Alarm pod bramką?
Obsada newralgicznej pozycji w zespole Biało-czerwonych stanęła pod sporym znakiem zapytania...
Zarówno Tomaš Fučik (w środku), jak i jego koledzy, Michał Kieler (z lewej) i Maciej Miarka, mają reprezentacyjne aspiracje. Kto będzie „jedynką"? Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
REPREZENTACJA POLSKI
Chyba bezpowrotnie minęły czasy, gdy nie martwiliśmy się o obsadę reprezentacyjnej bramki. W nie tak dawnej przeszłości zawsze na tej pozycji mieliśmy pewniaków, bo zawsze była mocna „jedynka”, zaś ten drugi niewiele mu ustępował, a teraz sytuacja jest mało komfortowa, bo zmieniły się przepisy ligowe. Kluby od pewnego czasu mogą podpisywać umowy z obcokrajowcami i nasi zawodnicy na tej pozycji zostali zepchnięci na dalszy plan. Ostatnim rodzimym bramkarzem, który bronił w dłuższym wymiarze, był Przemysław Odrobny. Ale po kolei...
Duet pewniaków
Potem pojawił się John Murray z polskim paszportem i przez kilka sezonów był pewniakiem w drużynie narodowej (49 występów), a przed mistrzostwami świata elity w 2024 r. polskie obywatelstwo otrzymał Tomaš Fučik. Wydawało się, że ten duet będzie dominował w zespole narodowym, zaś młodzi zawodnicy w tym samym czasie mogliby podnosić swoje kwalifikacje. Obaj bronili w MŚ elity oraz na poprzednim turnieju Dywizji 1A w Sfantu Gheorghe (Murray - 2 mecze, Fučik – 3). Jednak w trakcie letniej przerwy doszło do nieoczekiwanych wydarzeń. Murray pod koniec lipca nie otrzymał propozycji przedłużenia kontraktu z GKS-em Katowice, innych ofert nie miał i postanowił zakończyć karierę. Został trenerem bramkarzy w ECB Zagłębiu Sosnowiec. Należy tylko żałować, że zdecydował się na taki krok, bo na pewno byłby nadal silnym punktem Biało-czerwonych. „Jaśka Murarza” brakuje na ekstraligowych taflach, bo reprezentował nie tylko wysokie umiejętności, ale dodawał kolorytu swoim zachowaniem podczas meczów. Nie obce mu były dyskusje nie tylko z sędziami, ale również z rywalami, szczególnie gdy dochodziło do przepychanek pod bramką.
Nowe spojrzenie
Na początku października selekcjonerem Biało-czerwonych został Fin Pekka Tirkkonen, a Skandynawia jest mekką golkiperów. Na taflach NHL jest wielu znakomitych fachowców z tych krajów, ale – rzecz jasna – żaden z nich nie otrzyma naszego paszportu. Fiński szkoleniowiec ma nowe spojrzenie na tę pozycję. Przede wszystkim nie można ograniczyć się do reprezentacyjnego duetu i jednego golkipera schować w głębokiej rezerwie. Przed trzema turniejami Europejskiego Pucharu Narodów miał okazję sprawdzić umiejętności czterech golkiperów: Fučik bronił w dwóch meczach w dwóch turniejach (Sosnowiec, Edynburg), zaś Michał Kieler oraz Maciej Miarka zaliczyli po trzy mecze w trzech turniejach (Sosnowiec, Budapeszt i Edynburg), natomiast Mateusz Studziński bronił w jednym meczu nad Dunajem. Wydaje się, że ten ostatni ma najmniejsze szanse wskoczenia do zespołu.
Po turnieju w Edynburgu uważni obserwatorzy zauważyli, że bramkarze nie zachwycili, jednak nie mieli dużego wsparcia ze strony kolegów z poszczególnych formacji – to na ich usprawiedliwienie. Teraz kadrowicze wkraczają w ważny moment rywalizacji i play off musi wyłonić reprezentacyjną „jedynkę” oraz bramkarską hierarchię.
Podstawowy warunek
W trakcie sezonu w GKS-ie Tychy dokonano dość zaskakującego transferu i pojawił się łotewski golkiper Eris Vitols, a szukający sensacji obserwatorzy wręcz zakomunikowali, że Fučik będzie miał problemy w reprezentacji. Łotysz prezentuje się więcej niż dobrze...
- Bramkarze w Edynburgu nie zaliczyli oszałamiających występów i kilku bramek mogli uniknąć – mówił były reprezentacyjny golkiper, dziś nauczyciel, trener młodzieży i komentator na platformie polskihokej.tv, Mariusz Kieca. - Trzej nasi bramkarze mają spore umiejętności, ale muszą występować w swoich drużynach, by budować pewność siebie i siłę mentalną. Bez niej nic z tego nie będzie. Jestem pełen obaw czy trenerzy będą chcieli zaufać Kielerowi lub Miarce. Jeden czy dwa mecze w tej fazie nie wystarczą. A co będzie z Fučikiem? Tirkkonen ma go na co dzień i pewnie sztab trenerski będzie się starał przygotować go jak najlepiej. Jest on najbardziej doświadczony, ma najwięcej meczów zaliczonych w sezonie. By odnosić sukcesy w mistrzostwach, trzeba zaliczyć nie tylko bardzo dobre występy, lecz wybitne! Ukraina, Francja, Kazachstan to niezwykle wymagające zespoły i bramkarz musi podtrzymać zespół, a nawet wskoczyć na najwyższym poziom. Na pewno na tę chwilę nie postawię na jednego bramkarza, bo uważam, że takowego na razie nie mamy. Oni są ważnym ogniwem, ale zespół też musi stanąć na wysokości zadania i zapewne w mistrzostwach zobaczymy w akcji kilku dodatkowych wartościowych napastników.
Grzech zaniechania
- Za błędy trzeba płacić, bo swego czasu przekonywałem, by trenerzy darzyli większym zaufaniem naszych zawodników, ale nic z tego nie wyszło – dodaje również były reprezentacyjny bramkarz Tomasz Jaworski (95 występów). - Przed tym sezonem przekonywałem Maćka Miarkę, by zasilił bytomska Polonię, ale on wybrał Zagłębie i schował się za fińskiego golkipera, a w Bytomiu byłby „jedynką”... Natomiast za moich czasów mieliśmy inną sytuację, bo uczyłem się od najlepszych, a i trenerzy nam ufali. A teraz młody, zdolny Igor Tyczyński grzeje ławę w Unii, choć udanie zastępował kontuzjowanego Linusa Lundina. Szwed wrócił, Igor bronił w młodzieżowych mistrzostwach świata i... siedzi w boksie. W wieku Igora miałem inną sytuację i możliwość gry. Sytuacja z bramkarzami jest nieco zagmatwana, bo Murray postanowił zakończyć grę, a on był najbardziej stabilny i w gorących meczach nie zawodził. Fučik jest mniej przewidywalny, ale musi bronić w play offie. Jeżeli z GKS-em Tychy zdobędzie mistrzostwo, nabierze pewności siebie. Z kolei w GKS-ie Katowice jest Jesper Eliasson, obdarzony dobrymi warunkami fizycznymi. Jednak czy Szwed jest lepszy od Kielera? Nie! A kto broni? Eliasson! Gdyby Kieler występował w play offie, miałby wszelkie dane stanąć między słupkami reprezentacji lub być wartościowym zmiennikiem. Nie wiem, jak potoczą się ich losy w reprezentacji, ale mogę tylko zaapelować do trenerów: zaufajcie naszym bramkarzom. Jest wspomniany Igor Tyczyński, w Bytomiu Tobiasz Jaworski (tylko zbieżność nazwisk – przyp. red.). Nie byłoby mnie i moich kolegów, gdyby trenerzy nie stawiali na nas.
Przed Biało-czerwonymi niezwykle trudny mistrzowski turniej, w którym po trzech pierwszych meczach (z Ukrainą, Francją i Kazachstanem) mogą walczyć o awans albo... bronić się przed spadkiem z Dywizji 1A.
Włodzimierz Sowiński
