Amerykańscy rekordziści z Polski
Zaliczenie 21 meczów na amerykańskim mundialu? Crazy! Ale to jest właśnie plan rodzeństwa z Gdańska, Natalii i Łukasza Wingert.
MUNDIAL 2026
Podczas południowoafrykańskiego mundialu w 2010 o to, kto zobaczy najwięcej meczów MŚ, ścigał się król polskich kibiców Andrzej „Bobo” Bobowski z kibicem z RPA. Ostatecznie wygrał Thulani Ngcobo z liczbą aż 31 meczów, co uznano za oficjalny Rekord Guinnessa. „Bobo” zaliczył wtedy 25 spotkań, co nie było łatwe, bo RPA to kraj trzy razy większy od Polski, odległości są tam naprawdę spore, a poza tym miejscowy fan mógł liczyć na wsparcie organizatorów.
Razem w trasie
Teraz swój rekord wykręca rodzeństwo Wingert, ale nie chodzi im o liczby, ale bardziej o meritum, treść, o zobaczenie, jak mundial wygląda od środka.
– To takie nasze wspólne hobby. Tak nas wychował tata, w kulcie futbolu, jesteśmy z Gdańska, oboje kibicami Lechii – mówi Natalia Wingert, która pracowała zresztą w gdańskim klubie przez parę lat. Z bratem prowadzi teraz ciekawy kanał na YouTube pod nazwą „Futbolove Tripy”, gdzie przygotowują vlogi. Dokumentują tam od wewnątrz, jak wszystko tutaj, na XXIII mistrzostwach świata, wygląda. Naprawdę dobrze i profesjonalnie to wszystko przygotowują! Zresztą mają doświadczenie.
Razem byli na Euro 2012, 2018, na pandemicznym 2020/21 i dwa lata temu w Niemczech. Co do mundiali, to są na każdym począwszy od Rosji.
Natalia jest w Stanach trzeci razy. – Wszystko jest dobrze zorganizowane, nie ma żadnych problemów. Przy wejściu na stadion mają skanery, które prześwietlają cię od stóp do głowy. Wygląda to jeszcze lepiej niż na lotniskach. Wszystko idzie sprawnie. Wiesz, gdzie iść, gdzie są bramki. Może trochę mało jest wolontariuszy, ale to tylko w Los Angeles, bo już na przykład w Kansas było super.
Łukasz Wingert dodaje: – Już na lotnisku w Kansas było pełno wolontariuszy. Wszystko było obrandowane i już tam można było sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie z tekturowym Pucharem Świata. Do tego świetnie funkcjonująca fan zona. W Kansas przed meczem Argentyny z Algierią zrobili nawet specjalną strefę dla kibiców mistrzów świata, ściągnęli argentyńskich didżejów, więc ich kibice czuli się jak w domu. Świetna atmosfera! – podkreśla.
Jak patrzą na występy gospodarzy, USA, które na razie tak dobrze sobie radzi? – Amerykanie tak trochę nieufnie podchodzili do występów swojej reprezentacji soccera. Kupowali sobie jakieś nachosy, no ale potem, jak wygrali w Paragwajem w pierwszym meczu 4:1, a następnie z Australią, to ruszyło, bo Amerykanie kochają sukces. Gdy się pojawia, to wszyscy chcą to oglądać i kupować bilety, tym bardziej że wiadomo, że skończą pierwsi w grupie – mówi Łukasz.
Łukasz i Natalia Wingert - chyba nie ma drugiego takiego futbolowego rodzeństwa! Fot. Michał Zichlarz
Latynoski vibe
Mają bilety na aż 21 meczów, w tym wielki finał 19 lipca na MetLife Stadium w New Jersey/New York. – Jak wszystko rozwiązaliśmy logistycznie? To był rok przygotowań. Co do biletów, to logowaliśmy się na chyba 70 aplikacji od wszystkich. Kuzyni, babcia, mama, nasi przyjaciele, znajomi, najbliżsi. Tak zdobywaliśmy bilety – podkreślają.
Niektóre z biletów, jak na przykład na mecz Meksyku z Czechami, sprzedali za spora sumę, co pokrywa im część wydatków. Ile zarobili na sprzedaży takich wejściówek? Bagatela, dwa tysiące dolarów! Meksyk po dwóch wygranych ich reprezentacji też ogarnął szał i wszyscy chcą być na Estadio Azteca.
Byli już w Los Angeles, w Kansas na Argentynie, pojechali do Bostonu, a teraz z Nowego Jorku ruszyli do Dallas na mecz Argentyna – Austria. – Lecimy tam samolotem, a potem wypożyczamy samochód i jedziemy do Houston. Stamtąd do Guadalajary na Kolumbia – DR Kongo. Dlaczego tak? Chcę zobaczyć kibiców Kolumbii. Byłem już u nich na meczach. Tam jest szaleństwo! Chcemy poczuć ten latynoski vibe, który jest tak charakterystyczny – tłumaczy Łukasz.
– Wybieramy sobie mecze i przykładowo po raz drugi jedziemy też na Argentynę, bo to są najlepsi kibice, oni najlepiej dopingują. Wszyscy w koszulkach, zresztą dotyczy to też innych latynoskich reprezentacji, to inny rodzaj kibicowania niż u nas – podkreślają oboje.
Mecz za meczem!
Po meczu Kolumbii z DRC o 1.30 w nocy ruszyli autobusem do Mexico City, żeby zobaczyć kibiców El Tri, jak się zachowają po meczu z Czechami, który zakończy rywalizacje w grupie A. – Stamtą wracamy do LA na mecz Amerykanów, no i faza pucharowa – mówi Łukasz.
Jak będzie wyglądała w ich wypadku? – Codziennie jeden mecz, loty, transport, przemieszczanie się z miejsca na miejsce, to będzie masakra – już się martwi Natalia, a Łukasz wylicza.
– 29 czerwca jesteśmy w Houston, 30.06 w Dallas, a 1 lipca w San Francisco. To już faza pucharowa, 1/16. 2 lipca ponownie LA, potem 3.07 albo Kansas albo Miami. Decyzji jeszcze nie ma. 4 lipca w Dniu Niepodległości Filadelfia, a 5.07 Nowy Jork. 7 lipca mamy Atlantę, 9.07 Boston, 11.07 Kansas. Zobaczymy, jak będzie, bo jak z pierwszego miejsca w grupach wyjdzie Argentyna i Portugalia, a będą wygrywały, to jest możliwe, że oba zespoły trafią na siebie w ćwierćfinale i mielibyśmy pojedynek Messi kontra Ronaldo! – mówi Łukasz Wingert. I tak do finału 19 lipca w Nowym Jorku.
Michał Zichlarz, Nowy Jork
Rodzeństwo Wingert na meczu USA - Paragwaj w Los Angeles. Fot. Archiwum Łukasza Wingerta
Kibice reprezentacji Argentyny potrafią stworzyć niepowtarzalną atmosferę. Fot. Pressfocus.pl
