279_08 Niewygodny przeciwnik
Piłkarze Zagłębia muszą zacząć wygrywać, bo ich sytuacja w lidze jest beznadziejna. Fot. Mateusz Sobczak/Pressfocus.pl
Niewygodny przeciwnik
Po 31 latach przerwy piłkarze Motoru zawitają do Sosnowca. Jeszcze dłużej sosnowiczanie czekają na wygraną z rywalem z Lublina.
ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC
Po raz ostatni Zagłębie zmierzyło się w walce o ligowe punkty z lublinianami w Sosnowcu 20 czerwca 1992 roku. To był ostatni sezon sosnowiczan w I lidze przed rozwiązaniem klubu w ówczesnej formie.
Rachunki do wyrównania
Na Stadionie Ludowym ratujący się wówczas przed spadkiem Motor pokonał w obecności garstki widzów sosnowiczan 5:2. Bramki dla Zagłębia zdobyli wówczas Ryszard Czerwiec oraz Dariusz Wykurz. Bohaterem tamtej potyczki był Mieczysław Pisz, brat Leszka, byłej gwiazdy Legii Warszawa, który dwukrotnie pokonał bramkarza miejscowych. Samobója zaliczył z kolei obrońca Zagłębia, Ireneusz Krupa. Z kronikarskiego obowiązku warto jeszcze odnotować, że jesienny mecz tamtego sezonu zakończył się remisem 1:1. Bramki zdobyli Pisz dla Motoru i Piotr Mandrysz dla sosnowiczan.
34 lata czekają z kolei w Sosnowcu na wygraną nad Motorem. Po raz ostatni Zagłębie pokonało go wiosną 1989 roku. 20 maja po trafieniu Grzegorza Waliczka wygrało 1:0. Od tamtej pory nie zdołało wygrać żadnej z siedmiu ligowych gier. Sześć odbyło się podczas trzech sezonów spędzonych w I lidze w latach 1989-1992, a siódmy całkiem niedawno, bo w lipcu tego roku. Na inaugurację rozgrywek Zagłębie poległo w Lublinie 2:3, choć jako pierwsze objęło prowadzenie. Na listę strzelców wpisał się Oleksij Bykow i do przerwy prowadzili sosnowiczanie prowadzeni wówczas jeszcze przez duet trenerski Krzysztof Górecko – Marcin Malinowski. W drugiej połowie miejscowi między 74 a 78 minutę zdobyli dwie bramki, ale gdy w 87 minucie wyrównał Sebastian Bonecki wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów. Tak się jednak nie stało, bo w ostatniej minucie lublinianie zamienili na bramkę rzut karny i zainkasowali komplet punktów.
Muszą punktować!
- Nie powinniśmy wówczas przegrać – stanowczo stwierdza Dawid Ryndak, obrońca sosnowiczan, który zaliczył w tamtym meczu „swojaka", choć tak po prawdzie piłka odbiła się od jego pleców po tym, jak jeden z rywali oddał strzał na bramkę Mateusza Kosa. - Punkt to było minimum. Do przerwy wygrywaliśmy, były jeszcze szanse na podwyższenie prowadzenia. Rywale strzelili w krótkim odstępie dwie bramki, ale udało nam się doprowadzić do remisu. Kontrowersyjny rzut karny załatwił sprawę. Mam nadzieję, że tym razem to my będziemy górą. Mamy jeszcze trzy mecze, w tym dwa u siebie i musimy zapunktować, bo sytuacja jest fatalna. Wygraliśmy jesienią tylko jeden mecz u siebie. To wręcz nieprawdopodobne. Mocno pracowaliśmy przez ostatnie dni, jest w nas sporo sportowej złości, którą trzeba przekuć w punkty. Wygrana w meczu z Lublinem to nasz obowiązek – podkreśla doświadczony defensor sosnowiczan. Przypomnimy, że sosnowiczanie zamykają tabelę I ligi z dorobkiem 11 punktów, a na zwycięstwo w lidze czekają od 15 września, czyli wyjazdowej potyczki z GKS-em Katowice wygranej 1:0. Następnie nie byli w stanie wygrać żadnej z ośmiu kolejnych gier! Czy w piątek nastąpi przełamanie? Patrząc na ostatnie występy trudno o optymizm, ale ponoć każda seria, nawet ta najbardziej zła, ma swój kres... W ostatniej kolejce oba kluby pauzowały, bo mecze Zagłębie – Chrobry przełożono wcześniej na 19 grudnia, a pojedynek Podbeskidzie - Motor z uwagi na warunki pogodowe i stan boiska zostało odwołane. Krzysztof Polaczkiewicz
