279_07 Przenosiny do Bełchatowa
Trener Adam Nocoń ma nad czym myśleć. Fot. Krzysztof Porębski/Pressfocus.pl
Przenosiny do Bełchatowa
Cztery przegrane w pięciu ostatnich ligowych spotkaniach. W Opolu mają nad czym dumać…
ODRA OPOLE
Tytuł wicemistrza półmetka dla Odry ma na razie charakter nieoficjalny albo raczej tymczasowy. Drużyna prowadzona przez [Adama Noconia] po porażce 0:1 ze Zniczem Pruszków po 17 meczach ma bowiem 30 punktów, a czwarty w tej chwili GKS Tychy w 16 spotkaniach uzbierał 28 „oczek”. To znaczy, że po odrobieniu zaległości spowodowanych odwołaniem sobotniego meczu w Łęcznej, gdzie boisko nie nadawało się do gry, tyszanie mogą przeskoczyć niebiesko-czerwonych.
Sporo punktów
Jednak nie na sytuację w tabeli patrzy w tej chwili szkoleniowiec zespołu ze stolicy polskiej piosenki. Przede wszystkim koncentruje się na analizie niedzielnej przegranej.
- Najważniejszym momentem tego spotkania była utrata bramki - stwierdził trener opolan. - W pierwszych chwilach nie byliśmy skoncentrowani i rywal to wykorzystał. Mogliśmy co prawda szybko odpowiedzieć, ale po strzałach Adrian Purzyckiego i Artura Pikka piłka nie trafiła do bramki. W drugiej połowie skomasowana obrona przeciwnika, który mądrze się bronił i kontrował, sprawiła, że poza zamieszaniami w polu karnym po stałych fragmentach gry do klarownych sytuacji mój zespół nie doprowadził. Zmiany też nie wpłynęły na obraz tego spotkania i niestety zakończyliśmy je porażką, choć mam takie odczucie, że mogliśmy się pokusić o lepszy wynik.
W sumie jednak kibice Odry mogą być zadowoleni z dorobku opolan w połowie sezonu. Trener Nocoń też doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
- Dotarliśmy do półmetka sezonu z dobrym dorobkiem punktowym i na dobrym miejscu - zaznacza. - Rok temu nasz zespół po 17 spotkaniach zajmował 15. miejsce z dorobkiem 15 punktów i miał tylko dwa „oczka” więcej niż ostatnia drużyna tabeli. Tak więc progres na pewno jest i z tego można być zadowolonym. Ale w piłce nożnej i w sporcie w ogóle humor trenera jest taki jak wynik ostatniego meczu. A my jesteśmy po porażce, która jednak nie zamyka tegorocznych rozgrywek. Pamiętamy, że jeszcze przed nami są dwa grudniowe mecze, do których musimy się dobrze przygotować. Najpierw przeanalizujemy to, czego nam zabrakło w Pruszkowie, a później będziemy walczyć o to, żeby ten rok zakończyć z jak największą liczbą punktów na koncie.
Wypadają pomocnicy
Zadanie nie będzie jednak łatwe. Po pierwsze dlatego, że najbliższy mecz w roli gospodarza opolanie rozegrają na boisku w Bełchatowie, gdzie w niedzielę o godzinie 12.40 podejmą Stal Rzeszów. Atut swojego boiska, na którym w rundzie jesiennej wygrali 6 spotkań i 2 zremisowali, zostanie więc im wytrącony z rąk. A po drugie Adam Nocoń nie będzie mógł skorzystać z dwóch zawodników, którzy w jego taktyce odgrywają bardzo ważną rolę, chodzi o defensywnych pomocników.
Żółte kartki w meczu ze Zniczem obejrzeli bowiem Rafał Niziołek - czwartą w tym sezonie oraz Adrian Purzycki - ósmą. Pierwszy z nich będzie pauzował po rozegraniu wszystkich 17 spotkań w rundzie jesiennej. W tym czasie tylko dwukrotnie, raz w 86 minucie i drugi raz w ostatnich sekundach gry został zmieniony. Drugi także należy do piłkarzy pierwszego wyboru, o czym świadczy fakt, że ze swoich 14 występów w tym sezonie 12 zaczynał w wyjściowej jedenastce.
Kto ich może zastąpić? Pierwszym kandydatem do gry na „szóstce” w niedzielnym meczu wydaje się Wojciech Kamiński, ale problem w tym, że potrzebni będą dwaj defensywni pomocnicy, a to znaczy, że przed trenerem opolan twardy orzech do zgryzienia.
Jerzy Dusik
