A gdyby Lindsey wygrała?
Rozmowa z prof. dr hab. n. med. Krzysztofem Fickiem, specjalistą ortopedą, traumatologiem, specjalistą medycyny sportowej
prof. dr hab. n. med. Krzysztof Ficek
Najgorętszym tematem igrzysk olimpijskich jest na razie dramatycznie wyglądający upadek na trasie olimpijskiego zjazdu Lindsey Vonn, jednej z najbardziej utytułowanych alpejek w historii. Kontrowersja polega na tym, że Amerykanka wystartowała w niedzielę, mimo że 30 stycznia w szwajcarskiej Crans-Montanie doznała zerwania więzadła krzyżowego przedniego w kolanie wskutek upadku podczas zawodów Pucharu Świata.
- Dla mnie ważne jest przede wszystkim to, że to wielkie cierpienie wielkiej zawodniczki. Po złamaniu nogi, po operacji, jeszcze przebywa na intensywnej terapii. Przede wszystkim trzeba się odnieść do człowieka, nie do kolana czy do kości.
Czy ktoś w jej zespole nie powinien jednak zareagować – Lindsey, odpuść sobie ten start w igrzyskach. Masz zerwane więzadła, ortezę i zjeżdżać będziesz z prędkością ponad 100 kilometrów.
- A gdyby wygrała, to wszyscy biliby brawo za jej heroizm, za opiekę medyczną.... Nic tutaj nie jest jednoznaczne. Nie wiemy, co jest faktem, a co medialnym przekazem. Są ludzie, którzy bez więzadeł funkcjonują i forma tego typu ruchu jest akceptowalna. W przypadku Lindsey zadajemy pytania ferujące wyroki, nie wiedząc, jaki rodzaj uszkodzenia miała, jaka była skala uszkodzenia kontuzjowanego kolana. Nie wiemy nawet, która noga ucierpiała w wyniku upadku, tym bardziej która strefa kości. W zasadzie nie można niczego wnioskować, poza tym, że wystartowała i skończyło się, jak się skończyło. Czyli tylko gdybamy - w jednym kolanie ma protezę, a drugie jest po uszkodzeniu więzadła....
Fakt, Lindsey Vonn nieźle radziła sobie podczas treningów w Cortinie d’Ampezzo, startując z ortezą chroniącą staw.
- No właśnie. Przecież jeśli ktoś doznaje pełnego uszkodzenia więzadła krzyżowego, to ma w ogóle kłopot z chodzeniem. Nie robi przysiadów ze sztangą. Ktoś, kto przeżył uszkodzenie więzadła wie, że tego się po prostu nie da zrobić. Jeśli więc Amerykanka realizowała trening motoryczny, to znaczy, że samo uszkodzenie więzadeł aż tak jej nie przeszkadzało. Uszkodzenie części włókien to też jest zerwanie więzadła. Istotne jest to, że ona straciła kontrolę ruchową w trakcie zjazdu. Zahaczyła o chorągiewkę, co zmieniło jej trajektorię ruchu. Pytanie – czy kontrola tego ruchu nie była zaburzona, bo inną rzeczą jest lokalne ocenianie kolan, tego po protezie i tego uszkodzonego, z ortezą, a inną jest zarządzanie ruchem przez organizm. To nie jest tylko tasiemka mechaniczna, ale tam są też czujniki ruchu, tak to nazwijmy upraszczając, które decydują o funkcjonowaniu całego ciała.
Zdaję sobie sprawę, że pytam nieco po omacku, choć z pozycji laika patrzącego w ekran nachodzi mnie jednak refleksja, czy ambicja wspaniałej sportsmenki, mistrzyni olimpijskiej, nomen omen, w zjeździe w Vancouver, która do rywalizacji powróciła w ubiegłym sezonie po sześcioletniej przerwie, nie wzięła góry nad rozsądkiem?
- Złamana noga bywa czasami następstwem uszkodzenia więzadła, czyli mogło być tak, że doszło do dopełnienia uszkodzenia i złamał się kłykeć boczny. Tak często bywa. Złamanie nogi też może być złamaniem powierzchni stawowej, które często się łamie w przypadku uszkodzenia więzadła. No cóż, wydaje mi się, że gdyby nie igrzyska olimpijskie, to ona nie podjęłaby decyzji o starcie. Poza tym ciekawostka – w prawie sportowym istnieje dopuszczenie do uprawiania sportu. Po takiej kontuzji nie będzie się dopuszczonym do sportu, gdyż jest się w traumie pourazowej. Ale my nie wiemy, kto podjął decyzję – czy sztab, lekarze czy ona sama. A nie znając tych wszystkich faktów, nie będą oceniał, czy decyzja o starcie była błędna, czy nie. Czy szaleństwo czy rozsądek. Poczekajmy, aż będziemy mieli więcej danych. A na razie trzymajmy kciuki za powrotem Lindsey do zdrowia.
To na koniec zapytam jeszcze o długowieczność w sporcie. Lindsey ma 41 lat. 37-letnia Francesca Lollobrigida ustanawia rekord olimpijski i zdobywa złoto na 3000 metrów w łyżwiarstwie szybkim. 41-letni Austriak Beniamin Karla też sięga po złoto w snowboardzie...
- Odpowiedź jest taka - wreszcie trening motoryczny nie zabija talentu. Niech pan popatrzy na Lewandowskiego, Modricia, Ronaldo. Ich kariery to dowód na to, że można trenować, nie tracąc bezpowrotnie zdrowia. I to jest radość, która prowadzi do refleksji, że treningi są coraz sensowniejsze. To kompletna biegunowość – tu startują chłopcy 18-20 letni, naprzeciw czterdziestolatek, który walczy i wygrywa.
Czyli można trenować i nie tracić zdrowia!
- Ja jestem tym zachwycony, bo to jest to, na czym polega sport. Jego istotą jest trenowanie, bycie w treningu.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
Po dwóch operacjach...
Lindsey Vonn, która doznała złamania nogi w wyniku upadku na trasie olimpijskiego zjazdu, przeszła we Włoszech dwie operacje - poinformowała agencja Reutera, powołując się na niesprecyzowane źródło. Drugi z zabiegów miał na celu zapobieżeniu komplikacjom związanym z obrzękiem i przepływem krwi.
O jednej operacji złamanej lewej nogi w niedzielę poinformował szpital w Treviso, gdzie przebywa Vonn. Drugą miał przeprowadzić zespół ortopedów i chirurgów plastycznych. Obecny był też jej osobisty lekarz, ale jedynie asystował Włochom.
41-letnia Amerykanka wystartowała w niedzielę, mimo że 30 stycznia w szwajcarskiej Crans-Montanie doznała zerwania więzadła krzyżowego przedniego w kolanie wskutek upadku podczas zawodów Pucharu Świata. Nieźle radziła sobie podczas treningów w Cortinie d’Ampezzo, startując z ortezą chroniącą staw.
Jadąca jako 13. zawodniczka Vonn upadła na początku trasy, jak wyliczono - po około 13 sekundach jazdy. Zahaczyła o jedną z bramek i z dużą prędkością bezwładnie przekoziołkowała po stoku. Przez kilkanaście minut była opatrywana przez ratowników, zanim została zabrana przez śmigłowiec.
Takim środkiem transportu przemieszczała się wczoraj i przedwczoraj Lindsey Vonn. Patrzył cały świat... Fot. PAP/EPA
