Amerykańska gehenna

Nie było zwrotu akcji. W sobotę, podobnie jak w piątek drużyna amerykańska przyjęła bolesne cięgi od Europejczyków. Ryder Cup jest już niemal w rękach gości, którzy w Nowym Jorku demolują gospodarzy 11.5-4.5.

Od wczesnych godzin porannych na tablicach wyników było głównie na niebiesko. Zdjęcia Kasia Nieciak

Po pierwszych dwóch dniach sytuacja nie wygląda dobrze dla Team USA. W sobotę Europa ponownie absolutnie zdominowała Bethpage Black. Europejczycy w niedzielę potrzebują wyrwać z puli dostępnych dwunastu punktów zaledwie 2.5, żeby zremisować i zachować puchar. Trzy punkty dadzą im zwycięstwo. Wszystko wygląda więc na formalność i potrzebny byłby najprawdziwszy cud, żeby Amerykanie wyszli z tej sytuacji obronną ręką.

Nigdy w historii tych rozgrywek żadnej drużynie nie udało się odrobić takiej straty. Nie było nawet blisko. W 2012 roku w Medinah, pomimo przegrywania 6-10 przed ostatnim dniem, Europa odrobiła straty i wygrała 14.5 – 13.5. Z dwunastu dostępnych w ostatnim dniu punktów Europa zdobyła 8.5, a USA tylko 3.5. Pod względem zdobytych punktów ten wyczyn dorównał sukcesowi Amerykanów z 1999 roku w Brookline Country Club. Jeśli w Brookline i Medinah sytuacja wydawała się beznadziejna, to jak nazwać to, z czym mamy do czynienia w Bethpage?

Sobota rozpoczęła się drastycznie dla Amerykanów. Europa wygrała trzy z czterech meczów w porannej sesji foursomes, a zwycięstwo odnieśli tylko Bryson DeChambeau w parze z Cameronem Youngiem, pokonując Fitzpatricka i Aberga. Nie inaczej było w popołudniowych fourballach, gdzie Xander Schauffele i J.J. Spaun wyszarpali jedyny punkt dla USA z rąk Jona Rahma i Seppa Straki. Poza tym Europejczycy wygrywali wszystko. Rory McIlroy ma bilans 3-0-1 po czterech meczach, Tommy Fleetwood błyszczy rekordem 4-0-0, w kontraście chociażby do dorobku numeru jeden na świecie – Scottiego Schefflera, który przegrał wszystko, co tylko mógł przegrać, w sobotę i piątek po dwa okrągłe mecze, zapisując zgoła odmienny bilans od Tommy’ego! Zważywszy na jego absolutną dominację na świecie jest to naprawdę dziwna sytuacja.

I tutaj warto kilka słów poświęcić amerykańskim kibicom. To co wykrzykują i momenty w jakich to robią, może oburzyć i wprawić w stan zdumienia i zadumy. Nie będę tutaj przytaczać dokładnej treści okrzyków, bo zwykle są po prostu nie do przytoczenia, często wulgarne. Dzisiaj na dziesiątym greenie uspokajać jednego delikwenta próbował Justin Thomas, dając mu do zrozumienia, żeby odpuścił. Wtedy natychmiast dostało się i jemu samemu. Oczywiście delikatnie i żartobliwie, ale jednak. Cameron Young również wielokrotnie próbował zapanować nad sytuacją.

Z moich obserwacji wynika, że największe ciosy przyjmuje oczywiście Rors – za wszystko i nieustannie, MacIntyre i Lowry – zwykle za obfitsze niż średnia kształty, Tommy – za włosy, ale tutaj okrzyki czasami bywają zabawne, np. jakiej odżywki do włosów używa. To co leci w stronę Rorsa to ciężka amunicja. Nieustannie jest obrażany, wulgaryzmy są na porządku dziennym. W sobotę rano przygotowując się do uderzenia, odsunął się i odparował komuś w tłumie: "Shut the f*** up,", co chyba nie wymaga tłumaczenia. Rory jest jednak twardy i zahartowany. Im więcej dostaje ciosów, tym bardziej jest nakręcony i gra jeszcze lepiej.  

Ataki w sobotnim, popołudniowym meczu duetu McIlroy/Lowry zdecydowanie przekraczały granice. Tematami były głównie małżeństwo Rorsa i sylwetka Shane’a. Przytyki były tak żenujące, że jeden z amerykańskich fanów podszedł do Gerry'ego McIlroya, ojca Rory'ego, który szedł za irlandzką grupą, i przeprosił za okrzyki rodaków. „Przepraszamy, że byliśmy dla twojego syna trochę brutalni” – powiedział. „W porządku, Rory da sobie radę” – odpowiedział Gerry.

McIlroy i Lowry wielokrotnie prosili sędziego o interwencję i wzywali ochronę do wykonania swoich obowiązków. Ostatecznie wzmocniono ochronę, dodając chociażby policjantów na rowerach, a liczba policjantów stanowych, policji parkowej i ochroniarzy wzrosła do ponad dwudziestu, aby chronić czterech golfistów. Na tablicach informacyjnych wokół pola golfowego wyświetlano tablicę z zasadami etykiety dla widzów. Ogłoszono politykę zerowej tolerancji, według której osoby naruszające zasady będą usuwane z pola w przypadku jakiejkolwiek formy dyskryminacji, mowy nienawiści lub nękania. Na czwórce, gdy jeden z kibiców rzucił w kierunku McIlroya f-bombę słowną, Lowry wbił putta i odkrzyknął to samo w odpowiedzi. Na dziesiątce jeden z krzykaczy doigrał się i został usunięty z pola.

Tak dla kontrastu - europejscy kibice są naprawdę zabawni. Zwłaszcza zorganizowane grupy. W moim prywatnym rankingu prym wiodą Szwedzi, którzy rozbawiają do łez swoimi przyśpiewkami. Są kulturalni, pozytywni, dowcipni, pełni miłości dla swoich idoli. Nie grillują Amerykanów – tylko dopingują swoich. Amerykanie potrafią odpowiadać jedynie buczeniem, wyzwiskami i wykrzykiwaniem do znudzenia „USA, USA”. Nic więcej z nich nie wyciśniemy. To jak zderzenie malucha z TIRem. Sytuacja potęguje się, kiedy ich drużyna, delikatnie mówiąc nie gra najlepiej. Wtedy dochodzi do tego frustracja, a spore ilości alkoholu tylko podsycają ogień i wszystko co w nich drzemie najgorszego.

Finałowa runda rozpocznie się w niedzielę o 12.02 czasu lokalnego. Rozegranych zostanie dwanaście pojedynków singlowych. Rozstrzygnięcia mogą nadejść bardzo szybko. Na szczęście dla kibiców nawet jeśli losy Pucharu Rydera będą już przesądzone, mecze powinny być kontynuowane. Co prawda o pietruszkę, ale jednak. Amerykanie raczej będą chcieli wykręcić jak najlepszy wynik, żeby na papierze wszystko wyglądało jakoś znośnie.  

Transmisja na antenach Polsatu Sport.

Kasia Nieciak

WYNIKI


Tacy kibice to prawdziwy skarb

Irlandczycy przyjmowali najcięższe gatunkowo ciosy


Scottie jak na razie przegrał wszystko - nawet w parze z Brysonem

Zderzenie z amerykańskimi kibicami bywa bolesne