A miał kończyć karierę...
Historia Marcina Flisa to jedna z najbardziej nieoczywistych i zarazem inspirujących opowieści polskiej piłki w ostatnim czasie.
W 1. lidze obrońca z Bychawy był kozakiem, jakich mało. Fot. Gleb Soboliev/Press Focus
WISŁA PŁOCK
Wierzę, że to będzie fajna przygoda – mówił Marcin Flis, gdy latem 2023 roku podpisał dwuletni kontrakt z ŁKS-em. Wcześniej przez trzy sezony był podstawowym obrońcą ekstraklasowej Stali Mielec i w tej ekstraklasie pozostał, tyle że reprezentując beniaminka. To był „gruby” transfer, ale na początku wiosny 2024... stracił miejsce w składzie. Przygoda nie okazała się jednak taka fajna i po roku – gdy ŁKS spadł – jego kontrakt został rozwiązany.
Mocno się zraził
Ostatni mecz zagrał 28 lutego 2024. Na kolejny... czekał niemal rok, bo gdy odszedł z ŁKS-u, pół roku pozostawał na bezrobociu. Po czasie zdradził, że ŁKS wewnątrz nie okazał się takim klubem, jakim kreował się z zewnątrz. Mocno się zraził i choć otrzymywał oferty, dokładnie je przefiltrowywał, obawiając się kolejnego nietrafionego wyboru. Czekał.
Trochę o nim zapomniano, ale wtedy zgłosiła się walcząca o utrzymanie w 1. lidze Pogoń Siedlce. Beniaminek z województwa mazowieckiego zajmował ostatnie miejsce, ale zatrudniony już w trakcie rozgrywek trener Adam Nocoń miał plan. Przekonał stopera z Bychawy, aby ten dołączył do jego drużyny i od razu ustanowił go liderem defensywy. W pierwszym meczu nowej rundy Flis nie tylko był pewny w tyłach, ale też wpisał się na listę strzelców! Siedlczanie zremisowali z Ruchem Chorzów i zaczęli pisać swoją kapitalną historię.
Stoper-snajper
Im dłużej trwała runda, tym bardziej rosła Pogoń, a razem z nią Marcin Flis. Sztab szkoleniowy powierzył mu wykonywanie rzutów karnych, których ten okazał się specjalistą. Liczba jego bramek zaczęła rosnąć, ale to nie tak, że strzelał tylko z „jedenastek”. Efekt? Sezon 2024/25 Flis zakończył z bilansem 14 występów dla nowego klubu i aż 8 golami! A mowa o stoperze! W ostatnich pięciu kolejkach trafił do siatki pięciokrotnie, a Pogoń zaksięgowała 11 punktów, utrzymując się w niesamowitych okolicznościach. Swój byt na zapleczu uratowała w – dosłownie! – ostatniej sekundzie sezonu, strzelając na 2:1 z Wartą Poznań. Przepraszam – strzelił oczywiście Flis, który skompletował wtedy dublet!
Irytujące opinie
W Siedlcach sami chyba nie wierzyli, co udało mu się osiągnąć. W nowy sezon weszli z dużą dawką optymizmu, choć wszyscy wokół patrzyli na nich jak na obligatoryjnego spadkowicza. Sam Flis mocno irytował się, słysząc takie opinie. Nie rozumiał ich, bo przecież – od momentu jego przyjścia do zespołu – Pogoń punktowała bardzo dobrze. Wielka była w tym zasługa trenera Noconia: „pójdziemy za nim w ogień” – mówił nam Flis. I znowu się udało. Zespół znowu utrzymał się w 1. lidze, a 32-letni stoper... znowu strzelał, tym razem 10 goli w 29 występach! Większość z karnych, no ale to też trzeba umieć zrobić (a najpierw wywalczyć). Flis okazał się 13. najskuteczniejszym zawodnikiem rozgrywek, najskuteczniejszym – rzecz jasna – obrońcą. Nie umknęło to uwadze silniejszych klubów i tak zatrudniła go Wisła Płock.
Żołnierz Majewskiego
Nafciarze mieli w poprzednim sezonie topową obronę, więc fakt, że jej częścią stał się teraz Flis, może traktować jako nobilitację. Do Płocka ściągnął go trener Adam Majewski;Flis określany jest jego „żołnierzem”. Znają się z Mielca, stoper zagrał u niego 47 razy, a tylko z trzech innych graczy szkoleniowiec korzystał w karierze częściej. W drugą stronę – tylko u Tomasza Kafarskiego Flis zagrał więcej spotkań. Transfer ten przykuł też uwagę... łódzkich mediów. Wskazują, że ŁKS lekką ręką zrezygnował z obrońcy, szukał różnych, często kosztownych rozwiązań... a i tak to Marcin Flis szybciej wrócił do ekstraklasy! Pomyśleć, że jeszcze niedawno stoper z Bychawy chciał zakończyć karierę, a tylko żona odciągnęła go od tej decyzji...
Piotr Tubacki
