279_05 Nielubiane województwo
Raków mocno postraszył Śląsk, ale Wrocław opuścił z punktowym niedosytem. Fot. PAP/Sebastian Borowski
Nielubiane województwo
Górnik, Ruch, Raków. Tylko te 3 drużyny były w stanie urwać punkty Śląskowi Wrocław w 13 ostatnich kolejkach.
Już od zeszłego tygodnia było wiadomo, że niezależnie od rozstrzygnięcia niedzielnego meczu, wrocławianie zostaną mistrzem jesieni. Choć w praktyce rozgrywki jeszcze trwają, to jednak sezon dobiegł do półmetka. Drużyny – nie licząc zaległych meczów – zagrały między sobą po razie każdy z każdym i najlepiej na tym wyszedł Śląsk.
Trzy remisy
WKS miał słaby początek sezonu. W pierwszych 4 kolejkach zdobył tylko 4 punkty – pokonując Pogoń, remisując z Koroną i ulegając Zagłębiu oraz Stali. Potem jednak rozpoczął swój marsz, stawiający go aktualnie w świetle jupiterów. Z 13 następnych spotkań wygrał aż 10 i tylko 3 razy gubił punkty. Wszystkie te wpadki miały miejsce w rywalizacji z zespołami z województwa śląskiego.
Na początku października po szczęśliwym golu Szymona Czyża w ostatniej akcji Śląsk zremisował 1:1 z Górnikiem Zabrze. Pod koniec tego samego miesiąca udał się do Chorzowa, by razem z Ruchem odkurzyć Stadion Śląski. Skończyło się 2:2 po tym, jak wrocławski golkiper dwukrotnie wyciągał piłkę z siatki po rzutach karnych wykonywanych przez Daniela Szczepana. Długo zresztą wrocławianie tego remisu nie potrafili przeboleć. Natomiast w minionej kolejce remis ze stolicy Dolnego Śląska przywiózł Raków, choć trzeba uczciwie przyznać, że tym razem to zespół Jacka Magiery mógł mówić o odrobinie szczęścia. Spotkanie samo w sobie było nudne, ale warto podkreślić, że przed przerwą lider nie zanotował ani jednego kontaktu z piłką w polu karnym rywala. Mistrzowie Polski takich kontaktów mieli 14, a spotkanie otwarło się nieco dopiero w drugiej połowie.
Jeden gol więcej
- Zagraliśmy dobry mecz, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczbę spotkań rozgrywanych w krótkim terminie - mówił po końcowym gwizdku trener Rakowa Dawid Szwarga. - Byliśmy bardzo groźni w ataku pozycyjnym. On nie służy tylko temu, żeby kreować sytuacje, ale też służy kontrolowaniu spotkania. Żeby przebywać na połowie rywala i żeby uniemożliwić przeciwnikowi wejście w fazę przejściową. W pierwszej połowie udawało nam się to bardzo dobrze, a w drugiej dobrze albo tylko poprawnie. Przez to też straciliśmy bramkę, a drugą mogliśmy stracić przez szybkie wznowienie bramkarza rywali. Zgadzam się, że jesteśmy groźni w szybkim ataku, ale w tym przypadku dobrze graliśmy też w ataku pozycyjnym - analizował szkoleniowiec częstochowian, który stwierdził, że według jego opinii Raków stworzył sytuacje na jednego gola więcej od rywala. Tego oczywiście nie zdobył.
Ważne dla tabeli
- Bardzo się cieszymy z tego, że 40 tysięcy osób przyszło na stadion i po raz kolejny mieliśmy wsparcie fanów. Pierwsza połowa była dla Rakowa, który dominował. Uważam, że na dziś jest to drużyna z największym potencjałem ludzkim w ekstraklasie. To zostało potwierdzone. Wiedzieliśmy jednak, że mecz trwa 90 minut i o tym rozmawialiśmy w szatni. Przekazałem zespołowi wskazówki, żeby po przerwie zagrać inaczej, bardziej odważnie, przejąć inicjatywę - zdradził trener Śląska Jacek Magiera.
Wrocławianie w tym sezonie zdołali pokonać trzy z 4 najsilniejszych drużyn ekstraklasy z poprzedniego sezonu. Wygrali 2:0 z Pogonią, 3:1 z Lechem i 4:0 z Legią. Tylko Raków się postawił. Dla Śląska odrobienie strat w niedzielnym spotkaniu było też ważne z tego powodu, że częstochowianie nie zbliżyli się do niego w tabeli. Aktualnie tracą do lidera 8 punktów, ale należy pamiętać, że mają jeszcze jeden mecz zaległy. Gdyby udało im się pokonać Śląsk i hipotetycznie Koronę, mieliby wówczas tylko 2 „oczka” mniej niż ekipa z Wrocławia. Piotr Tubacki
