dosadnie jednym słowem: „antyreforma”. Papszun chciałby bowiem rozstawień, ewentualnych rewanżów zmniejszających ryzyko sensacji. Co za bzdura… Cóż, to jest wpasowywanie się w model łańcucha pokarmowego, gdzie więksi wyzyskują mniejszych i dążenie do „ideału”, gdzie mniejszy jest wręcz szczęśliwy, że może pracować na chwałę większego. Fuj!

To jasne, że to mi się nie podoba, aż mnie mdli, gdy sobie o tym pomyślę. W kwestii Pucharu Polski mam więc własny apel, będący jednocześnie votum separatum. Apeluję więc o trzy kwestie:

a) brak rozstawień od początku do końca. Jeśli ktoś uważa się za silnego - wejdzie do pucharów przez ligę. Silny nie marudzi, nie biadoli, nie narzeka... Silny - wygrywa;

b) tylko jeden mecz od pierwszej do ostatniej rundy. Zawsze na boisku drużyny, która w momencie losowania znajduje się niżej w lidze. Dzięki temu założeniu mnóstwo meczów przeszło/przechodzi/przejdzie do lokalnego zestawu historii legendarnych;

c) brak przymusu rozgrywania finału na Stadionie Narodowym w Warszawie. To ułuda poczucia prestiżu, podczas gdy chodzi jedynie o to, by jedne drużyny miały bliżej od innych. Finał zawsze powinien odbywać się na najbardziej godnym stadionie mniej więcej w połowie drogi między finalistami. Kiedy wiadomy byłby już skład finału - kluby oraz federacja wspólnie powinny poszukać neutralnego obiektu, który pomieści odpowiednią liczbę kibiców obu drużyn i logistycznie będzie dla nich na równi. Na przykładzie Stadionu Narodowego: nie mam nic przeciwko, żeby odbył się tam finał, do którego awansowałyby na przykład Legia, Polonia, Znicz albo Pogoń Siedlce. Albo Lechia Gdańsk i Wisła Kraków. Albo Pogoń Szczecin i Karpaty Krosno. Hasło o ogromnej chęci gry na Narodowym jako spełnieniu marzenia do mnie nie trafia w ogóle, choć zdaje sobie sprawę, że być może są tacy chłopcy, którzy o tym marzą.  

Gdybym miał podsumować charakter proponowanych przeze mnie trwałych założeń, byłoby onebardzo proste. Otóż Puchar Polski nie jest dla bogatych. Jest dla wszystkich, panie Papszun.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się