Ach, ta skuteczność...
Drugą porażkę poniosły Biało-czerwone w czeskim Chebie. Tym razem lepsze okazały się gospodynie turnieju. O zmazanie plamy może być trudno, bo w niedzielę ich rywalkami będą Norweżki.
Daria Przywara i jej koleżanki mocno walczyły w defensywie, ale Czeszki okazały się mocniejsze. Fot. Czech Handball
REPREZENTACJA KOBIET
Piątkowe spotkanie kobiecej reprezentacji Polski z Czechami było drugim meczem turnieju „O tarczę miasta Cheb” i kolejnym sprawdzianem wszystkich jego uczestników przed grudniowymi mistrzostwami Europy, które po raz pierwszy w historii odbędą się m.in. w Polsce, ale także w Czechach, na Słowacji, w Turcji i Rumunii. Biało-Czerwone do gry z Czeszkami przystąpiły po środowej porażce (28:29) ze Słowenkami, a rywalki po inauguracyjnej przegranej (30:38) z młodzieżowym zespołem Norwegii.
Bez Kochaniak
Trener Arne Senstad miał do dyspozycji 17-osobowy skład. W kadrze zabrakło Karoliny Kochaniak, która w meczu ze Słowenią doznała urazu prawego stawu skokowego. Po wspólnej decyzji zawodniczki i sztabu czołowa rozgrywająca pozostała poza protokołem. Jej występ w niedzielnym meczu z Norwegią B będzie zależeć od tempa powrotu do zdrowia. Wiele jednak wskazuje, że „Karo” nie podejmie ryzyka pogłębienia urazu. Ta zawodniczka prezentuje określony poziom, jest doskonale znana selekcjonerowi i bezwzględnie będzie potrzebna na Euro, a nie na ostatnie starcie turnieju towarzyskiego.
Wobec braku Kochaniak Polki rozpoczęły w nieco zmodyfikowanym składzie, bez leworęcznej prawej rozgrywającej. W bramce stanęła Adrianna Płaczek, skrzydła obsadziły Magda Balsam i Daria Michalak, na rozegraniu były Paulina Uścinowicz, Daria Przywara i Aleksandra Rosiak, a na kole Natalia Pankowska. Do obrony wchodziła Dominika Więckowska, zastępując Rosiak.
11 minut czekały na bramkę!
Początek spotkania kompletnie nie ułożył się po myśli naszych zawodniczek. Czeszki zdobyły 3 pierwsze bramki, dlatego już po kilku minutach o przerwę poprosił trener Senstad. Reakcja Norwega była natychmiastowa. Na boisko wybiegły Monika Kobylińska, Karolina Jureńczyk, Patrycja Noga i Zuzanna Zimnicka; dla tej ostatniej był to jednocześnie debiut w seniorskiej reprezentacji.
Zmiany niewiele dały, bo Biało-czerwone miały duże problemy ze skutecznością. Czeszki mogły prowadzić jeszcze wyżej, gdyby nie dobrze dysponowana Płaczek, która kilkakrotnie ratowała zespół. Na pierwszą bramkę Polki czekały do... 11 minuty, co za kadencji norweskiego szkoleniowca raczej nie miało miejsca, a miał okazję prowadzić zespół przeciwko znacznie lepszym zespołom; nic nie ujmując naszym południowym sąsiadkom. Pierwszy gol autorstwa Michalak nieco nas odblokował. Kolejne bramki przychodziły już łatwiej, choć inicjatywa wciąż należała do Czeszek, które po kwadransie prowadziły 6:4. Jeszcze w pierwszej połowie debiutanckiego gola zdobyła 19-letnia Zimnicka, a ciężar gry brała na siebie kapitan zespołu, Kobylińska.
Rotacja składem
Trener Senstad nadal szukał optymalnego zestawienia i konsekwentnie rotował składem. Na parkiecie pojawiły się skrzydłowa Joanna Gadzina, rozgrywająca Joanna Granicka i skrzydłowa Adrianna Górna. Z czasem przynosiło to coraz lepsze efekty - w 22 minucie na tablicy wyników był już remis 8:8. W tym momencie to trener Czeszek Tomasz Hlavatny poprosił o czas, po którym jego podopieczne ponownie odskoczyły na dwie bramki.
Po zmianie stron trwała walka gol za gol. Oba zespoły bardzo mocno pracowały w defensywie, stąd o każdą bramkę trzeba było solidnie powalczyć. Z czasem ponownie na czoło wysforowały się Czeszki, które wykorzystały kilka naszych błędów (10:13 w 40 min, 12:15 w 45 min, 14:18 w 48 min). Ambitne Polki próbowały odrobić straty i odwrócić losy spotkania, ale piłka często nie chciała znaleźć drogi do czeskiej siatki - zatrzymywały ją zarówno rywalki, jak i słupki oraz poprzeczka. Na 5 minut przed końcem Czeszki prowadziły 23:19, które podwyższyły do stanu 24:19. Losy spotkania były w zasadzie rozstrzygnięte. Tytułem MVP w polskim zespole wyróżniona została Monika Kobylińska.
(ZC, m)
◼ Czechy - Polska 27:25 (10:9)
POLSKA: Płaczek, Zima, Wdowiak - Balsam 2, Uścinowicz 3, Pankowska 1, Rosiak 1, Przywara, Michalak 4, Więckowska, Kobylińska 7, Gadzina 1, Noga 4, Granicka, Górna, Jureńczyk, Zimnicka 2. Trener Arne SENSTAD.
◼ Norwegia B - Słowenia 38:29 (20:18)
____________________________________________
Na deser młoda Norwegia
Ostatnim, niedzielnym (13.00) rywalem Polek będzie Norwegia, choć w Chebie nie występuje pierwsza reprezentacji tego kraju. W tym samym czasie flagowy norweski zespół walczy w Final Four EHF Euro Cup w Bukareszcie z udziałem Rumunii, Węgier i Danii. Do Czech przyjechał więc drugi skład złożony przede wszystkim z młodych zawodniczek, aspirujących do gry w pierwszej reprezentacji. Nie zmienia to faktu, że dla Biało-czerwonych będzie to kolejny wartościowy sprawdzian. Norwegia pozostaje najbardziej utytułowaną drużyną europejskiej piłki ręcznej ostatnich lat. W 2024 roku zdobyła po raz trzeci w historii złoto olimpijskie, a kilka miesięcy później po raz trzeci z rzędu sięgnęła po mistrzostwo Europy. W grudniu 2025 roku Norweżki zostały natomiast mistrzyniami świata, zdobywając piąty w historii tytuł. O pokonanie tego zespołu będzie piekielnie trudno.
Z Norwegią B Polki mierzyły się dotąd tylko dwa razy. W 2022 roku, gdy oba zespoły rozegrały towarzyski dwumecz w Larvik, Biało-czerwone wygrały 26:21, natomiast w rewanżu przegrały 31:32. W młodej norweskiej kadrze znalazły się jednak zawodniczki mające już doświadczenie na poziomie reprezentacyjnym i europejskim. Maja Furu Saeteren, 23-letnia lewa rozgrywająca Larvik HK, ma na koncie 16 występów w pierwszej reprezentacji. Ane Cecilie Hogseth ze Storhamar Elite rozegrała już 33 mecze w narodowych barwach i ma doświadczenie z Ligi Mistrzyń. Z kolei bramkarka Olivia Lykke Nygaard, obecnie zawodniczka duńskiego Ikast , występowała wcześniej m.in. w Storhamar i Larvik, zbierając doświadczenie również w europejskich pucharach.
zc
