Amerykanki o włos od porażki
Włoszki nastraszyły potęgę z USA i było blisko historycznej sensacji.
Włoszki zagrały bardzo dobry mecz z faworytkami z USA. Fot. FIBA.com
W meczu grupy D Włochy - USA o losach wyniku decydowały ostatnie sekundy. Amerykanki, które bronią tytułu mistrzowskiego i przedłużyły swoją imponującą serię do 32 wygranych meczów z rzędu na MŚ, były o krok od sensacyjnej porażki. Prowadziły już 23:8, ale Włoszki zdołały odrobić straty, a w czwartej kwarcie wyszły na prowadzenie. O wyniku decydowały ostatnie sekundy. Mecz, który oglądało 9 tysięcy widzów, zakończył się rzutem Cecilii Zandalasini równo z syreną końcową. Jej próba za trzy punkty na remis okazała się jednak niecelna. Tuż po rzucie Włoszka wpadła wściekłość, ostro protestując u sędziów i domagając się odgwizdania faulu przy rzucie. Potem jednak przeprosiła za swój wybuch.
Eksperci podkreślają genialną taktykę obronną trenera Włoch, który postawił na agresywną strefę 2-3. Sparaliżowało to ofensywę gwiazd WNBA. Statystyki rzutowe Amerykanek były fatalne. Faworytki trafiły zaledwie 29 procent rzutów z gry, zanotowały kompromitujące 1 na 12 z dystansu (8 procent), pudłowały nawet z linii osobistych (ledwie 73 procent). Zdobyte przez nie 55 punktów to najniższy dorobek punktowy reprezentacji USA na MŚ od 42 lat.
Bohaterką spotkania została okrzyknięta Cecilię Zandalasini. Prasa podkreśla, że jako największa gwiazda reprezentacji Włoch udźwignęła presję, brała na siebie ciężar gry w najtrudniejszych momentach i to dzięki niej Włoszki prowadziły z mistrzyniami świata w czwartej kwarcie. Zdobyła 14 punktów, najwięcej ze wszystkich zawodniczek na parkiecie i jako jedyna we włoskim zespole zanotowała dwucyfrową zdobycz. Brała na siebie ciężar zdobywania punktów w momentach, gdy atak Włoszek się zacinał.
- Co za mecz! Jestem niezwykle dumna z mojego zespołu. Włochy również będą z nas dumne. Cieszę się, że pokazałyśmy, na co nas stać. Czekałyśmy 32 lata, aby się tu znaleźć i zasługujemy na to miejsce, pokazałyśmy to dzisiejszego wieczoru - mówiła podekscytowana po meczu Zandalasini. 30-latka to obecnie zawodniczka Golden State Valkyries. Ma na koncie mistrzostwo WNBA (2017).
Amerykanki zdają sobie sprawę, że to mogą być ich najtrudniejsze mistrzostwa świata od kilku dekad. Wyrównane spotkanie skomentowała na konferencji prasowej Breanna Stewart, zwracając uwagę na rosnący poziom basketu w Europie: - Postęp widać z turnieju na turniej - zarówno w ligach europejskich, jak i w WNBA, gdzie gra coraz więcej zagranicznych koszykarek. To ekscytujące. Coraz więcej ludzi śledzi nasze rozgrywki, tak w Ameryce, jak i tutaj. Zawodniczki reprezentujące swoje kraje mają niesamowite historie, a my możemy być wzorami dla innych i docierać do coraz szerszej publiczności - mówiła koszykarska z USA.
Amerykanki z dwoma wygranymi w dwóch meczach już zapewniły sobie awans z grupy. Bezpośredni awans do ćwierćfinałów mają też Belgijki oraz Fracuzki.
Poniedziałek: Belgia - Australia 80:68, Portoryko - Turcja 75:71
