278_21 Zwycięstwo inne niż wszystkie
Na takie „bomby” Moniki Kobylińskiej liczymy również dziś...
Zwycięstwo inne niż wszystkie
Po heroicznym boju białoczerwone pokonały Japonki i do fazy zasadniczej zabiorą minimum 2 punkty. Dziś z Niemkami zagrają o 1. miejsce w grupie.
Trener Arne Senstad prowadzi naszą reprezentację od sierpnia 2019 roku. Każdy mecz to dla niego wielkie wydarzenie, bardzo mocno go przeżywa, ale w sobotę dał upust emocjom, jak chyba nigdy dotąd.
Skręcone kostki
Gdy zabrzmiała ostatnia syrena spotkania z Japonkami, Norweg wyskoczył z uniesionymi rękami, ciesząc się tak, jakby... to on zdobył zwycięską bramkę. Śmiał się na całe gardło, biegał i skakał po parkiecie, przybijał „piątki” z zawodniczkami, ściskał się ze współpracownikami, a na koniec podbiegł do kibiców z okrzykiem „Yes, yes, yes”! Jego podopieczne również się cieszyły. Utworzyły tradycyjne kółeczko, potańczyły w nim dość długo, biorąc w środek Karolinę Kochaniak-Salę. To było coś w rodzaju hołdu dla rozgrywającej, która w pierwszej połowie skręciła prawą kostkę. Kontuzja szczypiornistki Zagłębia Lubin okazała się na tyle poważna, że już nie wróciła na parkiet i z ławki rezerwowych przeżywała większą część tego meczu. Podobnych urazów doznały Aleksandra Rosiak oraz Adrianna Górna, ale po zabiegach sztabu medycznego zacisnęły zęby i - tak jak wszystkie - walczyły do upadłego.
Niwelowanie atutów
Radość trenera Senstada była w pełni uzasadniona. Po „rozgrzewce” ze słabiutkim Iranem mecz z Japonkami jawił się jako kluczowy. To bardzo ważne spotkanie. Wygrana da nam 2 punkty, które zabierzemy do fazy zasadniczej, a to w dalszej perspektywie będzie niezwykle ważne. Rywalki to bardzo dynamiczny zespół, często zmieniający kierunki. Japonki zawsze walczą do końca, ale wiemy, gdzie są ich słabe strony i będziemy chcieli je wykorzystać, niwelując przy tym ich atuty. Będziemy starali się podwajać krycie w obronie i przerywać akcje, by przeciwniczki nie zdobywały przewagi w sytuacjach jeden na jeden - zapowiadał Adrian Struzik, II trener reprezentacji.
Małe, ale jare
Jego przewidywania się potwierdziły. Tylko dwie Japonki, Naoko Sahara i Mika Nagata, mierzą powyżej 180 cm. To wymuszało na ich szkoleniowcu określoną taktykę. Już pierwsza kontra biało-czerwonych zakończyła się golem Dagmary Nocuń. W odpowiedzi Haruno Sasaki wykorzystała dwa rzuty karne i było pewne, że nasz zespół czeka niełatwa przeprawa. Niewielką przewagę rywalek trafieniami z koła niwelowała Marlena Urbańska, ale Japonki szybko „przeczytały” tę taktykę. Pod koniec pierwszego kwadransa gra się wyrównała, a krzyżowe akcje finalizowała znakomita Monika Kobylińska. Po kontrze Nocuń biało-czerwone odzyskały prowadzenie, a po 5. bramce „Kobi” było 11:9. Wicemistrzynie Azji ani na moment nie odpuszczały i Natsuki Aizawa doprowadziła do remisu. A po chwili to ponownie Japonki były na prowadzeniu, lecz cieszyły się nim tylko przez chwilę. Końcówka pierwszej połowy to gra błędów z obu stron, które w tej części gry zaliczyły po 12 strat.
Wokół remisu
Drugą odsłonę Polki rozpoczęły od trafienia Górnej z prawego skrzydła i obrony rzutu karnego przez Adriannę Płaczek. W kolejnych minutach tablica najczęściej pokazywała remis. Uaktywniła się Rosiak, trafiająca do siatki w ważnych momentach. Po golu Darii Michalak z lewego skrzydła biało-czerwone w 43 minucie prowadziły 24:21. Przeciwniczki podjęły ryzyko, wprowadzając siódmą zawodniczkę z pola kosztem bramkarki i to ryzyko się opłaciło, bo po golach Haruno Sasaki złapały kontakt. Sytuację ratowała Kobylińska, która grała na 85-procentowej skuteczności (11/13). Do doskonałej dyspozycji Płaczek (5 obronionych rzutów karnych) dołączyła Barbara Zima. Chwila dekoncentracji ekipy trenera Senstada ułatwiła Japonkom odzyskanie prowadzenia (27:26), ale na szczęście tylko na moment. Dzięki poprawie koncentracji oraz golom Magdy Balsam i Kobylińskiej - szala zwycięstwa ponownie przechyliła się na naszą stronę, a radość z pokonania zespołu, który przed dwoma laty w Hiszpanii uplasował się na 11. miejscu (Polska na 15.), była ogromna. Nic dziwnego, że wkrótce do hotelu wracał wesoły i rozświetlony latarkami telefonów komórkowych naszych reprezentantek autokar. Wielki przebój „Zawsze tam gdzie ty” zespołu Lady Pank śpiewały wszystkie.
Trzeba walczyć
Oby dziś było podobnie. Groźne i niewygodne Niemki z Japonkami męczyły się bardziej, wygrywając jedną bramką, ale Iranki „powiozły” wyżej niż Polki. Za kadencji Arne Senstada biało-czerwone grały z nimi czterokrotnie i tylko raz zdołały zremisować. Każdy z tych meczów był zacięty, niezwykle wyrównany i decydowały w nim detale. Tak samo na pewno będzie dziś wieczorem. - Będzie ciężko, ale rywalki zostały odpowiednio przeanalizowane przez trenerów. Zwyciężając z Japonią dziewczyny udowodniły, że stać je na wiele. Trzeba poprawić kilka elementów, jak atak szybki czy współpracę z kołem, a powinno być dobrze. Wyjść z grupy z 4 punktami byłby czymś wspaniałym - powiedziała była reprezentantka, Joanna Obrusiewicz.
Polska - Japonia 32:30 (15:15)
POLSKA: Płaczek, Zima - Balsam 5/1, Kobylińska 11/1, Kochaniak-Sala, Urbańska 2, Rosiak 4, Nocuń 3, Tomczyk 1, Zimny 1, Galińska 1, Matuszczyk, Uścinowicz, Michalak 2, Górna 1, Wiertelak 1. Kary: 10 minut. Trener Arne SENSTAD.
JAPONIA: Kametani, Saito - Nagata 3, Sahara, Hatsumi 1, Kitahara, Hattori 2, Kasai 2, Nakayama 2, Matsumoto 5, Akiyama 4, Aizawa 5, Okada, Sasaki 6/2, Yoshidome, Ishikawa. Kary: 4 minuty. Trener Shigeo KUSUMOTO.
Przebieg meczu:
5 min - 1:3,
10 min - 5:5,
15 min - 9:7,
20 min - 11:9,
25 min - 12:12,
30 min - 15:15,
35 min - 17:17,
40 min - 21:19,
45 min - 25:23,
50 min 26:25,
55 min - 29:27,
60 min - 32:30.
Marek Hajkowski
