Ambicje po lubelsku

Motor wciąż ma realne szanse na awans do pucharów. – Mamy w Lublinie wszystko, aby tu zagościła Europa – przekonywał nas obrońca Filip Luberecki.

Filip Luberecki (na pierwszym planie) uważa, że jego drużyna była lepsza w meczu z Rakowem. Fot. Wojciech Szubartowski / Press Focus

MOTOR LUBLIN

Lublinianie są jedną z największych rewelacji wiosny. I to dosłownie wiosny, bo sam początek rundy – gdy temperatury, także na stadionach, były poniżej zera – mieli kiepski. Po wygranej z Pogonią (2:1) przyszły porażki z Jagiellonią (1:4) oraz Lechią (2:3). Od tamtego momentu Motor jest jednak niepokonany, bilans siedmiu ostatnich spotkań to cztery wygrane i trzy remisy. A przecież mogło być jeszcze lepiej, bo w minioną niedzielę do 91 minuty prowadzili z Rakowem, gdy z rzutu karnego wyrównał Jonatan Brunes. – Odczuwamy smutek, bo chcieliśmy ten mecz wygrać. Z perspektywy boiska to my prowadziliśmy grę, mieliśmy częściej piłkę i chcieliśmy tworzyć sytuacje. Przez więcej czasu byliśmy na połowie Rakowa. Czujemy, że mamy ten dobry moment i chcemy podtrzymać go jak najdłużej. Po dwóch remisach czekamy, żeby znowu przy nas zaświeciła się zielona kropka za zwycięstwo – mówił po ostatnim meczu Filip Luberecki.

Lublin jest gotowy

Przed startem sezonu większość widziała podopiecznych trenera Mateusza Stolarskiego raczej bliżej strefy spadkowej niż europejskich pucharów. Z radością dla piłkarzy i kibiców Motoru rzeczywistość zweryfikowała jednak te założenia. Ekipa z Lublina po 28 kolejkach zajmuje ósme miejsce, tracąc tylko cztery punkty do trzeciej Jagiellonii. – Czy przed sezonem uwierzylibyśmy w taki scenariusz? Oczywiście, że tak! Szczególnie teraz, gdy liga jest tak wyrównana, gdzie po trzech wygranych z rzędu można grać o wszystko. Mamy świetny stadion, ale co chyba jeszcze ważniejsze – fantastycznych kibiców, którzy dają nam wsparcie w każdym meczu domowym. W Lublinie jest wszystko, żeby były tu europejskie puchary, natomiast my jako zawodnicy skupiamy się na najbliższym meczu – podkreślił z dumą, ale i rozwagą 20-latek.

Wziąć rewanż

Ten najbliższy mecz powinien w lubelskich zawodnikach wyzwolić dodatkowe pokłady mobilizacji. Jesienią Motor u siebie z GKS-em Katowice poniósł bowiem spektakularną, najwyższą porażkę (2:5) w tym sezonie. – W tej lidze naprawdę każdy z każdym może wygrać. Na pewno nie pojedziemy do Katowic się bronić, chcemy pokazać nasze DNA od samego początku i zdobyć trzy punkty – zapewnił Luberecki.

Obecny sezon ekstraklasy jest jednak tak szalony i nieprzewidywalny, że w Lublinie mają mniej więcej takie same nadzieje na europejskie puchary, jak… obawy przed spadkiem! Przewaga nad czerwoną strefą to tylko pięć punktów. – Nigdy takiej sytuacji w ekstraklasie nie było i nie wiem, czy w ogóle znalazłaby się liga z podobną historią. Może być tak, że w tym sezonie ostatnia kolejka będzie decydować o wszystkim. Tych niewiadomych zapewne będzie więcej niż w ostatnich latach. Z czego to wynika? Sztaby i trenerzy bardzo szybko się rozwijają i każda drużyna jest coraz lepiej poukładana. Drużyny grają bardziej intensywnie, przez co indywidualności w zespołach są neutralizowane, większego znaczenia nabiera zespołowość. To mi się wydaje kluczowym powodem, dlaczego nasza liga jest tak bardzo wyrównana. Każdy mecz jest niesłychanie ważny – zaznaczył nasz rozmówca.

Do końca sezonu Motorowi – oprócz wspomnianego meczu z GieKSą w najbliższy piątek – pozostały jeszcze mecze z Widzewem (26.04), Lechem (2.05), Wisłą Płock (10.05), Cracovią (16.05) oraz na zakończenie sezonu z Legią w Warszawie (23.05). – Po meczu trener powiedział nam, że jak w kolejnych będziemy wyglądać tak jak z Rakowem, to będziemy punktować regularnie – zakończył Luberecki.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się