A może dublet Górnika?

Rozmowa z byłym piłkarzem m.in. Widzewa, Śląska Wrocław i klubów niemieckich

Charakter? Mają! To może czas, aby w Zabrzu odkurzono gablotę. Fot. Weronika Morciszek / Press Focus

NA KOLEJKĘ ZAPRASZA SŁAWOMIR CHAŁAŚKIEWICZ

Wie pan już, kto zostanie mistrzem Polski?

– Ciężko powiedzieć. Tak naprawdę walczą cztery drużyny, a może i pięć, bo można jeszcze Wisłę Płock podciągnąć, która traci do lidera cztery punkty. Dla tych zespołów każdy mecz jest ważny, ale wszystkie grają w kratkę i nie dają gwarancji, by postawić na kogoś jako na pewniaka. No może Lech Poznań gra najrówniej – z tych zaangażowanych w walkę mistrzowską.

Wolałby pan mistrza „klasycznego”, jak Lech, Jagiellonia, może Raków; czy takiego „świeżego”, jak Górnik, Zagłębie Lubin, właśnie Płock?

– Według mnie, jeśli ktoś miałby zagrozić Lechowi, to chyba tylko Górnik Zabrze. Ostatnio grał trochę lepsze mecze. Dobra gra w Pucharze Polski także dała im pozytywnego kopa i... mogą powalczyć o dublet!

No właśnie, to byłaby historia. Nie dość, że wreszcie odkurzyliby gablotę Pucharem, to jeszcze mogliby dołożyć 15. gwiazdkę do dorobku i... uciec Ruchowi Chorzów. Działoby się na Śląsku!

– Niby tak, ale jeszcze troszeczkę zostało tej drogi na szczyt. Każdy mecz jest ważny i nie będzie można tracić już punktów, bo to na pewno nie pomoże.

Nawiązując do wyrównanego poziomu ekstraklasy, jedni mówią, że nasza liga jest taka mocna, a inni – że taka słaba. Po której stronie barykady pan stoi?

– Słaba nie jest, ale nie należy też do najmocniejszych. Jest po prostu wyrównana... i tyle. Dlatego poziom wszystkich drużyn się wyrównał i ma to przełożenie na tabelę. Pod względem piłkarskim zespoły zbliżyły się do siebie i z tego to wynika. Nie ma zdecydowanych faworytów i każdy może wygrać z każdym.

Jest ciasno i Marek Papszun doskonale o tym wie. Ostatnio zasugerował, że Legia będzie jeszcze walczyć o europejskie puchary. Co pan na to?

– Myślę, że najpierw trzeba patrzeć w dół i na to, co za plecami. Różnice punktowe są minimalne i Legia ma ich tyle samo, co będąca już w strefie spadkowej Arka oraz rozdzielający je Radomiak. Czyli bardziej patrzyłbym w tę stronę. Wiadomo, że trener ma swoje ambicje, ale zawsze trzeba mieć w tym wszystkim odpowiednią ilość pokory. Musi mieć z tyłu głowy, że walka o utrzymanie nadal trwa. Legia wciąż nie zachwyca swoim poziomem, w niektórych meczach dopisywało jej szczęście i dlatego tak to wygląda. Z tego powodu patrzyłbym bardziej za plecy niż do przodu.

Legia podejmie Zagłębie Lubin. W poprzednich sezonach trochę naśmiewano się z Miedziowych, że od razu powinni oddać stołecznym trzy punkty, bo... i tak przegrają. Teraz są jednak wiceliderem i w Warszawie chyba będą faworytem!

– Patrząc po wynikach w tym sezonie, to Legia nigdy nie była w nim faworytem (śmiech). Dlatego też nie ma co patrzeć na to, co było w poprzednich sezonach, bo czeka nas zupełnie inny mecz. Uważam, że trzeba do niego podejść z dużą pokorą, bo wiemy, że Zagłębie potrafi sprawić psikusa. Jeśli Legia myśli, że wygrała ten mecz już przed pierwszym gwizdkiem, to może się mocno zdziwić i wyjść z niego bez choćby jednego punktu.

Hitem kolejki wydaje się spotkanie Pogoni z Lechem. Szczecinianie zawodzą, ale po zwycięstwie z Piastem odbili się nieco od dołu. Czego pan się spodziewa?

– Na papierze powinien być dobry mecz. Wiemy jednak, że po ostatnich zawirowaniach w Pogoni dużo się dzieje. Widać, że jest tam duża presja. Piłkarze zostawią na boisku dużo zdrowia, bo z tego, co się czyta i co słychać, będzie im zależało, żeby oddalić się od strefy spadkowej, wygrać kolejne spotkanie – a Pogoń ma problem z tym, aby zaliczyć kilka zwycięstw z rzędu.

No właśnie, problemy ma Pogoń, mają też Widzew i Legia, można też wymienić Cracovię – czyli tacy ekstraklasowi giganci. Czy wyobraża pan sobie scenariusz, w którym któraś papierowa potęga spada z ligi?

– Na pewno tak może być, chociaż... nikt spaść nie chce, co pokazują ostatnie mecze. Ciężko też jednak wskazać. Może tak być, że któraś z tych drużyn pożegna się z ekstraklasą i na pewno to będzie duże zaskoczenie, bo przed sezonem ani Widzew, ani Legia nie były brane pod uwagę do walki o utrzymanie. Cracovia zawsze gra w kratkę – najpierw gra pewien czas dobrze, wszyscy popadają w zachwyt, a potem przychodzą słabsze mecze. Widzimy, gdzie dzisiaj są Pasy. Tak samo było z Wisłą Płock, że niedawno wydawało się, że zsunie się do walki o utrzymanie, a znowu złapała kilka punktów i ma teraz szanse, by załapać się na puchary.

Rozmawiał Piotr Tubacki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się