278_16 Derby

Lukas Vasina i jego koledzy wreszcie mieli powody do radości. Fot. PAP/Zbigniew Meissner


Derby pod prądem...

Katowiczanie z pierwszym zwycięstwem w sezonie. Jastrzębski Węgiel, Aluron CMC Warta Zawiercie i Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle z kompletem punktów.


PLUSLIGA


Derby województwa śląskiego, GieKSy z beniaminkiem z Częstochowy, były emocjonujące. Trwały 146 minut i zakończyły się pierwszym zwycięstwem gospodarzy po tie-breaku. - Spadł nam kamień z serca, bo to było piekielnie trudne spotkanie. Cały czas byliśmy pod prądem i sporą rolę odegrali zmiennicy, zdobywając ważne punkty. Wygraliśmy zespołem i nic tylko się cieszyć - powiedział kapitan GKS-u i MVP potyczki,Jakub Jarosz.


Poczucie stabilizacji

W minionym tygodniu sytuacja w GKS-ie była dynamiczna. Pojawiło się dwóch nowych zawodników - norweski przyjmujący Jonas Kvalen, zastępujący Jakuba Szymańskiego, oraz wielce doświadczony włoski rozgrywający Davide Saitta, który zajął miejsce Łukasza Kozuba. Ten pierwszy w meczu z „Norwidem” pojawił się w epizodach, ale Saitta poprowadził nowych kolegów do zwycięstwa. Długimi fragmentami sprawiał wrażenie jakby trenował z zespołem od kilku miesięcy, a raptem odbył dwa treningi.

- Dał nam dużo i jestem przekonany, że w dalszej części sezonu da nam jeszcze więcej. Jesteśmy zadowoleni, choć równie dobrze mogliśmy przegrać 0:3. Nadal musimy pracować nad wszystkimi elementami, zwłaszcza nad serwisem, bo bez niego trudno wygrać. Jeszcze nie powróciła dobra GieKSa, ale jest dobry znak, bo uwierzyliśmy, że można wygrywać stwierdził z ulgą trener gospodarzy, Grzegorz Słaby. - Davide rozegrał dobre zawody, ale to przecież doświadczony rozgrywający i fajnie nami pokierował wtórował trenerowi, kapitan GKS-u.


Zgodnie z przewidywaniami

Jeszcze na długo przed meczem intuicja nam podpowiadała, że starcie rozstrzygnie się w tie-breaku. Gospodarze mocno zmotywowani rozpoczęli w dobrym stylu i prowadzili dwoma, trzema punktami. W końcowych fragmentach było już nawet 24:21, ale częstochowianie nie dawali za wygraną. Doprowadzili do gry na przewagi. W niej mieli sześć okazji, by zakończyć seta. Przy stanie 30:31 dwa punkty atakiem zdobył Jarosz, a chwilę później Marcin Waliński „zafundował” rywalom asa serwisowego.

Kolejne dwie odsłony były popisem zespołu z Częstochowy, który zdecydowanie je wygrał. Wydawało się, że pewnie zmierza po komplet punktów, bo w czwartej odsłonie gospodarze przegrywali już 6:11. Przyjezdni zaliczyli jednak dwa błędy, w ataku oraz zagrywce, zaś Łukasz Usowicz zaserwował dwa asy. - To był moment przełomowy dla naszego zespołu w tym sezonie - stwierdził szkoleniowiec gospodarzy. - Dwie nasze pomyłki, dwa asy Usowicza i doświadczenie GKS-u wzięło górę - stwierdził po meczu mocno rozgorączkowany trener gości, Leszek Hudziak. - Włożyliśmy w to spotkanie serce i gra wszystkim mogła się podobać. Jako beniaminek pokazujemy w lidze ofensywny styl gry i na pewno nie jesteśmy chłopcami do bicia. Teraz szybko musimy „wyczyścić” głowy i przygotować się do arcyważnego meczu na własnym parkiecie z Radomiem.

Gospodarze czwartą partię wygrali na przewagi, zaś w tie-breaku kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku. - Wygrał zespół lepszy, bardziej doświadczony - stwierdził na pożegnanie trener Hudziak. Radość w GKS-ie była ogromna, bo przecież po ośmiu porażkach siatkarze zaliczyli zwycięstwo. Natomiast beniaminek zasłużył na słowa uznania, bo nie ma żadnych kompleksów i sprawi jeszcze niejedną niespodziankę.


Pokaz siły mistrza

Przyjazd mistrza Polski, Jastrzębskiego Węgla, do Lublina wywołał ogromne zainteresowanie. Na trybunach zasiadł komplet widzów, licząc, że Bogdanka LUK jest w stanie sprawić niespodziankę. Goście szybko sprowadzili na ziemię fanów i zawodników z Lublina. Pokazali siłę. Od początku dominowali na parkiecie. Kapitalną serię w polu serwisowym zaliczył Norbert Huber i jastrzębianie prowadzili 7:2. Na tym nie poprzestali. Nie mieli słabych punktów. W przyjęciu nie do złamania byli Rafał Szymura i Jakub Popiwczak, w ataku swoje robili Tomasz Fornal, Huber, Jurij Gładyr oraz Jean Patry. Przewaga mistrzów Polski rosła i ani przez moment nie była zagrożona. Gospodarze o tym, że w siatkówkę grać potrafią, przypomnieli sobie w kolejnym secie. Bardzo ryzykowali na zagrywce. Coraz skuteczniejsi byli też Alexandre Ferreira i Mateusz Malinowski. Lublinianie nie tylko zdołali odrobić straty - przegrywali 6:9 - ale też przejęli inicjatywę. Gdy prowadzili 17:15, wydawało się nawet, że są w stanie przeciwstawić się rywalom. Nic z tego. Gdy doszło do decydującej rozgrywki górą byli faworyci. Świetnie zaprezentował się zwłaszcza rezerwowy atakujący Ryan Sclater. Kanadyjczyk grał bezkompromisowo. Atakował mocno i był przy tym piekielnie skuteczny. Od stanu 19:19 jastrzębianie pozwolili przeciwnikom na zdobycie zaledwie dwóch punktów, a kropkę nad i postawił Fornal udanym serwisem. I na tym emocje się skończyły. Trzeci set, jak pierwszy, był bez historii.


Zamieszanie z serwisem

Spotkanie w Zawierciu okrzyknięto najciekawszym w dziewiątej kolejce. Nic w tym dziwnego, bo przeciwko sobie stanęły czołowe ekipy, do tego sąsiadujące w tabeli. Eksperci więcej szans dawali „Jurajskim rycerzom”, ale Trefl nieraz pokazał, że nie należy go lekceważyć, że ma na tyle jakości, by bali się go najlepsi. Zawiercianie mecz zaczęli z ogromnym animuszem. Objęli prowadzenie 4:1. Goście szybko jednak zniwelowali straty i rozpoczęła się gra na wyniszczenie. Nikt nie wstrzymywał ręki. Po stronie Aluronu CMC Warty, wobec nierównej gry Karola Butryna i Bartosza Kwolka ciężar zdobywania punktów wzięli na siebie Mateusz Bieniek, Miłosz Zniszczoł oraz Trevor Clevenot. Po drugiej stronie siatki równie skuteczni byli Kewin Sasak oraz Karol Urbanowicz. Z czasem górę wzięła większa siła zawiercian. W końcówce rozstrzygnęli pierwszego seta, a w drugim prowadzili już 24:21. I wtedy zaczęły się emocje, na jakie czekali kibice. Goście się nie poddali. Po serii zagrywek Urbanowicza, nieoczekiwanie wywalczyli piłkę setową (25:24). Miejscowi twardo się bronili. W pewnym momencie, za sprawą arbitrów, zrobiło się bardzo nerwowo. Był remis (27:27). Potężnie zaserwował Butryn. Gdańszczanie nie podbili piłki. Sędzia z opóźnieniem odgwizdał jednak Butrynowi błąd przekroczenia linii. Po weryfikacji wideo okazało się jednak, że się pomylił. Podjął więc decyzję o powtórzeniu akcji, co rozsierdziło zawiercian, bo stracili pewny punkt. Arbiter wycofał się ze swojego postanowienia, co z kolei wywołało reakcję zawodników i sztabu szkoleniowego Trefla. Wybuchło ogromne zamieszanie. Ostatecznie Butryn musiał jeszcze raz serwować. Tym razem już tak dobrze nie zagrał i gdańszczanie mieli inicjatywę, a po kolejnych kilku akcjach wywalczyli zwycięski punkt. Przegrany set podrażnił „Jurajskich rycerzy”. W kolejnych setach zaprezentowali się koncertowo. Przebudzili się Kwolek i Butryn, którzy kończyli praktycznie każdy atak. Poziom trzymali pozostali gracze. Gdańszczanie byli bezradni, tym bardziej, że gospodarze wreszcie znaleźli sposób na zatrzymanie Sasaka, który w dwóch pierwszych setach robił co chciał.


Sukces w osłabieniu

Problemów kadrowych w ekipie z Kędzierzyna -Koźla nie widać końca. Przeciwko Cuprum Lubin trener Tuomas Sammelvuo nie mógł skorzystać z przyjmujących Bartosza Bednorza oraz niedawno pozyskanego z GKS-u Katowice Jakuba Szymańskiego. W pierwszej szóstce wyszedł więc Krzysztof Zapłocki. 20-latek spisał się więcej niż przyzwoicie. W ataku wielce okazji do wykazania się nie miał wykonał tylko jeden atak - bo to domena Łukasza Kaczmarka oraz Aleksandra Śliwki, ale przyjęcie trzymał na przyzwoitym poziomie (33 procent pozytywnego). Punkt dołożył też z pola serwisowego.

Lubinianie nie byli w stanie wykorzystać osłabienia gospodarzy. Grali bardzo słabo. Kompletnie niewidoczni byli Wojciech Ferens i Kamil Kwasowski. Przez niedokładne przyjęcie rozgrywający Danilo Geliński nie mógł też zbyt często wystawiać do środkowych. Przyjezdni dotrzymywali kroku rywalom w pierwszym secie do stanu 7:7, w drugim do 11:11, a w trzecim - do 15:15. Potem następował „odjazd” kędzierzynian. Wystarczyło, że wzmacniali zagrywkę, w ataku przyśpieszali Śliwka z Kaczmarkiem, a Dmitryj Paszycki „murował” siatkę, by emocje się kończyły. Włodzimierz Sowiński, mic


GKS Katowice - Exact Systems Hemarpol Częstochowa 3:2 (33:31, 18:25, 19:25, 28:26, 15:11)


KATOWICE: Saitta (3), Waliński (19), Adamczyk (3), Jarosz (29), Vasina (18), Krulicki, Mariański (libero) oraz Domagała (1), Kvalen (1), Usowicz (7). Trener Grzegorz SŁABY.

CZĘSTOCHOWA: Keturakis (2), Kogut (26), Janus (12), Dulski (21), Sobański (18), Hain (8), Takahashi (libero) oraz Espeland, Borkowski. Trener Leszek HUDZIAK.


Sędziowali: Tomasz Janik i Marcin Herbik (obaj Warszawa).

Widzów 327.

Przebieg meczu

I: 10:8, 15:13, 20:16, 25:24, 29:30, 33:31.

II: 9:10, 13:15, 15:20, 18:25.

III: 6:10, 7:15, 13:20, 19:25.

IV: 5:10, 12:15, 19:20, 25:24, 28:26.

V: 5:3, 10:8, 15:11.

Bohater - Jakub JAROSZ.


Bogdanka LUK Lublin - Jastrzębski Węgiel 0:3 (14:25, 21:25, 11:25)


LUBLIN: Komenda, Ferreira (9), Nowakowski (3), Malinowski (6), Brand (7), Kania, Hoss (libero) oraz Krysiak, Wachnik (2), Nowosielski, Schulz (1), Hudzik (3). Trener Massimo BOTTI.

JASTRZEBIE: Toniutti (2), Szymura (5), Huber (13), Patry (9), Fornal (15), Gładyr (4), Popiwczak (libero) oraz Sclater (5), Markiewicz, Skruders. Trener Marcelo MENDEZ.


Sędziowali: Maciej Flis i Maciej Kolendowski (obaj Kraków).

Widzów 4200.

Przebieg meczu

I: 5:10, 10:15, 12:20, 14;25.

II: 9:10, 15:14, 19:20, 21:25.

III: 5:10, 6:15, 11:20, 11:25.

Bohater - Tomasz FORNAL.


Aluron CMC Warta Zawiercie - Trefl Gdańsk 3:1 (25:21, 29:31, 25:17, 25:15)


ZAWIERCIE: Tavares Rodrigues (5), Kwolek (16), Zniszczoł (7), Butryn (16), Clevenot (18), Bieniek (16), Perry (libero) oraz Szalacha. Trener Michał WINIARSKI.

GDAŃSK: Droszyński, Franchi Martinez (13), Urbanowicz (9), Sasak (22), Sawicki (14), Niemiec (3), Koykka (libero) oraz Nasewicz, Kampa, Orczyk (1). Trener Igor JURICIĆ.


Sędziowali: Piotr Skowroński (Gdańsk) i Agnieszka Michlic (Bydgoszcz).

Widzów 1500.

Przebieg meczu

I: 10:9, 15:13, 20:16, 25;21.

II: 10:7, 15:12, 20:18, 24:25, 29:31.

III: 10:5, 15:10, 20:15, 25:17.

IV: 10:5, 15:7, 20:12, 25:15.

Bohater - Trevor CLEVENOT.


Grupa AzotyZAKSA Kędzierzyn-Koźle - KGHM Cuprum Lubin 3:0 (25:15, 25:17, 25:18)


KĘDZIERZYN-KOŹLE: Gil (1), Śliwka (14), Smith (7), Kaczmarek (14), Zapłacki (2), Paszycki (9), Shoji (libero) oraz Takvam, Kluth (1). Trener Tuomas SAMMELVUO.

LUBIN: Gelinski (4), Ferens (3), Pietraszko (4), Hanes (10), Kwasowski (6), Lipiński (2), Granieczny (libero) oraz Strulak (3), Kubicki, Lorenc (3). Trener Paweł RUSEK.


Sędziowali: Sławomir Gołąbek Kędzierzyn-Koźle) i Paweł Morawski (Poznań).

Widzów 900.

Przebieg meczu

I: 10:7, 15:13, 20:13, 25:15.

II: 10:9, 15:13, 20:15, 25:17.

III: 7:10, 15:14, 20:18, 25:18.

Bohater - Krzysztof ZAPŁACKI.


Enea Czarni Radom - Indykpol AZS Olsztyn 0:3 (16:25, 25:27, 17:25)


RADOM: Todorović (1), Hofer (9), Rajsner (4), Meljanac (13), Formela (7), Kufka (5), Nowowsiak (libero) oraz Gniecki (2), Piotrowski (2), Ostrowski, Buszek, Teklak (libero). Trener Paweł WOICKI.

OLSZTYN: Tuaniga (2), Karlitzek (15), Sapiński (12), Souza (11), Szerszeń (12), Jakubiszak (8), Hawryluk (libero) oraz Janikowski, Armoa, Majchrzak. Trener Javier WEBER.


Sędziowali: Mariusz Gadzina (Strzyżów) i Grzegorz Janusz (Jasło).

Widzów 983.

Przebieg meczu

I: 6:10, 9:15, 11:20, 16:25.

II: 10:8, 14:15, 14:20, 24:25, 25:27.

III: 10:9, 15:14, 15:20, 17:25.

Bohater - Szymon JAKUBISZAK.


Asseco Resovia - PGE GiEK Skra Bełchatów 3:0 (25:20, 25:23, 25:21)


RZESZÓW: Drzyzga (5), Louati (9), Kłos (7), Boyer (11), DeFalco (14), Kochanowski (8), Zatorski (libero) oraz Rejno. Trener Giampaolo MEDEI.

BEŁCHATÓW: Łomacz, Aciobanitei (9), Lemański (5), Konarski (13), Lipiński (7), M. Nowak (4), Diez (libero) oraz W. Nowak, Kupka (1), Poręba, Derouillon (3). Trener Andrea GARDINI.


Sędziowali: Wojciech Maroszek (Żory) i Piotr Król (Katowice). Widzów 3200.

Przebieg meczu

I: 10:9, 15:12, 20:15, 25:20.

II: 9:10, 15:14, 20:17, 25:23.

III: 10:9, 15:14, 20:17, 25:21

Bohater - Fabian DRZYZGA.


Projekt Warszawa - Ślepsk Malow Suwałki 3:0 (25:15, 25:22, 25:13)


WARSZAWA: Firlej (1), Tillie (12), Wrona (1), Bołądź (12), Semeniuk (8), Szalpuk (13), Wojtaszek (libero) oraz Averill (4). Trener Piotr GRABAN.

SUWAŁKI: Buculjević (1), Stern (8), Gallego (2), Filipiak (7), Halaba (4), Stajer (4), Filipowicz (libero) oraz Sanchez, Żakieta, Macyra, Firszt. Trener Dominik KWAPISIEWICZ.


Sędziowali: Mariusz Fiutek (Będzin) i Marek Budzik (Rybnik).

Widzów 1420.

Przebieg meczu

I: 10:4, 15:9, 20:14, 25:15.

II: 6:10, 12:1519:20, 25:22.

III: 10:5, 15:7, 20:11, 25:13.

Bohater - Artur SZALPUK.