Albo wszystko, albo nic
Głowa musi być mocna, musi zagrać psychika. Nie można się zawahać, nie można odpuścić żadnego elementu, bo takie skoki nic nie dają - przepis na rekordowy skok zdradza Anna Matuszewicz.
Anna Matuszewicz wizualizuje sobie start w halowych mistrzostwach świata i marzy, żeby wszystkie cele w sezonie „zaświeciły się na zielono”. Fot. Michał Laudy/PressFocus
LEKKA ATLETYKA
W sobotę w Gorzowie Wielkopolskim Anna Matuszewicz poprawiła halowy rekord Polski w skoku w dal wynikiem 6,77 m. Wymazała z krajowych tabel 46-letni rekord Anny Włodarczyk. Torunianka wygrała dobrze obsadzone zawody i wypełniła minimum na halowe mistrzostwa świata (20-22 marca).
- To są uczucia nie do opisania. Bardzo się cieszę, że zrobiłam „życiówkę”. Wiedziałam, że rekord kraju jest niższy niż minimum na halowe mistrzostwa świata, a na to minimum byłam przygotowana, więc to w tym wypadku poszło w parze - powiedziała Matuszewicz. Jej rezultat jest piątym w tym roku na świecie i trzecim w Europie.
Nie ma co gdybać
Nowa rekordzistka Polski przyznała, że w Gorzowie miała jeszcze jeden dalszy skok, ale był on o około… 0,5 centymetra przekroczony. Z trenerem oszacowali, że wynik był w okolicy 6,80, a może nawet i nieco więcej.
- Skok był spalony. Na tym poprzestańmy i nie ma co gdybać. Trzeba to powtórzyć bez spalenia na belce i będzie super - wskazała uśmiechnięta od ucha do ucha niespełna 23-letnia zawodniczka MKL Toruń.
Przyznała, że gdy zaczynała przygodę ze skokiem w dal, marzyła, aby skoczyć pięć metrów. - Bawiłam się tym po prostu. Teraz dalej chcę się tym bawić, ale zaczyna to już przynosić fajne rezultaty. Trenerzy wiedzą idealnie jak zaplanować trening, żeby było daleko, więc jestem spokojna - podkreśliła Matuszewicz.
Cele w notatniku
Gdy rozpoczęła pracę z trenerem Jackiem Butkiewiczem, w ogóle nie robiła siłowni, a skakała z warunków fizycznych i wrodzonej szybkości ok. 6,40. - Jak dołożyliśmy aspekt techniczny i siłowy, to ustabilizowałam się na fajnym poziomie i sądzę, że w tym i kolejnych sezonach będzie to już widać. Ciężary, które podnoszę, nadal jednak nie są duże, jak na skoczkinię. Rekord Polski halowy był jednym z celów na ten sezon zapisanych w notatniku, tak jak start w halowych mistrzostwach świata, na które mam już minimum. To szło w parze. Reszty celów nie zdradzam, ale mogę powiedzieć, że jest ich sporo. Chciałabym, że wszystkie będą się na koniec sezonu „świecić na zielono”. Wizualizuję sobie start w halowych mistrzostwach świata. U psychologa mam nawet pod to specjalne ścieżki dźwiękowe - przyznała skoczkini w dal.
Będzie mówienie
Rekordzistka kraju była rok temu siódma w halowych mistrzostwach świata w Chinach, a na stadionowym czempionacie w Tokio skoczyła tylko 6,48 i nie awansowała do finału. Zna już presję związaną z takimi zawodami.
- Presja jest na każdej imprezie międzynarodowej. Nie znika magicznie, bo już gdzieś ktoś wystartował. Teraz już nie będę debiutantką, po takim skoku zaraz będzie mówienie, że może medal, bo wiadomo, że media nakręcają. Presja jest więc zawsze, ale taki jest sport. Skok w szóstej próbie w Gorzowie, mam nadzieję, dobrze pokazał, jak znoszę presję - dodała z uśmiechem.
Poprawiając rekord kraju w Gorzowie, po raz kolejny pokazała, że bardzo dobrze wychodzą jej ostatnie próby w konkurach. - Musi zagrać psychika. Nie możemy się zawahać, nie możemy odpuścić żadnego elementu, bo takie skoki nic nie dają. Walczy się wówczas o wszystko albo nic, więc głowa musi być mocna - stwierdziła torunianka.
Bez pewności siebie nie ma nic
Kolejny start Matuszewicz to mityng w Belgradzie 11 lutego. Potem planuje udział w Copernicus Cup w Toruniu (22.02.), halowych mistrzostwach Polski oraz czempionacie globu (20-22 marca).
Czy skoczenie jako pierwsza Polka siedmiu metrów jest jednym z celów w jej notatniku? - Mam nadzieję, że pełna hala w Toruniu na HMŚ mnie poniesie. Dziewczyny na pewno będą mocne. Konkurs będzie pewnie równy, a na ścisły finał potrzeba będzie pewnie około 6,70. Wiem jednak, że jestem przygotowana na dalekie skakanie. Trzeba być pewnym siebie, bo bez pewności siebie w sporcie nic nie ma - podsumowała Matuszewicz.
(t, PAP)
