Alarm w Kielcach!

Korona niespodziewanie znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Piątkowy mecz z Widzewem może zadecydować o utrzymaniu w ekstraklasie i przyszłości klubu.

Antonin chowa twarz w dłoniach po kolejnym meczu Korony bez wygranej. Jak będzie z Widzewem? Fot. Dawid Figura/PressFocus

KORONA KIELCE

Kiedy w pierwszym wiosennym (choć na zewnątrz panowały wówczas siarczyste mrozy) meczu sprowadzony chwilę wcześniej z Omonii Nikozja Mariusz Stępiński strzelał dwa gole Legii przy Łazienkowskiej, w tym jednego na wagę wygranej (2:1), nikt nie przypuszczał, że to może być nerwowa runda dla Korony. Bynajmniej wcale nie jak z filmów science fiction brzmiały nadzieje, że może Kielczanie włączą się nawet do gry o europejskie puchary. Tym bardziej że dwa tygodnie później wygrali (2:0) niezwykle prestiżowe spotkanie z Radomiakiem na wyjeździe.

Brak stabilizacji

Największy problem stanowiła jednak gra w kratkę – Korona przeplatała wygrane porażkami. Przynajmniej do meczu z Arką (3:0) 22 marca, kiedy zwyciężyła po raz ostatni. Później też grała w kratkę, tyle że porażki zaczęła przeplatać remisami, czego efektem jest 15. miejsce po 32. kolejkach, ogromna nerwowość w klubie i na trybunach oraz perspektywa meczu „o życie” w piątek z Widzewem. Oba zespoły mają tyle samo punktów (39) i istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że przegrany tego meczu pożegna się z ekstraklasą. Remis przy niekorzystnych wynikach innych spotkań może mieć katastrofalne skutki dla obu drużyn.

W razie spełnienia się najczarniejszego scenariusza, właściciel Łukasz Maciejczyk nie zamierza wycofywać się z klubu, ale pewne jest raczej zmniejszenie finansowania oraz mocne przewietrzenie szatni. W praktyce będzie oznaczać zapewne na postawienie w zdecydowanie większym stopniu na miejscowych zawodników, a co za tym idzie mniej obciążających budżet.

Rachunek sumienia

W tym momencie w Kielcach wszystkie ręce na pokład są skierowane z myślą uratowania ligowego bytu, ale po sezonie, bez względu na końcowe rozstrzygnięcie, można spodziewać się jednak poważniejszego „wyciągnięcia wniosków”. Właściciel zdaje sobie bowiem sprawę, że popełniono wiele błędów kadrowych, zbyt dużym zaufaniem obdarzono też Pawła Tomczyka, dyrektora sportowego, który przestał pełnić funkcję 4 maja. Po odpadnięciu w 1/8 finału Pucharu Polski z II-ligową Chojniczanką zabrakło w klubie uderzenia pięścią w stół. Mówi się też o tym, że piłkarzom zapewniono zbyt cieplarniane warunki. Słychać głosy o zagłaskaniu, które miało być największym problemem, a dziś skutkuje przebudzeniem punkt nad kreską na dwie kolejki przed końcem sezonu. W przypadku niepowodzenia w piątek Kielczanie znajdą się w czerwonej strefie i mogą się stamtąd już nie wygrzebać. Maciejczyk, Koroniarz z krwi i kości, jest stosunkowo nowy w piłkarskim biznesie. Ze wszech stron słychać, że wokół biznesmena znalazło się zbyt wielu podpowiadaczy, których rady przyniosły więcej szkody niż pożytku.

Obniżenie formy

Coraz więcej zastrzeżeń pojawia się również w stosunku do trenera Jacka Zielińskiego oraz jego sztabu. 65-latek to dobry trener, pracuje w Kielcach od sierpnia 2024 roku, ale wydaje się, że w realiach ekstraklasy jest już zbyt zgraną kartą. W momencie pojawienia się większej krytyki zaczyna szukać problemu w dziennikarzach, na konferencjach prasowych też zbyt często wspominał o budżecie Korony zamiast skupiać się na sprawach sportowych. Dostał w klubie dużo władzy i w pewnym momencie się pogubił. Wśród zarzutów do szkoleniowca często pojawia się ten o upieraniu się przy jednym sposobie gry oraz taktyce, która w pewnym momencie została doskonale rozczytana przez rywali.

W słabszej formie wiosną byli też zawodnicy, którzy jesienią ciągnęli Koronę, czyli Dawid Błanik oraz Wiktor Długosz. Stępiński pierwszym występem też rozbudził nadzieje na więcej, ale trzeba sobie powiedzieć wprost – nie otrzymywał tylu podań od kolegów, ilu oczekiwał. Konstantinos Sotiriou miał mieć z kolei nie po drodze z Tomczykiem. Sporo tego, a efektem jest seria sześciu meczów bez wygranej.

Gdzie szukać optymizmu przed arcyważnym meczem i przełamania impasu? Korona liczy na podtrzymanie serii dobrych meczów z Widzewem – wygrała z nim cztery ostatnie spotkania. Łodzianie jednak też zagrają o wielką stawkę. Pytanie, jak przed byłymi kibicami zaprezentuje się Mariusz Fornalczyk? Spotkanie obejrzy komplet publiczności – takiego zainteresowania meczem w Kielcach nie było od bardzo dawna. – Jedyne, czego teraz potrzebuje nasz klub, zawodnicy, to tylko wsparcia. Musimy się zmobilizować i pomóc chłopakom wygrać ten pojedynek. Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Tylko pozytywne myślenie i pomagamy razem wygrać bardzo ważne spotkanie – apeluje do kibiców Jacek Kiełb, piłkarz 50-lecia Korony.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się