279_03 Przełamanie? Jeszcze nie...

Mateusz Bartolewski, Miłosz Kozak i Filip Starzyński - nieliczni, którzy w niebieskiej jedenastce nie zawodzą.

Fot. Krzysztof Porębski/Pressfocus.pl


Przełamanie? Jeszcze nie...

W dwóch ostatnich meczach z Koroną i Cracovią „Niebieskim” na finiszu uciekły cztery punkty.


Chyba mało kto się spodziewał jeszcze kilka miesięcy temu, że powrót chorzowian do ekstraklasy będzie aż tak trudny. Ruch zakończył rundę jesienną w strefie spadkowej. To zapewne jeszcze w obozie beniaminka było dopuszczalne, ale pozostałe liczby są dużo bardziej niepokojące.


RUCH CHORZÓW


Niechlubne rekordy

Do miejsca bezpiecznego, które zajmuje aktualnie Cracovia, 14-krotny mistrz Polski traci sześć punktów. Na zwycięstwo w lidze czeka od drugiej kolejki, czyli już niemalże całą rundę. Takiego scenariusza nikt się nie spodziewał, choć było wiadomo, że łatwo może nie być.

Niedzielny mecz w Krakowie był idealny na przełamanie. Ruch grał z przewagą jednego zawodnika przez godzinę, strzelił gola na 2:1 do szatni, miał wszystkie atuty w swoich rękach. Trzykrotnie na wyjeździe prowadził, zdobył łącznie cztery bramki, a mimo to nie zdołał przełamać fatalnej passy! - Mecz, który tak się nam ułożył powinniśmy wygrać. Proporcje między tym, co robiliśmy z przodu, a tym, co wyprawialiśmy z tyłu były mocno zaburzone i grając w przewadze jednego zawodnika, po prostu powinniśmy ten mecz wygrać - to cały pomeczowy komentarz trenera Ruchu Jana Wosia. Zawodnicy nie mieli najmniejszej ochoty na dzielenie się wrażeniami po tym meczu. To najlepiej obrazuje nastroje w zespole beniaminka.

Zespół w lidze ustanawia niestety niechlubne rekordy. W Krakowie pobił swój rekord liczby kolejnych meczów bez wygranej w ekstraklasie. Obecnie wynosi on już 15 spotkań. Oczywiście, analizując szczegółowo spotkanie w Krakowie, można znaleźć kilka pozytywów w grze. Przede wszystkim dość niespodziewanie, zwłaszcza wobec krytyki, jaka spotykała tego napastnika od początku sezonu, Daniel Szczepan został drugim najskuteczniejszym rodzimym graczem tej ligi. Ma na koncie siedem bramek. Co prawda cztery z nich padły z jedenastek, ale w tym elemencie jest niezawodny. Rok temu w rozgrywkach Fortuna 1. Ligi popularny „Szczepek” również bardzo długo się rozkręcał. Ostatecznie jednak zdobył 14 bramek.

 

Aż osiem żółtych  

Potwierdził swoje ofensywne walory także Miłosz Kozak, który miał udział przy wszystkich bramkach. Pozytywnie trzeba także ocenić powrót do gry Filipa Starzyńskiego. Sam w pierwszej połowie mógł pokusić się o bramkę precyzyjną główką, ale piłkę fantastycznie wybronił bramkarz Cracovii. Kilka jego dośrodkowań było najwyższej próby. To był zresztą mecz, w którym najlepiej było zagrywać piłkę górą, więc Starzyński – póki tylko miał siły - na boisku czuł się stosunkowo dobrze. Drugą bramkę w drugim meczu wyjazdowym zdobył Mateusz Bartolewski. Sęk w tym, że te plusy w żadnym stopniu nie przykryły negatywów. Prócz tego chorzowianie doznali dwóch strat personalnych. W kolejnym spotkaniu nie zagrają Maciej Sadlok, który w niedzielę ujrzał już ósmą żółtą kartkę i jest pod tym względem w ekstraklasie rekordzistą oraz Tomas Podstawski. Szczególnie Sadlok meczu w Krakowie nie będzie dobrze wspominał. W drugiej połowie opuścił plac gry, ale do tego momentu miał „udział” we wszystkich trafieniach Cracovii. Złośliwi mogą odczuwać ulgę, że doświadczony defensor będzie pauzował, ale nie jest chyba przypadkiem, że zarówno u trenera Jarosława Skrobacza, jak i u Jana Wosia był zawsze podstawowym wyborem. Pauzował jedynie po czwartej żółtej kartce. Wybór podstawowej jedenastki obrazuje dzisiaj zresztą chyba największy problem Ruchu. W drużynie zbyt mało jest liderów, pewniaków do gry na miarę ekstraklasy. Po meczu z Koroną w ogóle wypadli z kadry meczowej Patryk Sikora oraz Kacper Skwierczyński. Nie załapał się do osiemnastki meczowej również między innymi Konrad Kasolik, który złapał czerwoną kartkę w meczu z łódzkim Widzewem. Pewniakami na dzisiaj do gry wydają się jedynie Krzysztof Kamiński, Miłosz Kozak, Tomasz Swędrowski oraz Daniel Szczepan. To trochę mało, by myśleć o grze w ekstraklasie także w kolejnym sezonie. (td)