Aktorstwo klasy C
KONTROWERSJA KOLEJKI
Tym razem to autentyczna radość Ibana Salvadora. Innymi uczuciami żongluje na murawie dość swobodnie. Fot. Artur Kraszewski/Press Focus
Choć przychodzące regularnie do Płocka powołania dla tego piłkarza do reprezentacji nie przesądzają jeszcze o jego wielkiej futbolowej klasie, ma w sobie Iban Salvador to „coś”, co kibicowi na trybunach każe na nim zawiesić oko na dłużej. I nie ma przypadku w tym, że występów w zespole narodowym Gwinei Równikowej uzbierał już ponad pół setki, z tymi w finałach Pucharu Narodów Afryki włącznie. Do owych umiejętności czysto piłkarskich dokłada on wszakże... marnej klasy aktorstwo. I rzecz nie tylko w samym „padolino”, którym próbuje wymuszać rzuty wolne bądź karne dla swej drużyny (i upomnienia dla przeciwników), ale i mimice, grymasach twarzy i spektakularnym łapaniu się za różne części ciała. Niektórzy powiadają, że w umiejętności tarzania się po ziemi z rzekomego bólu dawno już przebił niezrównanego w tej dziedzinie Neymara!
To już trzeci sezon Salvadora na polskich murawach, a on wciąż swymi kontrowersyjnymi reakcjami zaczarować potrafi arbitra. Tak było i w niedzielnej potyczce z Lechem, gdzie w sugestywnym turlaniu się po boisku i trzymaniu za nogę był tak przekonujący, że Wojciech Myć napomniał Filipa Jagiełłę żółtą kartką! - A nie jest to faul zawodnika Lecha i nie jest to żółta kartka. Zawodnik Wisły pada co prawda jak rażony piorunem, ale nie wiem, co go tu mogło boleć: być może „deski” (ochraniacze – dop. aut.) za nisko – komentował całą sytuację sędziowski ekspert Canal+, Adam Lyczmański. Chwilę później Gwinejczyk raz jeszcze odstawił cyrk, pajacując po zetknięciu się z Mateuszem Skrzypczakiem. - Komedianctwo i ośmieszanie widowiska sportowego – dodawał mocno Lyczmański. - Mam nadzieję, że takie zachowania będą karane kartkami – dodawał.
Penalizowanie owego „aktorstwa klasy C” mogłoby oznaczać, że Salvador wiele spotkań kończyłby z przedwczesną wędrówką pod prysznic. I bez kar za symulki zbiera bowiem sporo żółtych kartek: sezon pierwszoligowy w barwach Wisły skończył z jedenastoma. W obecnym na półmetku rozgrywek ma ich już sześć (i siódmą w PP).
Mówiąc zaś przekornie, być może owe grymasy bólu i pozorowanie dolegliwości Iban zapisane ma w... metryce urodzenia. Przyszedł przecież na świat w katalońskiej miejscowości L'Hospitalet de Llobregat, która w swej nazwie ma polskie słowo „szpital”...
(DaL)
