Ani słabi, ani dobrzy

Z DRUGIEJ STRONY - Kacper Janoszka

Nie zagraliśmy najlepiej na Malcie. To fakt. Ale przynajmniej zdobyliśmy trzy punkty i reprezentacja pod wodzą Jana Urbana nadal jest niepokonana. Nie mam więc zamiaru szczególnie się smucić, że mecz był mierny, że wygraliśmy tylko i wyłącznie przez szczęście przy trafieniu Piotra Zielińskiego, że było blisko, a zremisowalibyśmy ze słabiutką Maltą. Sorry, ale takich emocji we mnie nie ma. Od tygodni widzę, że ta reprezentacja do czegoś dąży. Że ma pomysł na siebie. Widzę grupę zgranych osób, a nie zlepek indywidualności wyrzucony na plac gry. I jeden mecz z Maltą (wygrany!) tego nie zmieni. Bo przecież każda drużyna ma prawo do zagrania słabszego spotkania, nawet jeśli jest murowanym faworytem. Belgia miała prawo zremisować z Kazachstanem, a Dania z Białorusią. Nie potrafię więc znaleźć powodu, żeby wkurzać się i szukać dziury w całym, mówiąc, że nasza reprezentacja to domek z kart, który może runąć przy najmniejszym podmuchu wiatru. Nie dajmy sobie tego wmówić. Po starciu z Maltą niektórzy mogli wrócić myślami do czasów selekcjonera Michała Probierza. Z tym że krytyka Probierza, odkąd przejął reprezentację, była zasłużona, bo zremisowaliśmy w kwalifikacjach do Euro z Mołdawią (1:1), przegraliśmy ważny mecz z Albanią (0:2), a później, po mistrzostwach, na których zdobyliśmy tylko „oczko” (!), straciliśmy punkty niemal we wszystkich meczach w Lidze Narodów, a na dodatek przegraliśmy z Finlandią (1:2) w eliminacjach na mundial. Były więc obiektywne podstawy do tego, żeby martwić się o los reprezentacji. Teraz takich podstaw nie ma. Jan Urban dwukrotnie zremisował z Holandią, pewnie wygrał z Finami, pokonał Litwę i na sam koniec zdobył trzy punkty na Malcie w mało przekonującym stylu (ALE ZDOBYŁ!). Gramy w barażach, pewnie mieliśmy nadzieję na bezpośredni awans na turniej, ale przynajmniej wciąż jesteśmy w grze. A przecież jeszcze w czerwcu, po porażce w Helsinkach, nie było to takie oczywiste.

Mam wewnętrzne przekonanie, że wymagający mecz z Maltą zadziała na zawodników motywująco. Po serii niezłych meczów docierały do nich pochwały. Jest jednak pewna mądra zasada – nigdy nie jesteś tak dobry, jak mówi ci otoczenie w chwilach zwycięstw. Teraz podopieczni Jana Urbana otrzymali delikatny cios i na własnej skórze przekonali się, że praca jeszcze nie została zakończona. Jeszcze nie są mistrzami świata, jeszcze nie są na mundialu, jeszcze nie są w czołówce rankingu FIFA. Nie można spocząć na laurach, bo przy kolejnej próbie Malta (lub jej podobne zespoły) może nie być tak łaskawa.

Z drugiej strony – nigdy nie jesteś tak słaby, jak słyszysz po porażkach. Nasi reprezentanci powinni zdawać sobie sprawę ze swoich umiejętności. To nie jest tak, że w ciągu kilku dni zapomnieli, jak się gra w piłkę. W końcu po meczu z Holendrami byli wychwalani pod niebiosa, a po chwili męczyli się z Maltą. Muszą uwierzyć w to, że świetny mecz z ekipą z Beneluksu nie był dziełem przypadku. Naprawdę możemy rywalizować na najwyższym poziomie. Biało-czerwoni udowodnili nam, że nie musimy się kłaniać tym, którzy w teorii są bardziej utalentowani. Walczmy z najlepszymi jak równy z równym. Zapomnijmy o trudnym meczu z Maltą. Faza grupowa eliminacji za nami, czas na przerwę od meczów kadry Jana Urbana. Zimą bierzemy się do pracy, bo przed nami baraże. Po mundial, Polacy!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się