280_07 Zamrożone wynagrodzenia

Piłkarze Podbeskidzia czekali, ale meczu z Motorem Lublin się nie doczekali. Czy byłoby to ich trzecie zwycięstwo w sezonie? Tego nie wie nikt.

Fot. Krzysztof Dzierżawa/Press Focus


Zamrożone wynagrodzenia

Na początku rundy wiosennej albo jeszcze przed świętami – to dwa terminy rozegrania odwołanego meczu Podbeskidzia z Motorem Lublin. Klub wbrew plotkom nie ma zaległości z wypłatami.


Praktycznie od momentu ogłoszenia decyzji o odwołaniu niedzielnego meczu rozpoczęły się zakulisowe rozmowy w sprawie wyznaczenia nowego terminu spotkania. Podbeskidzie stara się, by do zaległego starcia z Motorem Lublin doszło już w przyszłym roku. Taka sytuacja nie może dziwić, bo „Górale” pozostają w katastrofalnej dyspozycji i w ostatnich dwóch miesiącach zdołali tylko bezbramkowo zremisować z Miedzią Legnica i pokonać grającą przez większą część spotkania w osłabieniu Wisłę Kraków. Jak dowiedział się „Sport”, bardzo realnym terminem rozegrania zaległego spotkania wydaje się sobota, 10 lutego. W takiej sytuacji obie drużyny po prostu o tydzień szybciej od reszty ligowej stawki rozpoczęłyby granie w rundzie wiosennej. Mniej realne wydaje się, by do zaległego spotkania doszło jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia. W tym przypadku mówi się tylko o jednym możliwym terminie – wtorku, 19 grudnia.


Płacą, ale tylko połowę

Od kilku tygodni w Bielsku-Białej znów mówi się, że słaba dyspozycja piłkarzy może mieć związek z faktem, że klub nie płaci im na czas. Powodem mają być kolejne problemy finansowe. Pytany o tę sprawę był nawet wiceprezydent miasta w audycji w lokalnym radiu. – Zgodnie ze stanowiskiem prezesa zaległości nie ma, ale są pewne ustalenia – wyjaśniał zastępca prezydenta miasta [Przemysław Kamiński]. – W związku z tym, że gra nie odpowiada oczekiwaniom i drużyna jest w strefie spadkowej, to dopóki tak będzie, piłkarze będą otrzymywać połowę pensji. Takie są ustalenia – mówił urzędnik.

Wspomniane decyzje zapadły po spotkaniu prezesa z drużyną, po którym doszło do dyscyplinarnego zesłania do rezerw, a potem rozwiązania kontraktu z Michałem Janotą. Wiceprezydent zapytany, czy nie obawia się, że „zamrożenie” wynagrodzenia wpłynie negatywnie na morale, odpowiedział, że równie dobrze pytanie to można odwrócić. – Może nie powinniśmy płacić, albo tylko za same treningi? Liczymy, że duch wstąpi w piłkarzy, kibice też coraz brutalniej oczekują dobrej gry. Ostatnie nawoływanie do ściągania koszulek poskutkowało (zespół potem wygrał z Wisłą - red.) – mówił z przekąsem Kamiński.


Prezes wrócił z Tajlandii

Przed weekendem z dwutygodniowego urlopu wrócił prezes klubu Bogdan Kłys. Początkowo na wakacje miał udać się w trakcie listopadowej przerwy na kadrę, ale ze względu na decyzję o dymisji Grzegorza Mokrego i przeciągających się rozmowach z jego następcą opóźnił swój wylot o tydzień. W ten sposób nie było go w kraju, gdy Podbeskidzie sromotnie przegrało z Chrobrym Głogów. Kłys do Bielska-Białej powrócił w piątek. W rozmowie ze „Sportem” zapewnia, że wypłaty regulowane są na czas, ale z zastrzeżeniem zasad, jakie zostały ustalone z piłkarzami.

Klub nie ma żadnych problemów płynnościowych, a pod koniec roku zbierze się walne zgromadzenie akcjonariuszy, którymi są gmina Bielsko-Biała (65 proc. akcji) oraz PMiW Łukosz (35 proc.). Spółka przedkłada do KRS-u bilans za rok obrachunkowy, którym nie jest rok kalendarzowy, a sezon piłkarski. Zgodnie z prawem, do końca roku musi więc przedstawić dokumenty finansowe za okres od 1 lipca 2022 do 30 czerwca 2023 roku. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, TS Podbeskidzie kolejny rok z rzędu wykaże stratę w bilansie, ale jej wysokość nie jest jeszcze dokładnie znana. gru