A komunikatu nadal brak...
Szum medialny wokół Łukasza Piszczka trwa w najlepsze.
Tyski zespół wciąż pozostaje bez trenera. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
GKS TYCHY
Najpierw fakty. 31 października GKS Tychy przegrał na Stadionie Śląskim z Ruchem Chorzów. Ta porażka i styl zaprezentowany przez drużynę Artura Skowronka, szczególnie w pierwszej połowie, były kroplami, które sprawiły, że czara goryczy się przelała. Po 10 spotkaniach, w których Trójkolorowi zanotowali 9 porażek – włącznie z pucharową kompromitacją z trzecioligowym Zawiszą Bydgoszcz – włodarze klubu z Tychów postanowili zwolnić trenera.
3 listopada pojawił się komunikat, że w klubie, który 50 lat temu walczył o mistrzostwo Polski i aspiruje do powrotu na najwyższy w naszym kraju poziom rozgrywek, nastąpiło pożegnanie szkoleniowca i jego asystenta. Zespół został pod opieką dwójki pozostałych asystentów, bo tak rozbudowany był sztab szkoleniowy. Michael Chojnicki i Marcin Paczkowski byli więc z zawodnikami przez cały mikrocykl szkoleniowy zakończony 9 listopada porażką z Pogonią Grodzisk Mazowiecki.
Od 4 listopada na trenerskiej giełdzie zrobiło się głośno o tym, że nowym trenerem tyszan zostanie Łukasz Piszczek. Na temat tej zmiany zaczęli się wypowiadać najwięksi znawcy transferowego rynku, a nawet zaczęły się pojawiać konkretne daty rozpoczęcia pracy w tyskim klubie przez 66-krotnego reprezentanta Polski. Miał przejąć zespół 10 listopada, ale w poniedziałek oficjalnego komunikatu się nie doczekaliśmy. Natomiast we wtorek z biura prasowego GKS-u Tychy otrzymaliśmy informację, że „dziś nie będzie komunikatu”.
Co to oznacza? Najprawdopodobniej jest jakiś punkt zapalny, którego ugaszenie wymaga czasu albo ustępstw. Jeżeli chodzi o to, że Łukasz Piszczek chce mieć pełną władzę w ustalaniu składu, budowaniu drużyny i prowadzeniu zespołu, to może być problem, bo włodarze GKS-u Tychy traktują klub jako okno wystawowe, w którym pokazują towar – czytaj zawodników sprowadzanych z Niemiec i Austrii oraz z młodzieżowej reprezentacji Polski.
Ta droga nie doprowadziła do sukcesu i dlatego postanowiono zmienić „przewodnika wycieczki”. Przy okazji wyciekło nazwisko, które w polskiej piłce jest wyjątkowe. Tak wyjątkowe, że gdyby okazało się, że Piszczek nie został trenerem GKS-u Tychy, to Trójkolorowi zaliczyliby marketingowo o wiele większą porażkę niż ta, którą stanowi seria 11 nieudanych spotkań i czekanie na zwycięstwo od 21 sierpnia!
Dlatego oficjalny komunikat o zatrudnieniu mistrza Polski i Niemiec oraz finalisty Ligi Mistrzów w GKS-ie Tychy będzie czymś znacznie więcej niż tylko potwierdzeniem, że spekulacje prasowe okazały się prawdziwe.
(JaD)
