Afera o raport

Marc-Andre ter Stegen nie ułatwia pracy władzom Barcelony.

Marc-Andre ter Stegen gra w Barcelonie od 11 lat. Fot. IMAGO / Press Focus

HISZPANIA

Relacje między Markiem-Andre ter Stegenem a Barceloną z dnia na dzień wydają się pogarszać. Już po poprzednim sezonie wszyscy kibice Blaugrany zdawali sobie sprawę, że sytuacja Niemca w klubie będzie skomplikowana. Z jednej strony jest on kapitanem drużyny, z drugiej Duma Katalonii miała podpisać (i ostatecznie podpisała) kontrakt z Joanem Garcią oraz nową umowę z Wojciechem Szczęsnym. Sprawa Niemca jeszcze bardziej skomplikowała się, gdy doznał urazu pleców. Wówczas golkiper stwierdził, że nie będzie szedł klubowi na rękę. Samodzielnie wyznaczył okres rehabilitacji na trzy miesiące, choć gdyby wyznaczył na cztery, klub mógłby zgłosić do rozgrywek innego zawodnika (takie zasady funkcjonują w lidze hiszpańskiej). W teorii ter Stegen mógłby pomóc więc w rejestracji Joana Garcii, ale… nie pomógł. I pojawiły się napięcia na linii klub zawodnik. A przecież ter Stegen związany jest z Barceloną od ponad 11 lat…

Teraz obie strony prowadzą już otwartą wojnę i znów poszło o rejestracje piłkarza do rozgrywek. Barcelona chciała udostępnić raport medyczny ter Stegena komisji medycznej ligi. Na podstawie tego dokumentu mogłaby zarejestrować dodatkowego piłkarza, wykorzystując 80 procent wynagrodzenia ter Stegena (to kolejne przepisy La Ligi). Takie praktyki stosowane były nawet w poprzednim sezonie. Na podstawie raportu medycznego kontuzjowanego Andreasa Christensena zarejestrowany został Dani Olmo. Tymczasem Niemiec odmówił podpisania raportu, a dopiero wtedy klub mógł go przekazać do komisji. Miał prawo do takiej decyzji, bo to on decyduje, jakie informacje na temat jego zdrowia przekazywane są osobom trzecim. Ta sytuacja sprawiła jednak, że prezydent klubu Joan Laporta stracił cierpliwość. Nieoficjalne doniesienia mówią, że wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec doświadczonego bramkarza.

Co więcej, władze Barcelony domagają się zmiany kapitana. Hiszpańskie media informują jednak o tym, że istnieje pewien problem – drużyna nie chce zmieniać kapitana. Najważniejsi piłkarze chcą, żeby pozostał nim ter Stegen, który od lata 2024 roku pełni tę funkcję. Na razie nie widać dobrego wyjścia z tej sytuacji. Niemiec ma podpisany kontrakt do 2028 (!) roku. Widać, że jest rozzłoszczony faktem, że Blaugrana znalazła już dla niego następcę. Nie chce się z tym pogodzić, więc robi klubowi pod górkę. Gdyby kochał Barcę całym sercem i zależałoby mu na opasce, którą ma na ramieniu, zapewne podjąłby inną decyzję – taką teorię wysnuwają ci, którzy już nie chcą, żeby ter Stegen był kapitanem.

Z drugiej strony ter Stegen ma prawo czuć rozgoryczenie. Przez lata pozostawał w Barcelonie, w czasie gdy przestawała odgrywać pierwszoplanową rolę na arenie międzynarodowej. Teraz, gdy widać, że drużyna zmierza w dobrą stronę, nagle klub ma dla Niemca następcę. Już szykowana jest nowa „jedynka”, choć ter Stegen w głębi duszy zapewne czuje, że mógłby Barcelonie jeszcze wiele dać. Można więc zrozumieć jego brak chęci do współpracy z klubem, który się od niego odwraca. Trudno jednak wyobrazić sobie sytuację, w której obie strony przechodzą wobec wydarzeń sprzed ostatnich tygodni obojętnie. Jeśli ter Stegen nie zmieni zdania i nie podpisze raportu medycznego, albo wkrótce pożegna się z klubem, albo z opaską kapitana.

(kaj)