Albo koniec, albo Sosnowiec
Aluron CMC Warta Zawiercie jest na krawędzi. Porażka w Lublinie oznaczać będzie koniec rywalizacji i marzeń o pierwszym mistrzostwie kraju.
Zawiercianie muszą poprawić grę, by złoto nie przeszło im koło nosa. Fot. Press Focus
Jurajscy Rycerze finałową rywalizację z obrońcą tytułu, Bogdanką LUK Lublin, rozpoczęli w imponującym stylu. W pierwszym meczu pokazali moc, zmietli rywali z parkietu i od razu okrzyknięci zostali murowanymi faworytami. Bartosz Kwolek, jeden z liderów zawierciańskiego zespołu, już wtedy jednak przestrzegał przed przypisywaniem jego drużynie złota. – To dopiero pierwszy krok. Trzeba postawić jeszcze dwa, bo za tak wspaniały mecz nie dają złotych medali – studził emocje.
Odwrócone role
Słowa Kwolka się ziściły i po dwóch kolejnych starciach role się odwróciły. Lepsi byli w nich Lublinianie i teraz oni są bliżej tytułu. Do wywalczenia drugiego z kolei mistrzostwa Polski potrzebują tylko jednej wygranej. Mogą to osiągnąć to już we środę przed własną publicznością. - Siatkówka, generalnie sport, uczy pokory. Uczy tego, żeby nigdy, nikogo nie skreślać, żeby zawsze podchodzić do swojej pracy, do swoich obowiązków w pełni profesjonalnie i z zaangażowaniem, bo nigdy nie wiesz, jak się kolejny mecz potoczy. Zagraliśmy słabo w pierwszym spotkaniu, ale wiedzieliśmy, co musimy zrobić na treningach, żeby wygrać w kolejnych meczach. Dlatego super, że teraz jest 2-1 dla nas. Jesteśmy blisko, ale zespół z Zawiercia zrobi wszystko, żeby jeszcze tę rywalizację przywrócić do Sosnowca i doprowadzić do piątego starcia - stwierdził kapitan i rozgrywający Bogdanki LUK, Marcin Komenda.
Kosztowne błędy
Fani Jurajskich Rycerzy przed meczem w Lublinie wielkich powodów do optymizmu nie mają. Ich drużyna gra bowiem coraz słabiej. Zaczęła z wysokiego pułapu, potem - w pierwszym spotkaniu w Lublinie - stoczyła wyrównany bój, w którym była bliska doprowadzenia przynajmniej do tie-breaka, by w ostatnią sobotą dość gładko ulec w Sosnowcu. Zawiercianie przede wszystkim popełniają proste błędy. Nie trafiają z zagrywki i mylą się w ataku. Zdarzają im się również błędy w komunikacji, a przecież organizacja gry jest ich jedną z najmocniejszych stron. Każdy zawodnik wie, co ma robić. - Od ostatniego meczu w Lublinie nie umiemy odnaleźć swojej gry. Siedliśmy w zagrywce, nie prezentujemy takiego poziomu jak wcześniej. Mamy mnóstwo kontrataków, ale nie potrafimy ich wykorzystywać. To nominalnie był nasz atut – przyznał Miłosz Zniszczoł, środkowy Aluronu CMC Warty. - Musimy się zebrać. Trener przed spotkaniem (sobotnim w Sosnowcu – przyp. red.) powiedział, że mamy sześć setów do wygrania, żeby sięgnąć po złoto i... nadal pozostaje nam te sześć setów. Stoimy w miejscu. Teraz bez presji pojedziemy do Lublina i mam nadzieję, że wrócimy do Sosnowca – dodał z nadzieją.
Zdecyduje siła mentalna
Zdaniem Michała Winiarskiego, trenera siatkarzy z Zawiercia, przed spotkaniem numer 4 niewiele trzeba zmienić. O porażkach decydowały bowiem nie umiejętności siatkarskie, lecz nastawienie mentalne. – To jest finał PlusLigi, to są mecze, w których mentalność odgrywa kluczową rolę. Każdy wie, o co gramy. Gdy bardzo się chce wygrać, a my chcemy zdobyć złoto, nie zawsze wszystko wychodzi. Stąd te błędy. Ale trzeba też przyznać, że rywale zagrali bardzo dobrze, zwłaszcza w ataku. Nawet jeśli trafialiśmy serwisem, a oni nie najlepiej przyjęli piłkę, to kończyli akcje na podwójnym i potrójnym bloku – wyjaśnił Winiarski.
Zgodził się z nim atakujący lubelskiego zespołu i były członek Jurajskiej Armii, Mateusz Malinowski. - W trzecim spotkaniu chyba pierwszy raz zanotowaliśmy więcej asów niż przeciwnicy. Bardzo się cieszymy, bo zagraliśmy naprawdę świetny mecz. „Poczuliśmy krew” u siebie w Lublinie, poczuliśmy, że jesteśmy w stanie ich pokonać. Mentalność miała kluczowe znaczenie – powiedział.
Mimo trudnej sytuacji, w Zawierciu nikt nie zwiesza głów. - Żeby wywalczyć mistrzostwo kraju, trzeba wygrać trzy razy. Zrobimy wszystko, żeby doprowadzić do piątego meczu – zadeklarował trener Winiarski.
(mic)
Finał (do trzech zwycięstw)