Amerykanie poobijani

Europa delikatnie rozwałkowała Amerykanów podczas pierwszego dnia Ryder Cup.

Ocean kibiców przy siedemnastym greenie. Zdjęcia: Kasia Nieciak

Nie pomogła wizyta Trumpa, który przeleciał nad głowami oniemiałych tłumów samolotem wyglądającym na jego prywatnego Boeinga 757, znanego jako Trump Force One, ale pomalowanego jak prawdziwy Air Force One. Później nadleciały jeszcze cztery F18, a ja nieświadoma co się szykuje, siedziałam w tym czasie w namiocie PGA. Także było na bogato. Trump przyleciał do Bethpage razem ze swoją wnuczką Kai – ponoć dobrą golfistką, która w przyszłym roku ma dołączyć do drużyny golfowej University of Miami. POTUS pojawił się na trybunie przy tee pierwszego dołka przed rozpoczęciem sesji popołudniowej. Głównie znajdował się za kuloodporną szklaną osłoną ustawioną za pierwszym tee. Powodując stan przedzawałowy swojej ochrony opuścił to schronienie, aby z bliska przyjrzeć się uderzeniu Brysona Dechambeau. Kiedy przyszedł czas na grę Scottiego Schefflera i J.J. Spauna, Scheffler wskazał na niego i uśmiechnął się. Spaun z kolei wykonał własną wersję „Trump dance”. Kapitan Bradley był wniebowzięty: „To było naprawdę fajne doświadczenie” – powiedział. „Widzieć aktywnego prezydenta na terenie Ryder Cup albo na turnieju golfowym – to super sprawa. Przelot Air Force One – nie zapomnę tego do końca życia. To było naprawdę super”. Nie zabrakło tanecznych podrygiwań prezydenta i uścisku dłoni kapitana Luke’a Donalda.

Na koniec dnia okazało się, że w okolicy pola nastąpił paraliż komunikacyjny. Uprzejmie doradzano wszystkim udającym się na autobus, który powinien zawieźć ich na stację kolejową, żeby zamiast autobusem udali się tam kłusem po miejscami ciemnej i wyboistej ścieżce. Zastępy kibiców uformowały zatem sznur ludzkich serc, podążając na stację niczym lemingi. Dystans, który trzeba było pokonać wynosił około trzech kilometrów i dodając do tego, co przebiegłam podczas meczów, z wypiekami na twarzy i lustrzanką w dłoni wyposażoną w konkretny teleobiektyw, dało to niemal ekwiwalent maratonu olimpijskiego.

Drużyna europejska spisała się na medal. Po raz kolejny udowodniła jak dobra potrafi być w grze parami. Pokazała dobitnie, że w Ryder Cup liczy się przede wszystkim duch drużyny – specjalna więź, coś czego za bardzo nie da się wyćwiczyć lub nauczyć. Amerykanie wydawali się nieco przebodźcowani. Za bardzo chcieli. Śmiertelnie poważnie podeszli do wykonania zadania, chcąc udowodnić swoją dominację, najlepiej wcierając w fairway rywali. Oczywiście Europa również chce wygrać, ale jej zawodnicy są silni ciężarem oczekiwań kibiców amerykańskich w stosunku do swojej drużyny. Presja wydaje się szalona. Europa dla odmiany nie ma nic do stracenia, ewentualnie poza pucharem, może tylko sprawić niespodziankę pokonując faworytów – a przynajmniej za takich uważani byli Amerykanie przed turniejem.

Napięcie, smutek, strach i niedowierzanie malowały się na twarzy Keegana Bradleya, zwłaszcza kiedy obserwował ostatni piątkowy mecz, Rory McIlroy i Shane Lowry kontra Patrick Cantlay i Sam Burns. Bradley w pewnym momencie przykucnął przy osiemnastym greenie i nie wyglądał na szczęśliwego. Ostatecznie mecz z Irlandczykami zakończył się remisem, co ustanowiło rezultat piątkowy na 5.5-2.5 dla Europy.

„To nie do końca to, czego chcieliśmy” – powiedział kapitan Keegan Bradley. „Ale wiemy, że Puchar Rydera będzie pełen wzlotów i upadków, i mam duże zaufanie do naszych chłopaków”.

Z ośmiu meczów, USA wygrało skromne dwa. W sesji porannej koledzy Cantlay i Schauffele zwyciężyli 2UP z Bobem MacIntyre’em i Hattonem. Po południu Thomas i Young rozprawili się z parą Hojgaard/Aberg 5&4.

Sobotnie mecze tak jak te piątkowe ruszają od 7.10 rano. Czy drużyna amerykańska przejdzie do kontrataku? Przekonamy się już wkrótce. Turniej transmitowany jest na antenach Polsatu Sport z najlepszym komentarzem Jacka i Andrzeja Personów.

Kasia Nieciak

WYNIKI


Tommy Fleetwood był w piątek niepokonany

Kibice nie mają lekko

Bryson DeChambeau i Ben Griffin ulegli parze Rose/Fleetwood

Sam Burns na jedenastce

Kapitan Bradley nie miał dobrego dnia